2007-03-06, 11:50

Historia też była kobietą!

Mężczyzna, od kiedy pierwszy raz stanął przed zagadką, jaką jest kobieta, co i rusz uparcie próbuje ją rozszyfrować. Ze zmiennym szczęściem, ale przeważnie bez sukcesu, niestety. Miota się nieszczęśnik jak św. Marek po piekle, bo sam już nie wie, jak to zjawisko zakwalifikować. Zapisał tony papieru, zużył hektolitry farby, nakręcił kilometry taśmy filmowej... I co? I nic. Dalej jest jak dziecko we mgle. Bo o niewieście zasadniczo można powiedzieć wiele, ale na pewno nie to, że „koń jaki jest, każdy widzi”.

Prehistoria
Kiedy mężczyzna po raz pierwszy przyciągnął kobietę za włosy do swojej jaskini, jak sądził - dla rozrywki, ściągnął też sobie przy okazji niezłe kłopoty na głowę. Istota żeńska rozejrzała się bowiem, krytycznie po męskim mateczniku i rączo zabrała się do roboty. Z jaskini wyleciała ulubiona, latami pieczołowicie zbierana kolekcja obgryzionych kości (bo takie nieestetyczne), stary, dobrze wymoszczony barłóg z mchu i liści palmowych (kto to widział spać w brudnej pościeli - idź kochanie nazbieraj świeżego mchu) oraz wierny fitozaur (roznosi zarazki i cuchnie mu padliną z pyska). Zaś gospodarz domostwa został wyprawiony do najbliższego strumienia, żeby się nieco odświeżył (przecież trzeba dbać o higienę).
Po wprowadzeniu niezbędnych ulepszeń kobieta uznała dzieło za zakończone i tymi oto słowy zwróciła się do swojego jaskiniowca: „Ja będę się teraz spokojnie rozmnażać, a ty skocz, najdroższy, po jakiegoś mamuta, bo przecież nie będziemy tu z potomstwem głodować. Ty jesteś taki dzielny, na pewno świetnie sobie poradzisz. Nie to co ten troglodyta z jaskini koło jeziora. Mało, że źle wychowany, to jeszcze jak coś upoluje, nie wiadomo czy się śmiać, czy płakać. No, pospiesz się kochanie, bo ci wszystkie mamuty wyginą. Pa, pa!”.
Skołowany mężczyzna, sam siebie nie rozumiejąc, bez sprzeciwu wykonał kolejne polecenie kobiety. I tak już zostało.

Przez wieki
W zależności od epoki, kobieta w męskich oczach bywała już łabędzicą lub anielicą, ale i narzędziem szatana. Puchem marnym i siłaczką. Wierną towarzyszką życia, która za swoim ukochanym nawet i na Sybir kibitką podąży albo podstępną Matą Hari. Traktorzystką i wampem. Nawet Kopernikiem... Spory rozstrzał, nie ma co.
Czasami jakaś kobieta wreszcie zlituje się i napisze książkę (jak np. Jane Austen, Margaret Mitchell) lub nakręci film (jak Jane Campion) o damskiej naturze, ale cóż, kiedy sięgają po nie najchętniej kobiety, które i bez tego dobrze wiedzą, jakie są.
A gdy prześledzimy historię świata, łacno zauważymy, że wtedy była najbardziej interesująca, kiedy maczały w niej palce kobiety (cherchez la femme, jak to mówią).
Ilu faraonów pamiętamy? Spośród kilkuset - zaledwie kilku. Mało kto wie, kim był Totmes I, a o Kleopatrze i Nefretete każdy słyszał. Janowi III Sobieskiemu poświęcono w opracowaniach niewiele więcej miejsca niż jego szacownej małżonce - Marysieńce. A dzięki komuż to Mieszko przyjął chrzest? Dzięki Dąbrówce, rzecz jasna. A wielki Cezar August, jak powszechnie wiadomo, był zwykłym pantoflarzem, posłusznym jak dziecko swojej Liwii (dzięki czemu, zapewne, nie zatruł się śmiertelnie nieświeżym jedzeniem). Itp., itd...

Bo to zła kobieta była
Różne wraże jednostki robiły czasami niewieście czarny PR, czyli - inaczej mówiąc - „koło pióra”.  I bywało, ach bywało, że tej czy innej damie zrobiono kęsim, miast zachować jej zasługi we wdzięcznym sercu (patrz: Joanna d’Arc). Starano się szkalować różne świetlane postaci, przedstawiając je w jak najgorszym świetle.
Poniżej kilka oburzających przykładów tej niecnej działalności:

O Pięknej Helenie pisano: wykluła się podobno z łabędziego jaja, co, jak wiadomo, u ssaków - poza dziobakami - jest zasadniczo niemożliwe. Helena nie była dziobakiem. Należy więc domniemać, że zrobiła współczesnych w konia, starając się w ten sposób ukryć swoje prawdziwe pochodzenie. Wyszła za mąż za króla Menelaosa, za pośrednictwem którego rządziła sobie spokojnie Spartą aż do czasu, kiedy wpadł jej w oko niejaki Parys. Helena, która od urodzenia była ciekawa świata, pomyślała sobie, że oto nadarza się znakomita okazja, aby zaznać zagranicznych wojaży, co przy Menelaosie było raczej niemożliwe, bo ten nic, tylko Sparta i Sparta. Porwała więc księcia Parysa do Troi, a tak sprytnie, że ten był święcie przekonany, iż było odwrotnie. Wycieczka krajoznawcza małżonki nie wiedzieć czemu nie spodobała się Menelaosowi, który, przełamując wrodzoną niechęć do podróży, ruszył z wojskiem na Troję wciągając w aferę swojego brata Agamemnona. Chłopaki sobie powojowali jakieś dziesięć lat, a w tym czasie Helena pochowała Parysa i wyszła za mąż za Deifobosa. Jednak po zwycięstwie Menelaosa pogoniła męża nr 3 na cztery wiatry i łaskawie wróciła do nr 1. Żyli potem długo i nieszczęśliwie.

Kleopatrę przedstawiano następująco: zła królowa Egiptu. Lubiła porządzić dużym państwem. Mąciła w polityce i męskich głowach ile wlezie. Zaczęła od własnego brata, któremu została poślubiona, by u jego boku współrządzić Egiptem. Braciszek okazał się jednak mięczakiem niezdolnym do budowy wymarzonego Imperium, został więc szybciutko zneutralizowany i Kleopatra zaczęła się rozglądać za kimś bardziej do rzeczy. Jej wybór padł na Juliusza Cezara, który był wprawdzie nienachalnej urody, ale za to miał duże wpływy. Juliusz w efekcie okazał się jednak również ciamajdą i dał się zabić grupce niewydarzonych spiskowców, czym bardzo, ale to bardzo zawiódł Kleopatrę. Następny na liście był Marek Antoniusz, który wydawał się idealnym narzędziem do realizacji wytyczonego celu. Młody, krzepki, wpływowy... Miał jednak wadę w postaci żony. No i nie okazał się zadowalająco aktywny w polityce międzynarodowej na linii Egipt - Rzym. A jak już wreszcie wziął się do roboty, to od razu przegrał bitwę pod Akcjum. Za karę Kleopatra zatruła mu życie.

Scarlett O’Harę opisano jako: pierwszą bizneswoman. Robiła w przemyśle drzewnym i rolnictwie. Męża nr 1 poślubiła ze złości, drugiego dla majątku, a trzeciego pod wpływem upojenia alkoholowego. Dwaj pierwsi odeszli w zaświaty przedwcześnie, trzeci w siną dal. Od wszystkich trzech wolała własną firmę. Tradycjonalistka o rasistowskich skłonnościach i upodobaniu do wykorzystywania taniej siły roboczej. Kiwała wszystkich okolicznych mężczyzn oraz urząd podatkowy.

Zaś George Sand to: powieściopisarka. Wolała spodnie od spódnicy i Chopina od de Musseta. Zmieniała kochanków jak rękawiczki. Używała cygar i niecenzuralnych wyrażeń. Przez kilka lat matkowała choremu na suchoty Chopinowi. Kompozytor jednak miał dosyć trudny charakter. Kaprysił jak dziecko, kaprysił, aż George Sand wreszcie się to znudziło i wymieniła go na młodszy (i zdrowszy) model. Potem go jeszcze obsmarowała w swoich pamiętnikach.

Na szczęście nikt przy zdrowych zmysłach (i po manifestach feministycznych) nie uwierzy w te dyrdymały. Nawet mężczyzna, chociaż na ogół jest naiwny jak dziecko.

Iza Jarska
.

Do kolekcji

Komentarze

  • Brak komentarzy