Nowicjuszka - kontynuacja Trylogii Czarnego Maga Trudi
Canavan
Nowicjuszka
Księga II Trylogii Czarnego Maga
Nowicjuszka to drugi tom znakomitej Trylogii Czarnego Maga Trudi Canavan, w której poznajemy dalsze losy magiczki Sonei. Kontynuacja Gildii Magów Księgi I Trylogii Czarnego Maga skrzy się od magii, akcji i przygód.
Imardin to miasto ponurych intryg i niebezpiecznej polityki, gdzie władzę sprawują ci, którzy obdarzeni są magią. W ten ustalony porządek wtargnęła bezdomna dziewczyna o niezwykłym talencie magicznym. Odkąd przygarnęła ją Gildia Magów, jej życie zmieniło się nieodwracalnie – na lepsze czy gorsze?
Sonea wiedziała, że nauka w Gildii Magów nie będzie łatwa, ale nie przewidziała niechęci, jakiej dozna ze strony innych nowicjuszy. Jej szkolnymi kolegami są synowie i córki najpotężniejszych rodów w królestwie, którzy zrobią wszystko, żeby poniosła klęskę – nie licząc się z kosztami. Niemniej przyjęcie opieki Wielkiego Mistrza Gildii może dla Sonei oznaczać jeszcze marniejszy los. Albowiem Wielki Mistrz Akkarin skrywa sekret znacznie czarniejszy niż jego szaty.
Fragment NOWICJUSZKI
Każdego roku w czasie kilku tygodni lata niebo nad Kyralią przybierało błękitną barwę, a słońce prażyło niemiłosiernie. Ulice Imardinu pokrywał kurz, maszty statków kołyszących się w Przystani wyginały się w upalnej mgiełce. Mężczyźni i kobiety kryli się w domach, wachlując się i popijając soki, lub też – w najpodlejszych częściach slumsów – wlewając w siebie galony spylu.
W Kyraliańskiej Gildii Magów te upalne dni oznaczały, że nadszedł czas wielkiej uroczystości: zaprzysiężenia letniej grupy nowicjuszy.
Sonea, krzywiąc się, poprawiała kołnierzyk sukienki. Zamierzała włożyć proste, ale doskonale uszyte ubranie, które nosiła, mieszkając w Gildii, Rothen jednak uparł się, że na Ceremonię Przyjęcia potrzebuje czegoś bardziej eleganckiego.
– Nie przejmuj się, Soneo – zaśmiał się. – Wkrótce będzie po wszystkim i będziesz musiała nosić szatę. Jestem pewien, że szybko ci się znudzi.
– Nie przejmuję się – odparowała mu z irytacją Sonea.
W oczach Rothena błysnęło rozbawienie.
– Naprawdę? Ani trochę się nie denerwujesz?
– To przecież nie zeszłoroczne Przesłuchanie. Wtedy to się strachałam.
– Strachałaś się? – Mag uniósł brwi. – Ty się denerwujesz, Soneo. Nie użyłaś podobnego słowa od tygodni.
Sonea westchnęła cicho. Od pamiętnego Przesłuchania sprzed pięciu miesięcy, kiedy to Rothen uzyskał prawo do opieki nad nią, pobierała u niego nauki konieczne do wstąpienia na Uniwersytet. Teraz potrafiła już bez niczyjej pomocy czytać większość książek z biblioteczki swego nauczyciela, a jej umiejętność pisania była – jak określił to Rothen – „znośna”. Miała jeszcze trudności z matematyką, ale zafascynowały ją lekcje historii.
Przez cały ten czas Rothen upominał ją, ilekroć użyła słowa, w którym pobrzmiewała gwara slumsów, i nieustannie kazał jej tak układać zdania, by wysławiała się jak dama z jednego z potężnych Domów Kyralii. Ostrzegał ją, że nowicjusze nie będą zbyt wyrozumiali wobec jej przeszłości i że jeszcze pogorszy swoją sytuację, jeśli każdym słowem będzie im przypominać o swym pochodzeniu. Tym samym argumentem posłużył się, by przekonać ją do włożenia sukni na Ceremonię Przyjęcia, ale choć Sonea doskonale wiedziała, że nauczyciel ma rację, nie poprawiało jej to nastroju.
Gdy doszli do bramy Uniwersytetu, jej oczom ukazał się rząd powozów. Przy każdym stali wyprostowani lokaje, odziani w barwy Domu, któremu służyli. Na widok Rothena wszyscy skłonili głowy.
Sonea wpatrywała się w powozy i czuła, jak coś ściska jej żołądek. Wcześniej widywała już podobne karety, ale nigdy w takiej liczbie. Wszystkie były z polerowanego drewna, rzeźbione i malowane w skomplikowane wzory, u każdej zaś pośrodku drzwiczek znajdował się inkal – kwadratowy znak wskazujący na przynależność do określonego Domu. Sonea rozpoznała inkale Paren, Arran, Dillan i Saril – jednych z najbardziej wpływowych w Imardinie.
Będzie pobierała nauki wraz z synami i córkami z tych Domów.
Czuła, jak na samą tę myśl serce podchodzi jej do gardła. Co oni sobie o niej pomyślą, o pierwszej od stuleci Kyraliance spoza Domów, która wkracza w ich świat? Mogą przecież być tego samego zdania co Fergun – mag, który pół roku wcześniej usiłował zapobiec jej wstąpieniu do Gildii. Uważał on, że tylko dzieci pochodzące z Domów powinny uczyć się magii. Posunął się nawet do szantażu: zamknął w lochu jej przyjaciela, Cery’ego, by wplątać ją w swe podłe plany. Uknuta przez niego intryga miała bowiem przekonać Gildię, że Kyralianie z niższych warstw pozbawieni są wszelkich zasad i pod żadnym pozorem nie można powierzyć im wiedzy magicznej.
Knowania Ferguna zostały jednak udaremnione, a on sam przebywał teraz w odległej twierdzy. Sonea nie sądziła, że jest to bardzo sroga kara za grożenie jej przyjacielowi śmiercią, wątpiła też, by mogła ona odstraszyć innych od podobnych prób.
Mimo wszystko miała nadzieję, że niektórzy nowicjusze okażą się podobni do Rothena, któremu nie przeszkadzał fakt, że kiedyś mieszkała i pracowała w slumsach. Poza tym byli jeszcze przybywający do Gildii nowicjusze z innych krain, im może łatwiej będzie zaakceptować dziewczynę z nizin społecznych. Vindoni to sympatyczny lud. Sonea słyszała też, że wśród Lanów nie ma zróżnicowania na wyższe i niższe klasy. Dzielą się oni na plemiona, a mężczyźni i kobiety zyskują status poprzez próby odwagi, sprytu i mądrości. Niestety, nie potrafiła ocenić, jakie przypadłoby jej miejsce w ich społeczności.
Podniosła wzrok na Rothena, przypominając sobie wszystko, co dla niej zrobił, i nagle zalała ją fala czułości i wdzięczności. Niegdyś na samą myśl o tym, że mogłaby być tak zależna od maga, ogarnąłby ją lęk. Dawniej nienawidziła Gildii i po raz pierwszy bezwiednie, w gniewie użyła swej mocy, ciskając kamieniem właśnie w maga. Później, kiedy magowie jej szukali, była przekonana, że chcą ją zabić, poprosiła więc o pomoc Złodziei, a ci zawsze żądają wysokiej ceny za swe usługi.
Gdy jej moc wymknęła się spod kontroli, magowie przekonali Złodziei do wydania jej w ich ręce. Rothen był tym, który ją schwytał, a następnie zaczął uczyć. Przekonał ją, że magowie – a w każdym razie większość z nich – nie są samolubnymi okrutnikami i potworami, jak uważali mieszkańcy slumsów.
Po obu stronach otwartej bramy Uniwersytetu stali dwaj strażnicy. Pojawiali się oni zwyczajowo tylko z okazji wizyty ważnych osób w Gildii. Obaj ukłonili się sztywno na widok Rothena prowadzącego Soneę w stronę Wielkiego Holu.
Sonea bywała już wcześniej w tym miejscu, ale wciąż jeszcze ją zachwycało. Z posadzki jakby wystrzelają tam tysiące niewiarygodnie cienkich kolumienek z materii podobnej do szkła, podtrzymują one schody pnące się z wdziękiem ku wyższym poziomom. Między poręczami i stopniami wiją się delikatne nitki białego marmuru przypominające gałązki pnącej winorośli. Sprawiają wrażenie tak kruchych, że trudno uwierzyć, by mogły unieść ciężar człowieka – i być może, gdyby nie wzmacniała ich magia, byłyby rzeczywiście zbyt słabe.
Minęli schody i znaleźli się w krótkim korytarzyku. Za nim ujrzeli szare ściany Rady Gildii, starego budynku, który znajdował się pośrodku wielkiego pomieszczenia znanego jako Wielki Hol. Przed wejściem do Rady Gildii stało kilka osób i na ich widok Sonei z wrażenia zaschło w ustach. Kobiety i mężczyźni odwrócili się, by powitać nadchodzących, a ich oczy rozbłysły z ciekawości, gdy ujrzeli Rothena. Magowie uprzejmie skinęli głowami. Pozostali ukłonili się.
Rothen wszedł do Holu i poprowadził Soneę ku jednej z niewielkich grupek. Dziewczyna zauważyła, że pomimo letnich upałów wszyscy z wyjątkiem magów byli bogato odziani. Kobiety miały na sobie wyszukane suknie, mężczyźni – długie płaszcze z wyszytymi na rękawach inkalami. Sonea przyjrzała się dokładniej i wstrzymała oddech. Wszystkie szwy ozdobione były połyskującymi czerwono, zielono i niebiesko kamieniami. Wielkie klejnoty osadzono również w guzikach płaszczy. Na szyjach i rękach zgromadzonych zobaczyła łańcuchy ze szlachetnych metali, na urękawiczonych dłoniach – błyszczące pierścienie.
Spojrzała na płaszcz jednego z mężczyzn, zastanawiając się, czy biegły w swej sztuce złodziej miałby kłopot z pozbawieniem go guzików. W slumsach posługiwano się w tym celu niewielkimi składanymi ostrzami. Potrzebne było tylko „przypadkowe” zderzenie, przeprosiny, szybka ucieczka. Poszkodowany aż do powrotu do domu nie zorientowałby się nawet, że został obrabowany. A bransoleta tamtej damy…
Sonea potrząsnęła głową. Jak mam się zaprzyjaźnić z tymi ludźmi, skoro jedyne, co przychodzi mi do głowy, to łatwość, z jaką daliby się okraść? Nie potrafiła jednak powstrzymać uśmiechu. Umiała opróżniać kieszenie i otwierać zamki równie dobrze jak wszyscy jej przyjaciele z dzieciństwa – może tylko Cery był zręczniejszy od niej – i jakkolwiek ciotce Jonnie udało się przekonać ją, że kradzież jest czymś złym, Sonea nigdy nie zapomniała sztuczek kieszonkowców i włamywaczy.
Skupiła uwagę i zerknęła ku młodszym nieznajomym – kilka twarzy szybko się odwróciło. Rozbawiona, zastanawiała się, kogo właściwie spodziewali się ujrzeć. Zasmarkaną żebraczkę? Zgarbioną i zniszczoną przez pracę kobiecinę? Wyfiokowaną ladacznicę?
Wielki Mistrz Księga III Trylogii Czarnego Maga ma ukazać się już w październiku 2008.
Sonea wiele nauczyła się w Gildii Magów. W ciągu ostatniego roku Regin
dał jej spokój, a pozostali nowicjusze zaczęli traktować ją z
niechętnym szacunkiem. Dziewczyna nie może jednak zapomnieć tego, co
widziała w podziemnej komnacie Wielkiego Mistrza Akkarina, ani też
ostrzeżenia, że odwieczny wróg Kyralii obserwuje czujnie Gildię.
W miarę jak Akkarin ujawnia coraz więcej swojej wiedzy, Sonea przestaje
być pewna, komu ufać ani czego bać się najbardziej. Czy prawda może być
aż tak przerażająca, jak przedstawia ją Wielki Mistrz? A może jest to
podstęp, mający skłonić ją do uczestnictwa w jego mrocznych intrygach?
Wydawnictwo Galeria Książki / F.N.
-
Brak komentarzy
-





Strona główna



