Radiohead


Nazwa zespołu: Radiohead

Data powstania: 1989

Kraj pochodzenia: Wielka Brytania

Skład zespołu:

Thom Yorke (Wokal, Gitara, Instrumenty klawiszowe)

Ed O'Brien (Wokal, Gitara)

Jonny Greenwood (Gitara, Instrumenty klawiszowe)

Colin Greenwood (Gitara basowa)

Phil Selway (Perkusja)

Thom Yorke w 2001 roku, mniej więcej w czasie, gdy urodziło mu się pierwsze dziecko, często wybierał się o zmierzchu na samotne przejażdżki po polach i bocznych drogach otaczających jego dom.

"Mam samochód z tymi sprytnymi niebieskimi światłami. Ich kolor mieszał się z sylwetkami dzikich zwierząt uciekających w krzaki. Ten półmrok wywołał we mnie jakiś dziwny senny stan. Tam, gdzie mieszkamy, jest naprawdę pięknie, ale słuchałem wtedy jakiegoś przerażającego utworu Pendereckiego i to wszystko wzbudziło we mnie jakieś chore przeczucie, że zaraz stanie się coś złego".

Te samotne wyprawy stały się jedną z inspiracji podczas tworzenia szóstej płyty Radiohead zatytułowanej „Hail To The Thief".

"Wiele z tych utworów pisałem bardzo szybko: powstały dziesiątki stron notatek, które z początku sprawiały wrażenie zupełnego chaosu. Większość zaczerpnąłem z radia, ponieważ, jako świeżo upieczony ojciec, nagle stanąłem przed koniecznością wysłuchiwania co godzina wiadomości w radio. Wszystko to działo się w czasie wojny w Afganistanie i wydawało mi się dziwnie znajome. Siadałem wtedy i jak wariat tworzyłem na skrawkach papieru niekończące się listy osób publicznych, które mi podpadły". (śmiech)

"Chcieliśmy zrobić sobie przerwę na pół roku, ale Ed spytał mnie, czy mógłbym mimo wszystko notować pomysły na nowe kawałki, które gdzieś tam tłukły mi się po głowie. Nie próbowałem wcale pisać nowego materiału. Składałem po prostu kolejne demo, żeby reszta zespołu mogła tego posłuchać. Kiedy wszyscy się spotkaliśmy, powiedziałem, że jeżeli nikomu się nie podoba to, co napisałem, to nic nie szkodzi, i że możemy zacząć wszystko od nowa. Ale wszyscy odnieśli się do moich pomysłów bardzo pozytywnie."

Na początku 2002 kwintet zebrał się w swoim studio w Oxfordshire, gdzie przez kolejne sześć miesięcy szlifował nowy materiał.

"W pewnym sensie jesteśmy staroświeckim zespołem, ponieważ intensywnie pracujemy nad własnymi aranżacjami" - twierdzi Jonny Greenwood. "Nagrania z prób powtarzaliśmy po tysiąc razy, ale wreszcie udało nam się wybrać zestaw najlepszych utworów. Dlatego, kiedy spotkaliśmy się w studio z Nigelem (Godrichem), pokazaliśmy mu ukończony materiał i mogliśmy dalej szybko pracować."

Jednocześnie zespół zaczął także prezentować nowe kompozycje podczas koncertów w całej Europie. Dla Colina Greenwooda, "początkiem nowego albumu było "I Might Be Wrong", koncertowa kompilacja utworów z "Kid A" i "Amnesiac", którą nagraliśmy kilka lat temu. Dzięki temu mieliśmy jakie takie pojęcie, jak będą wyglądały nagrania na "Hail To The Thief".

We wrześniu 2002 pod wpływem nacisków ze strony producenta, Nigela Godricha, zespół poleciał na sesję nagraniową do Los Angeles.

"Pamiętam, jak nagrywaliśmy "Kid A" w jakimś domu na wsi, tam, gdzie diabeł mówi dobranoc, a Nigel przez cały czas marudził, że powinniśmy to robić w L.A., i że właśnie w tej chwili moglibyśmy zajadać się sushi" - wspomina Jonny. "A my tymczasem staliśmy na jakimś rynku w Oxfordshire. Była północ i w całym mieście nie paliło się ani jedno światło! Dlatego powiedzieliśmy Nigelowi, że tym razem będzie tak, jak chce."

„Nigel zaciągnął nas do Los Angeles, ponieważ wcześniej nagrywał tam trzy inne płyty - dwie Becka i jedną Travisa" - dodaje Ed O' Brien.„Jednak my nigdy nie mieliśmy przekonania do pracy w LA. Nie oszukujmy się, zestaw Radiohead plus klimaty w stylu Hotel California nie wygląda raczej na dobraną parę. Szybko jednak zdaliśmy sobie sprawę z tego, że możemy tam pracować unikając jednocześnie wpływu wszystkiego, co się tam akurat dzieje. To nasze najciekawsze jak dotąd doświadczenie w studio. Każdą piosenkę nagrywaliśmy dokładnie na czas. Nie analizowaliśmy wszystkiego w nieskończoność, nie dzieliliśmy włosa na czworo, zaufaliśmy sobie, Nigelowi, studio i naszym kompozycjom, i trochę sobie odpuściliśmy."

Wtóruje mu Phil Selway: "Kiedy pauzowaliśmy po trasach "Kid A" i "Amnesiac", Thom zaczął nam podrzucać płyty z nowymi utworami - tylko wokal, gitara i pianino. Przesłuchiwaliśmy je, osłuchiwaliśmy się z nimi i z czasem zaczęły się w nas rodzić pomysły, w jaki sposób się z nimi obejść. W przypadku "Kid A" było dokładnie odwrotnie. Przed nagraniami nie było żadnych wcześniejszych przygotowań, w związku z czym w studio pracowaliśmy potem pod ogromną presją. Czasami takie podejście może okazać się zbawienne, ale często po prostu zniechęca. Dwumiesięczny okres wstępnej produkcji sprawił, że później w Los Angeles prace przebiegały znacznie szybciej i codziennie nagrywaliśmy jeden utwór. Na "Kid A" nagranie jednej piosenki zajmowało nam półtora miesiąca!"

Ed O' Brien komentuje: "Tym razem udało nam się odzyskać naszą właściwą energię, której brakowało nam od czasów "The Bends". Na muzykę wpływa między innymi klimat, a lwia część "The Bends" została nagrana latem 94'. Tym razem pogoda była doskonała, codziennie wychodziliśmy ze studia i jechaliśmy na spacer do Griffith Park Observatory. Kiedy tak przyglądałem się LA, przypominał mi się "Łowca androidów" - żadnej zieleni, wszędzie jakieś siatki, auta i żółtawe budynki."

Ale długie spacery w słońcu niestety nie rozjaśniły ani trochę ponurych i groźnych wizji przenikających podczas sesji z wyobraźni Thoma Yorke'a do tekstów piosenek. Utwór "We Suck Young Blood" w stylu Brechta został zainspirowany przez wyprawy do Hollywood.

"Jest w tym utworze dużo seksu. Seks to poniekąd waluta, którą obraca się w Hollywood. Utwór jest mroczny, są w nim jakieś siły ciemności, które pochłaniają wszystko na swojej drodze. Jest to próba wyrażenia ogromnej potrzeby bycia kimś za wszelką cenę, nawet jeśli oznacza to dać się upolować przez każdego podstępnego pasożyta i pozwolić mu wyssać z siebie wszystkie soki. Można znaleźć na to setki przykładów w przemyśle muzycznym i pornograficznym, ale równie dobrze można by to odnieść do sposobu w jaki skrajna prawica uwodzi młodych ludzi, żeby zasilali jej szeregi. Faszyzm zaczyna się od rozgoryczonego pięćdziesięcioletniego sado-masochisty, który wynajduje zaburzonych nastolatków, nad którymi pracuje potem przez parę lat, dopóki nie zmienią się w małych, zasranych, ogolonych na łyso morderców."

W ostatnim utworze na płycie, "A Wolf At The Door", słychać niezwykłą lawinę akordów w wykonaniu Jonny'ego, który stwierdził, że gra "zbyt pięknie i zbyt intensywnie, dlatego, Thom musiał spróbować go przekrzyczeć. Super-paranoje, uczucie, że zaraz cię gdzieś zabiorą, dokumentacja stanu, w którym byłem najbliższy całkowitego załamania nerwowego. Mówię tu o strachu, prawdziwym albo urojonym, który przez cały czas wydaje się zupełnie uzasadniony."

Jest jeszcze "The Gloaming" (Zmierzch), kawałek napisany przez Jonny'ego i Colina, który okazał się najdobitniej wyrażać myśli twórcy płyty.

"Początkowo cała płyta miała nazywać się The Gloaming" (według Colina, reszta Radiohead zgłosiła weto)."Ostatecznie jest to tylko podtytuł. Nawiązuje do ogarniających wszystko ciemności, które powoli zaczynają władać ludzkością, niczym średniowieczna dżuma, która znów zaczyna majaczyć gdzieś na horyzoncie. W Średniowieczu wszyscy mieli obsesję na punkcie ludzi opętanych. To samo dzieje się teraz. Obserwujemy podobne ciemne moce, które rozdzierają naszą cywilizację. Pod koniec płyty czytałem książkę Murakami pt. "Wind-Up Bird Chronicles". To wszystko zdawało mi się do siebie pasować. O to właśnie chodziło mi, kiedy mówiłem o ogarniających ludzkość ciemnościach. Ludzie nie zdają sobie sprawy z tego, co się dzieje. Wydaje im się, że postępują właściwie, ale to, co robią prowadzi w prostej linii do faszyzmu i totalnej ignorancji. I to jest dla mnie prawdziwe złodziejstwo. Złodziej to ktoś, kto zawładnął ludzką duszą i przejmuje ciało drugiego człowieka. Udało mi się poznać osobiście kilku polityków i za każdym razem miałem wrażenie, że za tą zewnętrzną fasadą dzieje się cholernie dużo. Gdybym spotkał Blaira, nic bym się nie odzywał. Siedziałbym sobie i obserwował. Siedziałbym i patrzył, jak porusza ustami, jak wokół unosi się powietrze."

Na "Hail To The Thief" (Ave, złodzieju) znalazło się również kilka chwil łagodnego uniesienia. "Sail To The Moon" to piękny senny pejzaż muzyczny konkurujący z takimi utworami jak "Street Spirit" i "Pyramid Song", będący jednocześnie czułym przesłaniem dla synka Yorke'a. Jednak już po chwili porywa nas agresywny bas - techno pulsujący na "Myxamatosis", przy którym rozdrażniony Thom śpiewa o politykach - huraganie nicości, którzy mówią to, co ludzie chcą słyszeć tylko po to, by zdobyć ich podpis, a potem zapominają raz na zawsze o ich istnieniu.

„To było naprawdę niezwykłe doświadczenia. Każda władza korumpuje. Im bliżej jesteś władzy, tym stajesz się brzydszy. Polityków trudno nazwać ludźmi. Oni są opętani."

Utwór nr 2 "Stand Up - Sit Down" również drąży rzeczywistość i już na samym początku zaprasza słuchaczy, aby "wstąpili w paszczę piekieł".

"Tak naprawdę jest to cytat z modlitewnika", odpowiada Yorke. "Czułem jakiś wewnętrzny przymus, żeby umieścić tę frazę w piosence".

Mimo wszystko, apokaliptyczne wizje z "Thief" nie powinny przesłaniać wielkiej radości płynącej nieustannie z muzyki zespołu. Ed O' Brien lubi podkreślać, że podczas nagrań w studio na żywo, które przeważają na „Thief", "Radiohead nareszcie odnalazł pewność siebie", Yorke zgadza się z tym bez mrugnięcia okiem.

"Dla mnie nasza muzyka brzmi naprawdę pozytywnie. Otrząsnęliśmy się już po "Kid A"/ "Amnesiac" i teraz naprawdę mamy przekonanie do rzeczy, których się nauczyliśmy. Chcemy dalej grać i cieszyć się naszą wspólną grą całego zespołu. Według mnie, to naprawdę mocna muzyka. Jest w niej ciemna strona, ale jest również sporo blasku i światła."

Colin Greenwood wspomina: "Podczas nagrań często żartowaliśmy, że jeżeli jakiś kawałek przeciągnie się poza 3 min. 50 sekund, to będzie znaczyło, że coś skopaliśmy, bo wyszła jakaś dłużyzna. Dowcip polega na tym, że nasz pierwszy singiel to najdłuższy utwór na płycie ("There There"). Został nagrany na żywo w Oxford. Wszyscy byliśmy strasznie napaleni, bo Nigel próbował zmusić Jonny'ego, żeby zagrał jak John McGeoch z Siouxsie And The Banshees. Wszystkie stare pryki w zespole były w siódmym niebie".

Pierwsze dźwięki na płycie to pierwsze odgłosy, które zostały zarejestrowane podczas pierwszej sesji w studiu Oceanway: Jonny podłącza gitarę do wzmacniacza, potem słychać stukanie laptopa, wszystko nagrane na żywo.

"To odgłosy naszego podłączania się do sprzętu i zaczynania wszystkiego od nowa". Efekt końcowy to najmocniejszy w historii zespołu album, prawdziwa bomba, która niesie bardzo bezpośrednie przesłanie: „żebyśmy wreszcie obudzili się z otępienia, wyszli z naszych bezpiecznych kokonów i zastanowili się, co tak naprawdę niesie nam nowe tysiąclecie."

"Hail To The Thief" to również tytuł książki opisującej niejasne okoliczności zwycięstwa George'a Busha w wyborach na Florydzie. Jednak cały świat pełen jest innych, jak to mówi zespół „równie podstępnych klientów", a Radiohead na nowej płycie kieruje na nich wszystkie reflektory.
Colin Greenwood jest bardzo zadowolony z wyników pracy: "Jedną z najlepszych rzeczy na tej płycie są według mnie słowa - pełne czarnego humoru i jednoznaczne. Nie bardzo martwię się tym, że Amerykanie mogą w ogóle nie kupić tej płyty ze względu na nasze jasne stanowisko w pewnych kwestiach. Ludzie powinni skupić się na sprawach o wiele ważniejszych niż dylemat, czy George Bush jest idiotą, czy nie".

Jego młodszy brat podziela tę opinię:"Nigdy w życiu nie nazwalibyśmy płyty na cześć jakiegoś pojedynczego wydarzenia politycznego, takiego jak wybór Busha. Płyta dotyczy rzeczy znacznie poważniejszych. Mam nadzieję, że przetrwa ona dłużej niż prezydent Bush, chyba że założy on jakąś dynastię, co zresztą wcale nie jest wykluczone. Thom śpiewa m.in. o tym, czy należy zmagać się z rzeczywistością. Jest tu dużo tekstów o uciekaniu, o unikaniu trudnych kwestii, o spuszczaniu głowy i czekaniu. Czasem każdy ma taki stosunek do rzeczy, na które nie ma wpływu. Żyjemy teraz w bardzo trudnych czasach, ale nie znaczy to, że płyta jest z naszej strony jakimś manifestem. Jest to raczej podsumowanie tego, co dzieje się w roku 2003."

Thom Yorke ma oczywiście własne przemyślenia na temat kontrowersyjnych treści na płycie:

"Nie musimy przemawiać do nikogo z ambony, ponieważ być może uda nim się to wszystko przekazać za pomocą tej płyty. Na początku w ogóle nie planowaliśmy, że będzie to jakiś protest. To by spłycało całą sprawę. Jak zwykle, po prostu pochłanialiśmy to, co dzieje się wokół nas. Tytuł płyty sięga znacznie głębiej niż jakaś zwykła anty-Bushowska propaganda. Jeżeli przez to wszystko ludzie zaczną palić nasze płyty, to trudno. Zapada zmierzch, mam wrażenie, że wszyscy znaleźliśmy się w ciemnościach....."

Do kolekcji

Artykuły użytkowników

    Brak artykułów