2007-09-19, 12:49

Delegatka czterech pancernych i psa

Barbara Krafftówna odebrała Asa EMPiKu 2006 w kategorii „film polski” jako przedstawicielka czterech pancernych, psa i Rudego.

Czy przychodząc na Galę przypuszczała Pani, że Asa EMPiKu 2006 otrzyma serial liczący sobie kilkadziesiąt lat?

Barbara Krafftówna:
Miałam pewne przeczucia, zresztą nie bez powodu - dowody popularności serialu otrzymywałam przez te wszystkie lata. Odczuwam serdeczną satysfakcję, nie tylko we własnym imieniu, ale i tych wszystkich, którzy brali udział w tworzeniu filmu. Przecież to jest naprawdę niezwykła historia, żeby tak mocno tkwić w pamięci kilku pokoleń, bo chyba już trzecie pokolenie ogląda czterech pancernych. A może nawet czwarte?

Czy zdarza się, że w miejscach publicznych ludzie zwracają się do pani per „Honorato”?


BK: Ależ tak! Ja mam publiczność podzieloną na dwie części. Jedni krzyczą „Honorata!”, a dla innych jestem przede wszystkim Felicją z Jak być kochaną. Przyznam się, że w perspektywie czasu do obu tych ról mam specyficzny stosunek, a na siebie patrzę jak cywil, który ogląda aktorów czy aktorkę. A na Gali byłam dziś niespodzianką w niespodziance. Wystąpiłam jako delegatka czterech pancernych bez psa, nawet bez Gustlika, ale tłumaczę sobie, że gdzie diabeł nie może, tam babę pośle.

A czym wytłumaczy pani to nieustanne, wieloletnie zainteresowanie serialem Czterej pancerni i pies?


BK: Będę może nie tyle nieskromna, co stwierdzę fakt: scenariusz był bardzo dobrze napisany. Moja rola, jak i rola Gustlika - znakomicie napisane, nie mówiąc o innych. I bardzo dobrzy aktorzy. Tutaj jest tajemnica przetrwania tego serialu. Może nie nieśmiertelności, ale prawie nieśmiertelności, bo przecież ma on ponad czterdzieści lat.

Rozmawiała Magdalena Walusiak

.

Komentarze

  • Brak komentarzy