katalog produktów
2008-09-11, 13:03

Wielka Smuta w baśniowym wydaniu

„Rok 1612” nie jest filmem antypolskim. Jest raczej przygodową baśnią ku pokrzepieniu rosyjskich serc. Taką swoistą, bo odwrotną, odmianą dzieł Sienkiewicza. Tyle, że uproszczoną i kreującą na głównego bohatera nie szlachcica, a sprytnego, acz dzielnego chłopa. Z jednym zastrzeżeniem - jest to baśń wyłącznie dla dorosłych, bo krew na ekranie leje się obficie, że aż strach.

Gdyby jednak wrócić do domniemanej antypolskości filmu, to rzeczywiście - zarówno polskie wojska, jak i dowodzący nimi Hetman (Michał Żebrowski) to, parafrazując „klasyków”, źli ludzie są. No bo to i najeźdźcy i w dodatku okrutnicy. Jednak patrząc na naszą husarię mającą za przeciwników odzianych w sukmany i łapcie rosyjskich mieszczan i chłopów, w dodatku w większości nie palących się do bitki, trudno mieć wątpliwości po której stronie jest cywilizacja. Kto tu „pan”, a kto „poddany”. Kto umie wojować i honor ma w cenie, a kto choćby i Carównę odda wrogowi, byle by tylko spokój był. A okrzyki "Ubieżaj Lachy idut" wzbudzają w polskim sercu, bardzo nieładną, ale jednak satysfakcję. Rzec więc można, że obie strony są przedstawione niejednoznacznie.

Historia okresu Wielkiej Smuty (skądinąd słabo opisanej przez historyków) jest w filmie tylko tłem do miłosnych zmagań. Główny bohater (Piotr Kisłow) jest dzielnym rosyjskim chłopem, którego wrodzony spryt niemalże prowadzi na carski tron. Trochę z niego taki włościanin - Don Kichot (ma on i swojego Sancho Pansę - tatarskiego chłopa, a jakże) wzdychający do nieosiągalnej Dulcynei i nie wahający się dla niej narazić na największe nawet niebezpieczeństwa. Pech chce, że do umiłowanej Dulcynei (w filmie jest to ostatnia Carówna z rodu Godunowów) zapałał też grzeszną miłością wspomniany wyżej polski oficer. I właśnie walka o jej względy jest osią oraz siłą napędową całego filmu. Czym wspomniana Carówna (Wioletta Dawydowskaja) wzbudziła tak wielką namiętność w obu panach, dalibóg nie wiadomo. Uroda u niej bowiem nienachalna i nieco gminna, a charakter płaczliwy i rozmemłany. Tak, czy siak panowie walczą ze sobą o kobietę, a przy okazji jeden broni swojej ojczyzny i wiary, a drugi podbija obcy kraj.

Należy jednak stwierdzić, że „Rok 1612” jest filmem zrobionym sprawnie, z nerwem i imponującym rozmachem. Można by się oczywiście nieco czepiać o drobiazgi - na przykład o to, że Szymon Słupnik coś zanadto przypomina czarodzieja Merlina, a natrętnie plączący się po ekranie biały koń, mimo doczepionego rogu, nijak nie chce przypominać wyglądem jednorożca - niemniej jeśli się przyjmie, że obraz jest tylko baśnią, to takie drobne potknięcia przestają mieć znaczenie.

Jeśli ktoś szuka w kinie rozrywki i lubi takie barwne skrzyżowanie magii z przygodowym filmem płaszcza i szpady z sercem w tle, a nie będzie się w nim doszukiwał szczegółowo przedstawionej prawdy historycznej lub głębi psychologicznej - ten naprawdę nie powinien być rozczarowany.
Choć porównywanie tego obrazu do takich filmów, jak „Braveheart”, czy „Troja” wydaje się jednak mocno naciągane.

„Rok 1612” - premiera kinowa 12 września.
Fot. Monolith

Iza Jarska











.

Do kolekcji

Komentarze

  • Brak komentarzy

Empikultura

  • 2008-08-25, 11:07
    Przeszkody uskrzydlają. Wywiad z Michałem Żebrowskim
    Ostatnio częściej można go zobaczyć na scenie niż na dużym i małym ekranie, ale nie bez przyczyny. Michał Żebrowski konsekwentnie realizuje plan stworzenia w Warszawie własnego teatru, a jako współproducent przygotowuje właśnie kolejny spektakl - "Ucho van Gogha" w Teatrze Bajka. Premiera 4. października. Więcej

  • 2008-09-08, 09:05
    Żebrowski, Fraszyńska, Machalica i... Van Gogh
    Michała Żebrowskiego, Jolantę Fraszyńską oraz Piotra Machalicę już wkrótce będzie można zobaczyć na deskach warszawskiego Teatru Bajka. Tym razem twórcy niezmiernie popularnego przedstawienia „Fredro dla dorosłych” zaprezentują widzom tragikomedię „Ucho Van Gogha”, niemieckiego autora Freda Apke. Spektakl został objęty patronatem empiku, a jego premiera odbędzie się w październiku br.  Więcej