2009-10-30, 10:30
Ewa Białołęcka POLECA "Kot Simona. Sam o sobie"
[ brak komentarzy ]
Kot Simona zdobył sławę dzięki YouTube. Miliony ludzi obejrzało animację "Cat Man Do" (oraz kilka innych z tym samym bohaterem), a teraz Kot Simona zawitał do nas w formie książkowej, w grubym tomie zatytułowanym "Kot Simona. Sam o sobie" wypełnionym po brzegi uroczymi, dowcipnymi rysunkami Simona Tofielda. Stwierdzenie, że Kot Simona to angielski odpowiednik sławnego amerykańskiego Garfielda, byłoby zbyt dużym uproszczeniem. Garfield jest człowiekiem w futrze, a Kot Simona jest... KOTEM. Jak wiadomo, koci język jest przede wszystkim językiem ciała, więc obrazkowe historyjki z Kotem Simona obywają się bez dymków. I jako prawdziwy kot z krwi i kości robi to, co robią prawdziwe koty. Drapie meble, łazi po zasłonkach, obgryza kwiatki, wymiotuje, udeptuje brzuch pana, wyleguje się na świeżym praniu, łapie myszy, włazi do toreb, kartonów i walizek...
Czyli właściwie wszystko, co zna z autopsji każdy właściciel kota (w tym niżej podpisana). Taka jest realistyczna strona żywota Kota Simona. Ta bardziej fantazyjna uzewnętrznia się na przykład w konstruowaniu wymyślnych pułapek na sikorki i drozdy, niełatwej koegzystencji z rodziną jeży, oraz pewnej słabości do gipsowego ogrodowego krasnala. Cokolwiek by jednak nie robił Kot Simona, zawsze pozostaje kocim kotem. I to jest właśnie najpiękniejsze.
Strona edytorska książki również wygląda korzystnie: wydanie albumowe, twarda, lakierowana oprawa, obwoluta, dobrej jakości papier. "Kot Simona. Sam o sobie" może być doskonałym prezentem gwiazdkowym dla każdego kociarza.
Ewa Białołęcka
.
-
Brak komentarzy
-





Strona główna



