Przeczytaj fragment nowej powieści Trudi Canavan już
dziś
Pierwsza część nowej trylogii Trudi Canavan "Kapłanka w bieli" ukaże się na polskim rynku 22 kwietnia 2009. Już dziś prezentujemy fragment tej książki.
Trudi Canavan, autorka bestsellerowej Trylogii Czarnego Maga, rozpoczyna nowy cykl fantasy "Trylogia Ery Pięciorga", umieszczony w klasycznym świecie magii, herosów, bogów i zakazanej miłości. Jej pierwsza część "Kapłanka w bieli" opowiada losy głównej bohaterki kapłanki Białych o imieniu Auraya.
Kiedy Auraya została wybrana na kapłankę, nie wierzyła, że po zaledwie dziesięciu latach stanie się jedną z Białych, najpotężniejszych sług bogów. Niestety, miała niewiele czasu, by przyzwyczaić się do niezwykłej mocy, jaką bogowie jej ofiarowali. Krainę nękają nieznani czarownicy z południa odziani w czarne szaty, a do Białych docierają pogłoski o gromadzącej się armii.
Auraya i pozostali Wybrani pracują niestrudzenie, by przypieczętować przymierza i zjednoczyć pod swoim sztandarem cały północny kontynent. Czas jednak ucieka. Wojna przybywa do krain Białych i jeśli Auraya nie nauczy się wykorzystywać swoich nowych umiejętności, nawet łaska bogów może nie wystarczyć, by uratować sprzymierzone krainy.
Fragment książki:
PROLOG
Auraya przestąpiła zwalony pień, uważając, by szelest zeschłych liści albo trzask łamanej gałązki nie zdradził jej obecności. Lekki nacisk na krtań ostrzegł ją i obejrzała się – skraj taula zaczepił o korę. Uwolniła go i ostrożnie zrobiła kolejny krok.
Jej cel poruszył się i dziewczyna zamarła.
Przecież nie mógł mnie słyszeć, powiedziała sobie w myślach. Nie wydałam żadnego dźwięku.
Wstrzymała oddech, kiedy mężczyzna wstał i spojrzał w omszałe konary starego drzewa garpa. Liście rzucały plamy cienia na jego kamizelkę tkacza snów. Po chwili znowu przykucnął i wrócił do badania poszycia.
Auraya zrobiła trzy kolejne ciche kroki.
- Wcześnie dziś przychodzisz, Aurayo.
Westchnęła zniechęcona i podeszła do niego, tupiąc głośno. Pewnego dnia go zaskoczę, przysięgła sobie w duchu.
– Mama wzięła wieczorem dużą dawkę. Będzie spała do późna.
Leiard podniósł kawałek kory, potem z kieszeni kamizelki wyjął krótki nożyk, wsunął ostrze w szczelinę i przekręcił, odsłaniając wewnątrz małe czerwone ziarenka.
– Co to takiego? – spytała zaintrygowana.
Wprawdzie Leiard już od lat uczył ją wszystkiego o lesie, ale zawsze było coś nowego, co mogła poznać.
– To nasiona drzewa garpa. – Wysypał je i rozsunął na dłoni. – Przyspieszają bicie serca i zapobiegają usypianiu. Używają ich kurierzy w dalekich podróżach, żołnierze i uczeni, by odpędzić sen, a także…
Umilkł nagle, wyprostował się i popatrzył w głąb lasu. W oddali Auraya usłyszała trzask drewna. Spojrzała między drzewa. Czy to ojciec przybywał, by zabrać ją do domu? A może kapłan Avorim? Zakazał jej rozmawiać z tkaczami snów, a ona lubiła w sekrecie mu się sprzeciwiać, ale pozwolić się przyłapać w towarzystwie Leiarda to całkiem inna sprawa.
Odstąpiła o krok.
– Zostań na miejscu.
Auraya znieruchomiała, zaskoczona tonem jego głosu. Słysząc kroki, obejrzała się i zobaczyła dwóch mężczyzn. Byli krępi, ubrani w twarde skórzane kamizele. Twarze pokrywały im czarne wiry i smugi.
Dunwayczycy, odgadła.
– Nie odzywaj się – mruknął Leiard. – Ja będę rozmawiał.
Obcy zauważyli ich. Kiedy skierowali się w ich stronę, spostrzegła, że obaj trzymają nagie miecze. Leiard stał w miejscu. Dunwayczycy zatrzymali się o kilka kroków przed nim.
– Tkaczu snów – odezwał się jeden z nich. – Czy w lesie jest więcej ludzi?
– Nie wiem – odparł Leiard. – Las jest duży, a ludzie rzadko tu przychodzą.
Wojownik skinął mieczem w stronę wioski.
– Chodźcie z nami.
Leiard nie dyskutował ani nie prosił o wyjaśnienia.
– Nie zapytasz, co się dzieje? – szepnęła Auraya.
– Nie – odrzekł. – Przekonamy się już niedługo.
Oralyn była największą wioską w północno-zachodniej Hani, ale Auraya usłyszała narzekania przybyszów, że nie jest zbyt duża. Zbudowana na szczycie wzgórza, wznosiła się nad okolicznymi polami i lasem. Ponad domami wyrastała kamienna świątynia, a całą wioskę otaczał stary mur. Bramę usunięto pół wieku temu, pozostawiając bezkształtne grudy rdzy w miejscach, gdzie kiedyś były zawiasy.
Dunwayscy wojownicy krążyli wzdłuż muru, a na otaczających go polach nie było robotników. Aurayę i Leiarda odprowadzono pustymi ulicami do świątyni i wpuszczono do wnętrza.
Mieszkańcy wioski tłoczyli się w głównej sali. Niektórzy z młodszych mężczyzn nosili bandaże. Auraya usłyszała, że ktoś woła ją po imieniu, spostrzegła swoich rodziców i podbiegła do nich.
– Żyjesz… dzięki bogom – powiedziała matka, tuląc Aurayę do siebie.
– Co się dzieje?
Matka znowu osunęła się na podłogę.
– Ci obcy kazali nam tu przyjść – wyjaśniła. – Chociaż twój ojciec mówił im, że jestem chora.
Auraya rozwiązała sznurki taula, złożyła go i usiadła na nim.
– Wytłumaczyli dlaczego?
– Nie – odpowiedział ojciec. – Ale nie sądzę, żeby chcieli nam zrobić krzywdę. Niektórzy z naszych próbowali walczyć z wojownikami, kiedy kapłan Avorim przegrał, i żaden nie został zabity.
Aurai nie zaskoczyła porażka Avorima. Wprawdzie wszyscy kapłani byli Obdarzeni, ale nie wszyscy byli potężnymi czarownikami. Auraya podejrzewała, że niektórzy farmerzy mają większe zdolności magiczne niż Avorim.
Leiard przystanął przy jednym z rannych.
– Czy chcesz, żebym to obejrzał? – zapytał cicho.
Mężczyzna otworzył usta, by odpowiedzieć, ale zamarł, gdy obok stanęła okryta bielą postać. Popatrzył na Avorima i wolno pokręcił głową.
Leiard wyprostował się i spojrzał na kapłana. Choć Avorim nie był tak wysoki jak Leiard, jednak miał autorytet. Auraya czuła mocniejsze bicie serca, gdy obaj mierzyli się wzrokiem. Po chwili Leiard skłonił się i odszedł.
Głupcy, myślała. Mógłby przynajmniej ukoić ból… Czy to ważne, że nie czci bogów? Więcej wie o uzdrawianiu niż ktokolwiek tutaj.
Rozumiała jednak, że sytuacja nie jest taka prosta. Cyrklianie i tkacze snów zawsze się nienawidzili. Cyrklianie nienawidzili tkaczy snów, ponieważ ci nie czcili ich bogów. Tkacze snów nienawidzili bogów, gdyż ci zabili ich przywódcę, Mirara.
Tak przynajmniej twierdził kapłan Avorim, choć Auraya nigdy nie słyszała, by coś takiego mówił Leiard.
Metaliczny brzęk zabrzmiał echem w całej świątyni. Wszystkie głowy odwróciły się w stronę wrót, które otworzyły się z wolna. Wkroczyli dwaj wojownicy Dunwayczyków. Jeden z nich miał linie wytatuowane w poprzek czoła, co nadawało jego twarzy wyraz wiecznego niezadowolenia.
Serce Aurai zamarło, gdy rozpoznała wzór. To ich przywódca. Leiard opisał mi kiedyś te tatuaże.
Obok szedł mężczyzna w ciemnoniebieskiej szacie, z twarzą pokrytą promieniującymi liniami.
A to ich czarownik.
Obaj rozejrzeli się po sali.
– Kto dowodzi w tej wiosce? – zapytał przywódca Dunwayczyków.
Wójt wioski, tłusty kupiec imieniem Qurin, wystąpił nerwowo naprzód.
– Ja.
– Jakie jest twoje imię i ranga?
– Qurin, wójt Oralyn.
Dunwayski przywódca zmierzył pulchnego mężczyznę wzrokiem.
– Ja jestem Bal, talm Mirrim, ka-lem Leven-ark.
Aurai przypomniały się nauki Leiarda. „Talm” to tytuł związany z własnością ziemską. „Ka-lem” było wysokim stopniem wojskowym. Powinno się łączyć z nazwą któregoś z dwudziestu jeden wojowniczych klanów,
ale „Leven-ark” nic jej nie mówiło.
– To jest Sen – mówił dalej Bal, wskazując skinieniem czarownika. – Wojownik ognia Leven-ark. Macie ze sobą kapłana. – Spojrzał na Avorima. – Podejdź tu i podaj swoje imię.
Avorim podszedł i stanął obok wójta.
– Jestem Avorim, kapłan – oznajmił, a zmarszczki na jego twarzy stężały w wyrazie pogardy. – Dlaczego napadliście na naszą wioskę? Uwolnijcie nas natychmiast!
Auraya stłumiła jęk. Nie można w taki sposób zwracać się do Dunwayczyka, a zwłaszcza Dunwayczyka, który właśnie wziął wszystkich mieszkańców wioski na zakładników.
– Chodźcie ze mną.
Odwrócił się na pięcie. Qurin zerknął żałośnie na Avorima, który położył mu dłoń na ramieniu, próbując dodać otuchy. Obaj wyszli za Balem ze świątyni.
Gdy tylko wrota się zamknęły, uwięzieni zaczęli snuć domysły. Mimo że wioska leżała niedaleko Dunwayu, niewiele wiedzieli o sąsiedniej krainie. Nie musieli. Góry dzielące oba kraje były niemal nie do przebycia, więc handel odbywał się albo drogą morską, albo przez przełęcz daleko na południu.
Myśl o tym, co Qurin i Avorim mogą jeszcze powiedzieć, żeby rozzłościć Bala, wzbudziła u Aurai dreszcz lęku. Wątpiła, by ktokolwiek w wiosce, oprócz Leiarda, dostatecznie poznał Dunwayczyków, by wynegocjować jakieś wyjście z tej sytuacji. Jednak Avorim nigdy nie pozwoli, by tkacz snów ich reprezentował.
Wróciła pamięcią do dnia, kiedy pierwszy raz spotkała Leiarda, prawie pięć lat temu. Jej rodzina przeprowadziła się na wieś w nadziei, że czyste powietrze i spokój pomogą chorej matce. Nie pomogły. Auraya słyszała, że tkacze snów są dobrymi uzdrowicielami, więc odszukała Leiarda i śmiało poprosiła go, by leczył jej matkę.
Od tego czasu odwiedzała go co kilka dni. Miała mnóstwo pytań na temat świata – pytań, na które nikt nie potrafił jej odpowiedzieć. Kapłan Avorim opowiadał tylko o bogach, ale był zbyt słaby, by nauczyć ją jakichś magicznych Darów. Wiedziała, że Leiard jest magicznie silny, bo nigdy nie brakło mu Darów, których ją uczył.
Chociaż nie lubiła Avorima, rozumiała jednak, że cyrkliańskich zwyczajów powinna się uczyć od cyrkliańskiego kapłana. Uwielbiała rytuały i modlitwy, historię i prawa… Uważała, że sprzyja jej szczęście, gdyż może żyć w czasach, którym bogowie zesłali pokój i dobrobyt.
Gdybym została kapłanką, byłabym o wiele lepsza od niego, myślała. Ale to się nie zdarzy. Dopóki mama choruje, będę jej potrzebna; muszę tu zostać i się o nią troszczyć.
Otworzenie wrót świątyni przerwało ten ciąg myśli. Qurin i Avorim weszli do środka, a więźniowie otoczyli ich ciasno.
– Wszystko wskazuje na to, że ci ludzie próbują powstrzymać planowane przymierze między Dunwayem i Hanią – oznajmił Qurin.
Avorim przytaknął.
– Jak wiecie, Biali od lat starali się doprowadzić do przymierza z Dunwayczykami. Teraz wreszcie odnieśli sukces, ponieważ umarł podejrzliwy stary I-Orm, a władzę objął jego rozsądniejszy syn, I-Portak.
– To dlaczego tu przyszli? – zapytał ktoś.
– Żeby powstrzymać zawarcie traktatu. Kazali mi nawiązać kontakt z Białymi, by mogli przekazać swoje żądania. Uczyniłem to i… i rozmawiałem z samym Juranem.
Auraya usłyszała kilka syknięć. Rzadko się zdarzało, by kapłani rozmawiali telepatycznie z jednym z Wybrańców Bogów, czworga przywódców cyrklian, znanych jako Biali. Na policzkach Avorima pojawiły się dwie plamy czerwieni.
– Co powiedział? – spytał wioskowy piekarz.
Kapłan zawahał się…
– Martwi się o nas i zrobi, co tylko możliwe.
– To znaczy co?
– Nie mówił. Pewnie najpierw porozmawia z I-Portakiem.
Padły kolejne pytania. Avorim podniósł głos:
– Dunwayczycy nie chcą wojny z Hanią. Wyraźnie dali nam to do zrozumienia. W końcu wystąpić przeciwko Białym, to jak wystąpić przeciw bogom. Nie wiem, ile czasu tu pozostaniemy. Ale musimy być gotowi, by zaczekać jeszcze kilka dni.
Pytania wróciły do kwestii praktycznych. Auraya zauważyła, że Leiard marszczy czoło z niepokojem i obawą. Czego się boi? Czyżby nie wierzył, że Biali zdołają nas uratować?
Auraya śniła. Szła długim korytarzem o ścianach zastawionych zwojami i tabliczkami. Wyglądały na ciekawe, ale nie zwracała na nie uwagi. Wiedziała, że nie znajdzie w nich tego, co potrzebne. Coś pchało ją naprzód; w końcu weszła do niedużego, okrągłego pokoju. W środku na postumencie leżał wielki zwój. Rozwinął się i Auraya spojrzała na tekst.
Przebudziła się i usiadła wyprostowana. Serce biło jej mocno. W świątyni panowała cisza, jeśli nie liczyć zwykłych odgłosów śpiących ludzi. Rozejrzała się i zauważyła w kącie pogrążonego we śnie Leiarda.
Czy to on przesłał jej ten sen? Jeśli tak, to naruszył prawo, którego złamanie karane było śmiercią.
Ale czy to ważne, skoro i tak wszyscy mamy zginąć?
Auraya otuliła się taulem i zastanowiła nad swoim snem. Dlaczego nagle była pewna, że wioska jest skazana na zagładę?
Na zwoju znajdował się tylko jeden akapit:
„Leven-ark” oznacza po dunwaysku „porzucającego honor”. Określa wojownika, który odrzucił wszelkie nakazy honoru i obowiązku, by być w stanie walczyć o sprawę ideologicznie lub moralnie słuszną.
Dla Aurai było niepojęte, że dunwayski wojownik decyduje się na pohańbienie swojego klanu, biorąc na zakładników nieuzbrojonych wieśniaków albo mordując bezbronnych ludzi. Teraz zrozumiała. Ci Dunwayczycy nie dbali już o honor. Nie cofną się przed niczym, nawet przed rzezią mieszkańców wsi.
Biali posiadają potężne Dary i łatwo pokonają Dunwayczyków w walce. Jednak zanim Biali ich zwyciężą, Dunwayczycy mogą pozabijać jeńców. Natomiast gdyby Biali ustąpili żądaniom Dunwayczyków, inni mogliby ich naśladować. O wiele więcej Hanijczyków czekałoby uwięzienie i groźba śmierci.
Biali nie ustąpią, pomyślała. Wybiorą raczej śmierć niektórych lub wszystkich z nas, niż ryzyko, że kolejne wioski staną się zakładnikami.
Auraya potrząsnęła głową. Dlaczego Leiard przesłał mi ten sen? Przecież nie dręczyłby mnie prawdą, gdybym nic nie mogła na nią poradzić…
Raz jeszcze pomyślała o informacji na zwoju. „Leven-ark”. „Odrzucił wszelkie nakazy honoru”. Jak można to wykorzystać?
Przez resztę nocy nie udało się jej zasnąć. Zastanawiała się. Dopiero kiedy do wnętrza zaczął się sączyć blask świtu, znalazła rozwiązanie.
Po kilku dniach ludzie stali się drażliwi, a stęchłe powietrze ciężkie od niemiłych zapachów. Kiedy kapłan Avorim nie rozstrzygał kłótni między uwięzionymi, starał się dodawać im odwagi. Codziennie wygłaszał parę kazań. Dzisiaj opowiedział o mrocznych czasach sprzed Wojny Bogów, kiedy światem rządził chaos.
– Kapłanie… – odezwał się jakiś chłopiec, gdy opowieść dobiegła końca.
– Tak?
– Dlaczego bogowie nie zabiją Dunwayczyków?
Avorim uśmiechnął się.
– Bogowie to istoty czysto magiczne. Aby wpływać na ten świat, muszą działać za pośrednictwem ludzi. Dlatego właśnie mają Białych. Oni są rękami, oczami i głosami bogów.
– A dlaczego nie dali ci mocy, żebyś mógł zabić Dunwayczyków?
– Ponieważ istnieją lepsze niż zabijanie sposoby rozwiązywania problemów. Dunwayczycy… – Głos kapłana ucichł. Avorim wpatrzył się w jakiś odległy punkt, po czym uśmiechnął się. – Przybyła Mairae z Białych – oznajmił.
Auraya poczuła mrowienie w żołądku. Ktoś z Białych zjawił się tutaj, w Oralyn! Ale jej podniecenie zgasło, gdy otworzyły się wrota świątyni. Do środka wszedł Bal w otoczeniu kilku wojowników i jego czarownik Sen.
– Kapłanie Avorim. Qurinie. Chodźcie.
Avorim i Qurin wyszli za nim. Sen pozostał wewnątrz. Zmarszczka na czole zniekształciła linie tatuażu na jego twarzy. Wskazał na Ralama, ojca kowala.
– Ty. Chodź.
Starzec wstał i niepewnie zbliżył się do czarownika, powłócząc nogą, złamaną przed laty i krzywo zrośniętą.
Ma być ofiarą, domyśliła się Auraya. Serce biło jej szybko, kiedy ruszyła naprzód. Jej plan opierał się na tym, że niezależnie od intencji, Dunwayczycy niechętnie będą łamać swe obyczaje.
Stanęła przed Ralamem.
Książka objęta jest patronatem empiku.
Galeria Książki /F.N.
-
Brak komentarzy
-
-

2009-01-29, 11:40
"Uczennica Maga" - przeczytaj fragment!
Po wielkim sukcesie bestsellerowej Trylogii Czarnego Maga Trudi Canavan już 25 lutego 2009 roku do rąk polskich czytelników trafi prequel pt. "Uczennica Maga", który rozgrywa się setki lat przed wydarzeniami opisanymi w Gildii Magów. Więcej
-

2009-02-20, 11:24
Nowa trylogia Trudi Canavan
Po sukcesie Trylogii Czarnego Maga, Trudi Canavan przedstawia kolejny cykl fanatsy o kapłanach, czarownikach, świecie magii, bogów, herosów i zakazanej miłości pt. „Trylogia Era Pięciorga”, której główną bohaterką jest Auraya, kapłanka Białych. Więcej
-
2008-10-01, 12:32
Trzecia część Trylogii Czarnego Maga już w sprzedaży!
„Wielki Mistrz”, trzeci tom bestsellerowej Trylogii Czarnego Maga trafił właśnie do sprzedaży. Trylogia cieszy się ogromnym zainteresowaniem wśród czytelników w każdym wieku, na całym świecie... Więcej





Strona główna


