katalog produktów
2006-05-02, 14:11

Przeczytaj wycięty felieton: "Dyskretny gust Kancelarii
Prezydenta"

Nie jestem Orianą Fallaci ani profesor Staniszkis. Moje felietony są mniej zaanga­żowane czy naukowe. Chociaż nawet dziennikarze i na­ukowcy są już na tyle świadomi, że nie mają pretensji do jedynie słusznego oglądu rzeczywistości. Jestem pisar­ką i publikuję w gazetach felietony, korzystając ze szcze­gólnego przywileju publicznego wyrażania subiektywnych opinii. Jeszcze bardziej subiektywna jest literatura tworzona wyobraźnią. Gdy moja książka znajdzie się na liście bestsellerów, nie mam ciągot, by przekładać to na rankingi popularności politycznej i startować w wybo­rach. Artysta jest osobą nieodpowiedzialną, zwłaszcza za ten świat, bo go nie tworzy, on go sobie wyobraża. To politycy są inżynierami rzeczywistości, a dziennikarze mają za zadanie w miarę obiektywnie ją komentować (w zależności od opcji gazety). Myślałam, że taki podział ról, trójpolówka zadań i kompetencji między politykami, dziennikarzami i artystami, jest w demokracji czymś oczywistym. Ale redakcja „Sukcesu” dostała niedawno list od dyrektor Anny Kamińskiej z Kancelarii Prezydenta RP, Biura Informacji i Komunikacji Społecznej. Cytuję fragmenty:

Szanowna Pani Redaktor. W numerze „Sukcesu” z lutego br. ukazał się felieton Manueli Gretkowskiej, określanej
- nieco na wyrost, biorąc pod uwagę poziom jej „publicystyki” - jako dziennikarka i pisarka. Trudno określić jej felieton pt. „Kły kłamią” inaczej niż jako pseudointelektualny bełkot naszpikowany kłamstwami.

Na czym polegały te straszne kłamstwa? Na błędach w pisowni nazwisk i pokręceniu nazw urzędów państwowych. Cóż, czasem korekta urze­czona pięknem tekstu przepuszcza ewidentne błędy. Przyznaję, ortografia i hierarchia od najmłodszych lat sprawiają mi kłopot. Najpoważniejszą pomyłką w moim felietonie było stwierdzenie, że bracia Kaczyńscy stracili w dzieciństwie ojca. Ale jeszcze nie musimy znać na pa­mięć życiorysu Wielkich Przywódców - jedynie to mam na swoje usprawiedliwienie. A Kancelaria Prezydenta ma prawo korygować błędy rzeczowe. Jednak dodawanie epi­tetów nie licuje z powagą urzędu. Nie za bardzo zresztą rozumiem, kto tak naprawdę i po co odróżnia normalne­go pisarza od pisarza „na wyrost”. Czy to ocena nadgorli­wej urzędniczki o niewyżytych ambicjach literackich, czy prezydenta, którego reprezentuje? Ostatni przypadek pu­blicznego łajania pisarzy przez polityka pamiętam z prze­mówień towarzysza Władysława. Gomułka potępianych literatów sumiennie czytał i dziobał palcem w co ciekaw­sze cytaty z ich molestowanych na trybunie dzieł. Josif Brodski za nieumiejętność udowodnienia tępym sowiec­kim sędziom, że jest poetą, dostał kilkuletni wyrok. Urzędnicy i artyści mają najwidoczniej problemy ze wspólnym postrzeganiem rzeczywistości. Kiedyś to było dla twórców groźne, dzisiaj jest raczej śmieszne. Mam na­dzieję, że tak już zostanie. Traktuję więc ten list jako pry­watny odruch pani Kamińskiej. Przy okazji sprostowania poniosło ją i postanowiła się podzielić swoimi gustami z „Sukcesem”. Redakcje są pełne komentarzy od czytelni­ków wyrażających zachwyt albo ubolewanie. Ale w takim razie, dlaczego pani Anna pisała na papierze urzędowym, z orłem?

Może to szczególny „syndrom oddanej Anny” - mam świeżo w pamięci machinacje Anny Jaruckiej oskarżanej o wykradanie pieczątek. Nie poniżałam w swoim felietonie prezydenta, nie szydziłam z jego ro­dziny. Zabawiłam się w psychoanalityka, sugerując, że de­cyzja o przekazaniu finansów państwa kobietom ma swo­je źródło w dzieciństwie Kaczyńskich, gdy kasą zajmowa­ła się w ich domu matka. Ta psychoanalityczna wpadka (fachowcom przytrafiają się większe i groźniejsze w kon­sekwencjach) oraz kilka błędów korektorskich wystarczy­ło, by wywołać epistolarną furię? Oczywiście można się wzajemnie obrzucać wyzwiskami; oni mi wytkną jeszcze raz „pseudointelektualny bełkot”, ja machnę „Szczytujące Niziołki”. Zamiast po gębie, rzucimy sobie po obel­dze. I co z tego? Już i tak jest groteskowo. Jeśli pisarz „brzydko kłamie”, rozczarowani czytelnicy mogą go uka­rać, nie czytając i nie kupując jego książek. Polityk wcis­kający wyborcze iluzje, łgający w czasie kadencji jest zwykłym oszustem, Czy równie bezkarnym, co artysta? Tu nie chodzi o rymy czy metafory, ale decyzje, którym będziemy się musieli podporządkować. Po wyborach nie mamy już żadnego wyboru. Ani żadnej kary. Państwa, gdzie polityka wtrąca się do sztuki, zwłaszcza literatury, to kraje islamskie. Tam głos pisarza wydaje się ważny do tego stopnia, że niepoprawnych usuwa się spośród ży­wych. W naszej grotesce na razie bezsilni urzędnicy prezy­denta sugerują, by usunąć felietonistę. Dyrektor An­na Kamińska tak zakończyła swój list z Kancelarii Prezydenta RP:

Zapisana w Konstytucji wolność słowa gwarantuje, że swoje wynurzenia mogą publikować „twórcy” tej miary co Manuela Gretkowska. Dziwi jednak fakt, że „Sukces”
- pismo, które stara się zachować wysoki poziom, otwiera swoje łamy na tego rodzaju publicystykę.

Skoro ludzie prezydenta piszą o mnie w cudzysłowie, to może powinnam zacząć podpi­sywać się „Gretkowska” - dla bezpieczeństwa państwa?

„Sukces”, maj 2006

.

Do kolekcji

Komentarze

  • 2007-10-02, 22:33     agg
    doprawdy...
    nie rozumiem dlaczego to wycięto :/

  • Liczba komentarzy: 1