O książce
Dopełnienie bestsellerowego wywiadu rzeki z prof. Władysławem Bartoszewskim (ur. 1922). Odpowiadając na rozbudowane pytania Michała Komara, Profesor opowiada szerzej o kwestiach, którymi interesował się przez całe życie, m.in. o skomplikowanych stosunkach polsko-niemieckich i polsko-żydowskich. Komentuje doświadczenia osobiste, snuje refleksje na najważniejsze tematy, o odwadze, osądzaniu innych, przyjaźni, uczciwości czy ludzkiej przyzwoitości. Książka dokumentuje też dorobek Profesora jako dziennikarza, polityka i pedagoga. Na dodanej płycie CD znajdują się najbardziej niezwykłe, prywatne wyznania Władysława Bartoszewskiego
Biografia
ur. 19 lutego 1922 w Warszawie – mąż stanu, polski polityk, działacz społeczny, profesor historii, dziennikarz, pisarz, więzień Auschwitz, żołnierz Armii Krajowej, działacz Polskiego Państwa Podziemnego, organizator pomocy dla uciekinierów z getta warszawskiego i powstańców w 1943 roku, uczestnik Powstania Warszawskiego, działacz opozycji demokratycznej...
czytaj więcej...Fragment książki
To jest twój świat,
innego mieć nie będziesz...
Skoro jestem między ludźmi, to muszę wypracować jakąś zasadę
współżycia, współpracy, elementarnej solidarności. Nie ma ludzi
„w ogóle”! Każdy z nich ma swoje doświadczenie, swoją pamięć,
swój lęk i ból. Wniosek: SZUKAJ PŁASZCZYZN WSPÓŁDZIAŁANIA.
Michał Komar: Podejmujemy rozmowę w lecie 2007 roku.
Kim pan jest?
Władysław Bartoszewski: Poważnie?
Poważnie.
Skończyłem osiemdziesiąt pięć lat. Jestem starym człowiekiem. Starym, to znaczy mocno doświadczonym przez historię mojego miasta, mojej ojczyzny, Europy, świata – i starającym się wysnuć z tego jakieś wnioski na przyszłość. A mniej poważ- nie, to powiedziałbym, że zaliczam się do kategorii dość aktywnych, ruchliwych staruszków, którzy mają życzliwy, nie zaś wątrobiany stosunek do ludzi i świata.
Dlaczego?
Dlaczego mam życzliwy stosunek do ludzi? Długo by opowiadać.
Byłbym wdzięczny...
No to spróbujmy. Od lata 1939 roku do lata 1989 roku, a więc przez pół wieku, żyłem w warunkach zmuszających do stawiania oporu. Byłem więźniem Auschwitz. Byłem żołnierzem konspiracji. Brałem udział w Powstaniu Warszawskim. Po wojnie działałem w opozycji antykomunistycznej. W latach 1946–1954 byłem dwukrotnie więziony. Potem przez kilkanaście lat konspirowałem na własną rękę, współpracując z rozgłośnią polską Radia Wolna Europa. Sześćdziesiąte urodziny – w „stanie wojennym” w 1982 roku – obchodziłem w ośrodku internowania. To trudne doświadczenia. Ale proszę pamiętać, że ja się do nich nie garnąłem. Był jakiś stan obiektywny, niezależny od mojej woli, do którego należało rozumnie określić swój stosunek, nie tracąc przy tym – pod żadnym pozorem – szacunku do samego siebie. Tak wybrałem, więc taki jestem.
Co to znaczy – rozumnie?
Z zasady unikam ogólnikowych rozważań filozoficznych. Wolę konkrety. W czasie oblężenia Warszawy we wrześniu 1939 roku włączyłem się jako ochotnik do pracy służb sanitarnych. Straszna to sprawa dla siedemnastolatka wychowanego w czasach pokoju, nienawykłego do widoku krwi, nieludzkiego cierpienia, trupów. Nosiłem do szpitala ofiary bombardowań, często w trakcie nalotów. Czy zmniejszałem w ten sposób swoją szansę na przeżycie? Wiedziałem, że bomba nie wybiera. Rozumne więc było to, że mogłem komuś pomóc. I przezwyciężając lęk, pomagałem.
A teraz przykład z czasów późniejszych. Z więzienia zostałem zwolniony w sierpniu 1954 roku. Nadchodził czas „odwilży”. W marcu 1955 roku Zgromadzenie Sędziów Najwyższego Sądu Wojskowego uznało, że wyrok z 1952 skazujący mnie na osiem lat więzienia za szpiegostwo był bezprawny. Latem 1956 zacząłem publikować na łamach tygodnika „Stolica” cykl poświęcony dziejom najnowszym Warszawy „Z notatek kronikarza 1939–1944”, a w tygodniku „Świat” – „Kronikę wydarzeń Powstania Warszawskiego”. Byłem świadom, że nie będę mógł napisać wszystkiego. Tak, rezygnowałem z pewnych tematów czy analiz. Rozumne było to, że mogłem przekazać czytelnikom sporą część wiedzy o Powstaniu... Nie pełną, bo wyposażony w instrukcje cenzor do tego by nie dopuścił, ale sporą – i uczciwą. Do szuflady nie pisałem.
Dlaczego?
Bo do szuflad nie mam zaufania... Ale tak się złożyło, że w styczniu 1978 roku zostałem współzałożycielem Towarzystwa Kursów Naukowych, następnie zaś wykładowcą Uniwersytetu Latającego. To było forum, na którym mogłem mówić pełnym głosem o Polskim Państwie Podziemnym, Powstaniu... Czyli robiłem to, co pewien procent świadomych rodaków robił od Października 1956 roku: nie licząc na suwerenność wojskową i polityczną, starałem się w miarę skromnych możliwości przybliżać mój kraj do pełniejszej suwerenności duchowej.
Nie unikając przy tym kłopotów...
Kłopoty wliczałem w ryzyko przedsięwzięcia, tak jak inni jego uczestnicy.
Mam przed sobą notatkę z londyńskiego „Dziennika Polskiego i Dziennika Żołnierza” z 29 lutego 1980 roku: „21 lutego odbyła się w Warszawie rozprawa rewizyjna wniesiona przez adwokata Jana Olszewskiego w głośnej sprawie Władysława Bartoszewskiego, skazanego przez Kolegium do spraw wykroczeń na 5 tysięcy złotych grzywny za to, że prowadził wykład z historii Polski w ramach Uniwersytetu Latającego Towarzystwa Kursów Naukowych. W roli świadków wystąpili członek Polskiej Akademii Nauk – profesor Jan Kielanowski i profesor Jerzy Jedlicki. Ten ostatni stwierdził, że on sam – a nie Bartoszewski – zorganizował wykład. Bartoszewski oświadczył, że chociaż nie on zwoływał to zebranie, to jednak prowadzenie wykładów z historii Polski uważa za swój społeczny obowiązek. Żadna kara go od tego nie powstrzyma i nie zastraszy i nadal będzie takie wykłady prowadził, gdy tylko zajdzie tego potrzeba. Argumenty świadków nie wpłynęły na opinię orzekających, którzy mieli już wyraźne dyspozycje od swoich władz i od innych czynników i karę grzywny utrzymali w mocy w tej samej wysokości”.
No, widzi pan, coś za coś... W sumie opłacalne... Ale to nie koniec. Bo pół roku później wybuchł strajk w Stoczni im. Lenina. A jedną z konsekwencji zmian politycznych wynikających z porozumień gdańskich i powstania „Solidarności” było niewątpliwe osłabienie cenzury. Dzięki temu w 1981 roku III Program Polskiego Radia mógł nadać cykl moich sześćdziesięciu siedmiu audycji „Dni walczącej stolicy. Kronika Powstania Warszawskiego”, wysłuchany przez setki tysięcy odbiorców. Czyli znów krok dalej. Potem zaś przekazałem taśmy Radiu Wolna Europa, które emitowało „Dni walczącej stolicy...” od końca lipca do pierwszych dni października 1984 roku.
Czy działał pan wedle jakiegoś planu? Wiem, że to pytanie
naiwne, ale nie sposób go nie zadać po przeczytaniu artykułu
Twoja rola w pracy społeczno-politycznej opublikowanego przez
pana w konspiracyjnej „Prawdzie Młodych” w listopadzie 1943
roku. Miał pan wtedy 21 lat.
„...Zwalczaj atomizację naszego społeczeństwa. Zrozum sam
i wpajaj w innych przekonanie, że Polska to nie kilkadziesiąt
milionów «sobiepanów», ale wielki Naród, mający wspólne
cele i wspólne obowiązki wobec historii, że dolą i niedolą jesteśmy
związani na śmierć i życie, że zbrodnią jest reagować
na nieszczęście dopiero wtedy, gdy się samemu zostanie zagrożonym.
Zwalczaj fałszywe społecznictwo, manię wiecowania, dysput,
rozszczepiania włosa na czworo, «liberum veto». Nie
poddawaj się wilkom w owczej skórze: chorym psychicznie
histerykom, «wodzom». Broń w życiu społecznym praw rozumu,
z zasady bądź nieufny wobec wszelkich prądów antyintelektualnych,
nie daj się porwać mętnym teoriom metafizycznym
«made (przeważnie) in Germany», w filozoficznej
kuchni niemieckiej wypiekanym...
Bądź czynnikiem zgody, czynnikiem dobrze pojętego
kompromisu. Całkowitej nieustępliwości, izolacjonizmu,
niechęci do współpracy i porozumienia z przeciwnikiem nie
uważaj za cnotę stałości. Dopatruj się w tym raczej ciasnoty
umysłowej i zbadaj, czy nie kryje się tam na dnie zła wola.
Ale nim tej pewności nie nabierzesz – nie rzucaj oskarżeń na
wiatr, bo postąpisz niegodziwie, będziesz śmieszny i mały.
Dbaj o czystą atmosferę i o «fair play». Wzbudzaj u siebie
i u innych obrzydzenie do podstępu dywersji, machiawelizmu
i szantażu.
Pamiętaj, że jest piękną polską tradycją przed wszelkimi
obradami, ważnymi decyzjami wzywać pomocy Ducha Świętego.
Kultywuj tę tradycję. Jeśli nie możesz do tego skłonić
zgromadzenia, mów chociaż sam w sobie: «Veni Creator Spiritus
» – «Przyjdź Duchu Święty, przyjdź, oświeć mnie, żeby
moje myśli, moje słowa, moje rany były z pożytkiem dla Ojczyzny.
Żeby mojego sądu nie zaćmił gniew, zacietrzewienie,
upór, prywata ani pycha».
...Nie potępiaj i nie gloryfikuj pochopnie ludzi. Staraj się
wpływać, aby ośrodki dyspozycyjne dostawały się tylko ludziom
rozumnym i uczciwym. Zdobywaj kwalifikacje polityczne
i żądaj legitymowania się nimi od tych, którzy pragną
czynnie działać. Pamiętaj, że co innego jest widzieć po
chrześcijańsku w człowieku brata, a co innego powierzać mu
bez zastanowienia ster ważnych spraw.
Pracuj nad wprowadzeniem do polityki zasad moralności:
głoś że nie tylko «racja stanu» decyduje o dopuszczalności
czynu, że są jeszcze zasady etyczne. Tylko wtedy nabierze nasza
historia prawdziwego rozmachu, gdy wyzbędziemy się
przekonania, że małoduszna przebiegłość może zastąpi
brak istotnych wartości, że blichtr i pozór pokryje jakoś coś
niewypracowanego, nieprzemyślanego, niepełnego.
Bądź pionierem uczciwości i konsekwencji”.
Nawiasem mówiąc, tekst napisany sześćdziesiąt cztery lata
temu, w czasie okupacji hitlerowskiej, jest boleśnie aktualny
w wolnej Polsce 2007 roku...
Autorowi – przyjemnie, obywatelowi – gorzko... Mógłbym się dziś pocieszać swoim doświadczeniem i wiedzą historyczną, mógłbym powtarzać, że widziałem w życiu rzeczy i straszniejsze, i głupsze niż te, na które dziś patrzę. No, widziałem, no, przeżyłem, ale to wcale nie znaczy, że godzę się na powielanie idiotyzmów w mojej ojczyźnie... Ale pan pytał o plan. To nie jest właściwe słowo. U podstaw wszelkiego planowania leży przekonanie o wysokim prawdopodobieństwie osiągnięcia zamiaru. Budowniczy domu ma projekt, zebrane materiały, pieniądze, murarzy oraz – to ważne – pewność, że miejscu, które wybrał na budowę, nie grozi żaden kataklizm. Z życiem jest trochę inaczej. Niekiedy zupełnie inaczej.
Spotkanie w empiku
Zapraszamy na spotkanie z prof. Władysławem Bartoszewskim
22.02.2008 godz. 18:00
empik Junior, Warszawa
ul. Marszałkowska 116 /122, duża scena, I p.






Strona główna









Regulamin




