Delegatka czterech pancernych i psa
Barbara Krafftówna odebrała Asa EMPiKu 2006 w kategorii „film polski” jako przedstawicielka czterech pancernych, psa i Rudego.
Czy przychodząc na Galę przypuszczała Pani, że Asa EMPiKu 2006 otrzyma serial liczący sobie kilkadziesiąt lat?
Barbara Krafftówna:
Miałam pewne przeczucia, zresztą nie bez powodu - dowody popularności
serialu otrzymywałam przez te wszystkie lata. Odczuwam serdeczną
satysfakcję, nie tylko we własnym imieniu, ale i tych wszystkich,
którzy brali udział w tworzeniu filmu. Przecież to jest naprawdę
niezwykła historia, żeby tak mocno tkwić w pamięci kilku pokoleń, bo
chyba już trzecie pokolenie ogląda czterech pancernych. A może nawet
czwarte?
Czy zdarza się, że w miejscach publicznych ludzie zwracają się do pani per „Honorato”?
BK:
Ależ tak! Ja mam publiczność podzieloną na dwie części. Jedni krzyczą
„Honorata!”, a dla innych jestem przede wszystkim Felicją z Jak być kochaną.
Przyznam się, że w perspektywie czasu do obu tych ról mam specyficzny
stosunek, a na siebie patrzę jak cywil, który ogląda aktorów czy
aktorkę. A na Gali byłam dziś niespodzianką w niespodziance. Wystąpiłam
jako delegatka czterech pancernych bez psa, nawet bez Gustlika, ale tłumaczę sobie, że gdzie diabeł nie może, tam babę pośle.
A czym wytłumaczy pani to nieustanne, wieloletnie zainteresowanie serialem Czterej pancerni i pies?
BK:
Będę może nie tyle nieskromna, co stwierdzę fakt: scenariusz był bardzo
dobrze napisany. Moja rola, jak i rola Gustlika - znakomicie napisane,
nie mówiąc o innych. I bardzo dobrzy aktorzy. Tutaj jest tajemnica
przetrwania tego serialu. Może nie nieśmiertelności, ale prawie
nieśmiertelności, bo przecież ma on ponad czterdzieści lat.
Rozmawiała Magdalena Walusiak
-
Brak komentarzy
-






Strona główna







Regulamin




