katalog produktów
2008-02-22, 11:34

Broszka.pl POLECA Oscary

24 lutego w niedzielę nadejdzie wiekopomny moment w Los Angeles, bo po raz 80. wypadnie rozdać nagrody Akademii Filmowej. W 1928 roku miało to miejsce pierwszy raz, więc nietrudno policzyć, że jest jakaś okrągła rocznica. Ale w tym roku przyznanie nagród zapowiada się jako dość wyjątkowe wydarzenie z kilku innych powodów.


Po 1. Mamy do czynienia z akcentem polskim. Nie, oczywiście, już wcześniej polskie filmy i Polacy byli nominowani i nagradzani, o czym jeszcze wspomnę, ale tym razem akcent jest silniejszy i w dodatku mamy wielkie nadzieje na wygraną! „Katyń” (walczy o statuetkę w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny), to czwarta nominacja dla Andrzeja Wajdy - po "Ziemi obiecanej" (1975), "Pannach z Wilka" (1979) i "Człowieku z żelaza" (1981). W 2000 roku reżyser dostał honorowego Oscara, z rąk samej Jane Fondy. Oprócz „Katynia” są jeszcze wśród nominowanych: animacja „Piotruś i wilk" (współprodukowana przez łódzkie studio Se-ma-for) oraz Janusz Kamiński za zdjęcia do filmu „Motyl i skafander".


Po 2. Jeszcze niedawno nie było do końca wiadomo, czy gala oskarowa dojdzie do skutku ze względu na strajk hollywoodzkich scenarzystów, którzy nie bez przyczyny twierdzą, że to od nich w dużej mierze zależy powodzenie filmu, a są gorzej opłacani niż członkowie ekipy technicznej. Przy okazji zwrócono uwagę na pewne zjawiska, które kiedyś wspomagały kinematografię amerykańską, a dziś zaczynają jej przeszkadzać, jak np. to, że amerykańskie gwiazdy stają się współproducentami filmów, przez co lwia cześć zysków idzie do nich, nie tylko w postaci gaży, ale również tantiem. Gaże zresztą też są w świecie hollywoodzkich gwiazd mocno rozdmuchane, bo kiedy dostaje się za rolę sumę równą rocznemu budżetowi Albanii, to trudno sprawić, żeby cała ta sytuacja w końcu nie nakręciła wszystkiego do granic absurdu, a nierzadko i klapy danego filmu, co ostatnio coraz częściej się zdarza. Wystarczy wspomnieć ostatnie przedsięwzięcia najbardziej kasowego do tej pory aktora Toma Cruise`a.


Po 3. Polska telewizja publiczna nie wykupiła praw do transmisji gali. Co prawda zgodnie z czasem amerykańskim, transmisja ta przypada w Polsce na godziny nocne i oglądalność jest może mała, ale jak to się ma do tego, że TVP pełni misję społeczną? Nie wiadomo. Rzeczniczka prasowa TVP zapytana o to, stwierdziła rezolutnie, że oni nie wiedzieli, że Katyń zostanie nominowany. Nota bene TVP jest współproducentem filmu Wajdy. Ot, polska rzeczywistość.


Ale wróćmy do Oscarów. Nagrody te Akademia przyznaje się w 24 kategoriach, ale nie trzeba być wybitnym znawcą kina, żeby mieć świadomość, iż najważniejsze z nich to Oscar za film, reżyserię, dla najlepszego aktora pierwszo o drugoplanowego i dla najlepszej aktorki pierwszo i drugoplanowej. Tamte też są ważne, ale Oscar daje nazwisku czy filmowi światowy rozgłos. Co prawda można się sprzeczać, czy filmy nagrodzone to były akurat te najlepsze z całego roku. Ale mechanizm przyznawania nagród nie jest taki prosty i oczywisty. Szanse na nominacje ma film zanim zacznie powstawać. O nominacji decyduje moment zakupu scenariusza, dobór reżysera i obsady. Na pewno innego rodzaju koneksje, o których my, zwykli zjadacze chleba, nie mamy zielonego pojęcia. Często nagradzane są filmy nazywane potem kultowymi, ale nierzadko też takie, których po latach nikt nie pamięta, albo takie, które wcale nie były najlepsze z nominowanych. W każdym razie talent reżysera czy aktorów nie jest czynnikiem decydującym o nagrodzie i warto o tym pamiętać.


Niemniej Oscary cieszą się popularnością, nagrody te ekscytują. Los Angeles jest właściwie jedną wielką fabryką, wielką wytwórnią połączoną z osiedlami, gdzie gwiazdy budują sobie rezydencje. Kinematografia amerykańska dominuje nad pozostałymi kinematografiami światowymi, czy nam się to podoba czy nie. Więc oglądamy, śledzimy, omawiamy potem przez miesiące kreacje gwiazd z czerwonego dywanu, interes się wciąż kręci, choć teraz jakby w kryzysie i trochę z zadyszką.


W tym roku nominowane filmy nie dostarczają powodów do ekscytacji, choć to może się zmienić po wejściu na ekrany nominowanego filmu braci Cohen – „To nie jest kraj dla starych ludzi”. Niemniej nominowana w kategorii najlepszy film „Pokuta” z Keirą Knightly moim zdaniem jest największym nudziarstwem, jakie oglądałam ostatnimi czasy w kinie. Film nierówny, niewiarygodny, zupełnie nieporywający, wzbudzający pusty śmiech w scenach, gdzie reżyser miał zamysł, aby widz rzewnie płakał. Kontrowersyjny jest też inny kandydat do Oskara „Michael Clayton” z George Clooneyem, a jedynym filmem wzbudzającym pozytywne odczucie, a nominowanym za reżyserię, jest „Motyl i skafander”.


Może zatem warto wybrać się w podróż w czasie i przypomnieć sobie nagrodzone Oskarami obrazy filmowe, które są dziś legendarne albo, jak to mówią, kultowe, a które warto mieć w swoich zbiorach i delektować się nimi podczas wieczorów.


Właśnie ostatnio tak sobie umilałam zimowe wieczory oglądając trylogię "Ojciec Chrzestny" F. F Coppoli. I warto wiedzieć, że I część została nagrodzona Oscarem w 1972 roku, za najlepszą rolę męską nagrodzony został Marlon Brando, dwa lata później też Oscar dla filmu części II „Ojca chrzestnego”, za reżyserię i dla Roberta de Niro za rolę drugoplanową. Coś ma takiego w sobie ta filmowa saga, że się nie starzeje, a widz patrzy jak urzeczony na grę aktorską, na to, jak reżyser buduje w filmie klimat i napięcie. Zresztą grająca w części III córka reżysera Sofia Coppola też okazał się mistrzynią klimatu i dostała Oscara 30 lat później za „Między słowami”.


Filmem, który widziałam parokrotnie, który chcę mieć u siebie na półce i który zawsze, ale to zawsze wyciska ze mnie łzy, jest nagrodzony Oscarem w 1979 r. obraz „Sprawa Kramerów”. Grający tam główną rolę Dustin Hoffman również dostał nagrodę. Rozwodzący się ludzie i walka o dziecko, historia, jakich miliony, a mimo to mocno porusza. Może dlatego, że przypomina o rzeczach ważnych w życiu, a mocno marginalizowanych przez pęd ku karierze, pieniądzom i Bóg wie ku czemu jeszcze, co okazuje się w rezultacie całkiem nieistotne.

Kolejny raz Dustin Hoffamn został nagrodzony w 1988 r za rolę autystycznego brata Toma Criuse`a w filmie „Rain man”. Co prawda miał Cruise z tego powodu jakieś obiekcje, jak pisze Andrew Morton w biografii aktora, ale ostatecznie film – klasyk i obejrzeć warto.


Sowicie nagrodzonym i ogromnie docenionym został film „Milczenie owiec”. Było to w roku 1991, nagroda za film, reżyserię, dla Jodie Foster i dla Anthonego Hopkinsa. A ja pamiętam taki moment, kiedy wybrałam się do kina z siostrą, bo chciałam jej pokazać film Olivera Stone`a – „The Doors”, ale pomyliłam godziny i zobaczyłyśmy „Milczenie owiec”. Zdegustowana wyszłam z kina. Film jeszcze raz zobaczyłam dużo później w telewizji i wówczas okazał się niezapomnianym przeżyciem. Nie było epatowania okrucieństwem, a mimo to widz je czuł całym sobą, moim zdaniem mistrzostwo.


Następne lata były tryumfem Toma Hanksa, który w 1993 roku dostał Oscara za rolę geja zarażonego AIDS w „Filadelfii” Jonatana Demme, a rok potem Oscar za rolę w filmie „Forrest Gump”, również film oraz reżyser Robert Zemeckis również zostali uhonorowani tą nagrodą. Pamiętam, że oba filmy wywarły na mnie wtedy duże wrażenie i pamiętam.


Rok 1997 to rok szaleństw na punkcie „Titanica”. Film jest rekordzistą, jeśli idzie o liczbę Oscarów, bo dostał ich aż 11, ale w najważniejszych kategoriach dostał 2, za film i reżyserię Jamesa Camerona, natomiast tego roku najlepszymi aktorami okazali się Jack Nickolson i Helen Hunt za role w „Lepiej być nie może”. Pamiętam, że Kate Winslet grająca w Titanicu nie kryła rozczarowania.

A potem powstawały filmy, które szczerze mówiąc nie wzbudzały mojego entuzjazmu na tyle, żeby je kupić dziś do kolekcji. „Gladiator”, „Chicago”, „Pianista”, „Godziny”, „Aviator”, „Królowa”. Uważam te filmy za przeciętne.


Powrócę jeszcze do polskich akcentów na oskarowych galach. Najbardziej pamiętamy oczywiście tytana polskiego kina Andrzeja Wajdę, który w 2000 r. Odbierał nagrodę za całokształt twórczości. Zresztą wiele jego filmów było nominowanych do nagrody: „Ziemia Obiecana”, „Panny z Wilka”, „Człowiek z żelaza”. Oprócz Wajdy na nominację zasłużyli sobie też R. Polański za „Nóż w wodzie”, Jerzy Kawalerowicz za „Faraona” i „Potop”, Jerzy Antczak za moje ukochane „Noce i dnie”.

Z innych polskich akcentów warto przypomnieć sobie: Rok 1993, kiedy nagrodę za scenografię do „Listy Schindlera” dostali Allan Starski i Ewa Braun, oraz Janusz Kamiński za zdjęcia. Ten sam operator dostał Oscara w 1998 r. za „Szeregowca Ryana” i nominowany jest również w tym roku. W 2005 za muzykę do filmu „Marzyciel” uhonorowano Jana A.P. Kaczmarka.

 
Co wydarzy się 24 lutego, trudno przewidzieć, ale będziemy trzymać kciuki!

.

Do kolekcji

Komentarze

  • Brak komentarzy

Empikultura

  • 2008-01-16, 15:06
    Katyń na skróconej liście do Oscara!
    „Katyń” znalazł się na skróconej liście Amerykańskiej Akademii Filmowej do tegorocznej nagrody Oscara, w kategorii filmu nieanglojęzycznego. Tym samym obraz Andrzeja Wajdy znalazł się wśród 9 z 63 typowanych produkcji. Ostatnia nominację do Oscara w tej kategorii film polski otrzymał 25 lat temu. Więcej

  • 2008-01-22, 15:09
    Katyń nominowany do Oscara!
    „Katyń” Andrzeja Wajdy znalazł się wśród pięciu obcojęzycznych filmów ostatecznie nominowanych do tegorocznych Oscarów. Polską kinematografię, w kategorii: „Film animowany” będzie również reprezentowała powstała w koprodukcji z Wielka Brytanią bajka: „Piotruś i wilk”. Trzecim rodzimym akcentem jest nominacja Janusza Kamińskiego za zdjęcia do obrazu „Motyl i... Więcej

  • 2005-10-07, 11:50
    Kandydaci do europejskich Oscarów w Warszawie
    14 filmów, które ubiegają się o europejskie Oscary 2005  -  Nagrodę Europejskiej Akademii Filmowej - znalazło się w programie 21.Warszawskiego Międzynarodowego Festiwalu Filmowego. Więcej