Czas żniw. Tom 2. Zakon Mimów - Shannon Samantha

Czas żniw. Tom 2. Zakon Mimów (okładka miękka)

Wszystkie formaty i wydania (3): Cena:
okładka miękka, 2015 30,99 zł
empik

Sprzedaje empik

Cena:
30,99 zł
Cena:
34,90 zł
Oszczędzasz:
3,91 zł (11%)
Koszt dostawy:
Salon empik - 0,00 zł
Produkt u dostawcy
Wysyłka  w  24 godziny
Dodaj do koszyka Kup teraz
Szybkie zakupy bez zbędnych formalności. Wybierz opcje dostawy, formę płatności i złóż zamówienie.
dostępność w salonie empik
Dodaj do listy

Dodaj ten produkt do jednej z utworzonych przez Ciebie list i zachowaj go na później.

Opis

Kontynuacja bestsellerowego cyklu!

Zrobili z nas przestępców.
Czas odzyskać, co nasze. 

Spektakularna ucieczka z kolonii karnej Szeol I ma tragiczny finał. Zaledwie garstce udaje się ukryć na ulicach Londynu. Sajon nie śpi. Czuwa. Każdy z ocalałych musi się mieć na baczności.

Paige, najbardziej poszukiwana osoba w całym Londynie, pragnie za wszelką cenę przekazać społeczności jasnowidzów informacje o Refaitach i Emmitach. Postanawia zwołać zebranie Eterycznego Stowarzyszenia. Czy najbardziej wpływowi przywódcy przestępczego syndykatu stawią się na wezwanie? Czy pogrążeni we własnych intrygach będą chcieli słuchać o rzekomych wytworach wyobraźni młodej dziewczyny?

Refaici wiedzą, że ich sekret nie jest już bezpieczny. Wyłaniają się z cieni, by wyeliminować zagrożenie. Paige musi się ukrywać. Nie może nikomu zaufać.

Rozpoczyna się polowanie na śniącego wędrowca.

Dane szczegółowe

Tytuł: Czas żniw. Tom 2. Zakon Mimów
Tytuł oryginalny: The Mime Order
Seria: Czas żniw
Autor: Shannon Samantha
Tłumaczenie: Kołek Regina
Wydawnictwo: Wydawnictwo SQN
Język wydania: polski
Język oryginału: angielski
Ilość stron: 544
Numer wydania: I
Data premiery: 2015-04-22
Rok wydania: 2015
Forma: książka
Indeks: 16744127

Recenzje

Kup, zrecenzuj i wygraj
średnia 4,6
5
50
4
19
3
4
2
0
1
0
Oceń:
W przypadku naruszenia Regulaminu Twój wpis zostanie usunięty.
59 recenzji
13-09-2017 o godz 13:41 Małgorzata Filipek dodał recenzję:
Pytanie numer jeden: Czy przeczytałeś/aś pierwszy tom serii? Jeżeli odpowiedź brzmi nie, to szybciutko zmykaj do lektury, nie ma na co czekać, a jeśli nie jesteś pewny czy chcesz po nią sięgnąć zapraszam do przeczytania mojej recenzji -TU. Jeżeli odpowiedź brzmiała brzmi tak, to gratulacje to był świetny wybór, co więcej zapewniam, że drugi tom jest równie dobry, co pierwszy, jak nie lepszy! Przede wszystkim jest inny. Paige nie tkwi już w Szeolu, kolonii ukrytej gdzieś z dala od ludzi. Wraz z grupą Ramarantów oraz częścią jasnowidzów zamieszkujących obóz zorganizowali ucieczkę. Poukrywani w różnych zakamarkach Londynu, muszą się zmierzyć z przeszkodami, jakie szykuje dla nich przywódczyni Refaitów - Nashira, która dziwnym trafem posiada władzę o wiele większym zasięgu niż przypuszczali. Teraz ulice Londynu są jeszcze bardziej niebezpieczne dla jasnowidzów. Co z tą sytuacją zrobi Zwierzchnik i przywódcy gangów? Do czego doprowadzą wewnętrzne spory? Jakie są plany Refaitów oraz jaką rolę odegra w tym Blada Śniąca? I wreszcie kim jest Czarna Ćma? W drugim tomie zostajemy zapoznani z hierarchią gangów jasnowidzów. Dowiadujemy się kto jest kim i jaką odgrywa rolę. Tym razem wkraczamy w świat politycznych gierek. Razem z Paige odkrywamy kolejne tajemnice, w tym jedną największą, która wstrząśnie londyńskim światkiem jasnowidzów. "Zakon mimów" pokazuje siłę ukrytą w manipulacji, jak łatwo można człowieka ogłupić, uniezależnić. Paige, w drugim tomie, musi dowiedzieć się komu tak naprawdę może zaufać. Nareszcie poznajemy trochę lepiej dwie kluczowe postaci w tej serii, czyli Jaxona Halla oraz Naczelnika. Co więcej w tej części rozkwita uczucie i pojawia się właściwy wątek romantyczny. I tutaj dziękuję autorce za brak trójkąta miłosnego! Nawiązując do ucieczki z kolonii i zniszczeń, jakie zostały tam dokonane, pojawia się nowe zagrożenie - Emmici. Do tej pory przyciągane przez Szeol zyskują wolność. Muszę przyznać, że to niezwykle wdzięczne i obrzydliwie brzydkie potworki, a do tego szalenie niebezpieczne, co zapowiada naprawdę wartką akcję w momentach, gdy się pojawiają. Będą oczywiście nowi bohaterowie, równie dobrze wykreowani, co Ci z poprzedniego tomu. Czytając drugą część serii nie raz zostaniecie zmyleni, a akcja potoczy się zupełnie innymi torami, niż przypuszczaliście. Mogę obiecać, że Londyn wchłonie Was bez reszty. "Zakon mimów" dostał ode mnie 8/10 gwiazdek i zapewnił kilka bardzo przyjemnych chwil z niesamowitą książką, którą zdecydowanie polecam!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
11-09-2017 o godz 16:58 Olmusia dodał recenzję:
Rzadko zdarza się, że kontynuacja jest lepsza od pierwszej części. jednak w tym wypadku śmiem stwierdzić, że właśnie tak jest. "Zakon Mimów" czyta się równie dobrze jak "Czas Żniw" - pomysł nie traci na świeżości, akcja nadal wartka. Ciekawie rozwinięte wątki i naprawdę wciągające intrygi polityczne - to moim zdaniem główne plusy drugiej części sagi S. Shannon. Książka z każdą stroną rozkręca się potęgując ciekawość co stanie się dalej. Z niecierpliwością oczekuję na trzeci tom! Niestety nie mogę dać maksymalnej oceny z uwagi na dużą liczbę błędów ortograficznych i interpunkcyjnych, które kłują po oczach - jednak nadal gorąco polecam.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
11-09-2017 o godz 13:34 Agnesja dodał recenzję:
„Zakon mimów” to długo wyczekiwana kontynuacja niesamowitego „Czasu żniw”, który zmieszał niepokojącą wizję przyszłości z całkiem nowym wątkiem fanastycznym i światem starannie wykreowanym od samej podszewki. Przyznam, że miałam wobec drugiej części serii spore oczekiwania, które niestety początkowo były powodem mojego zawodu. Całe szczęście, w porę wszystko wróciło do normy i ostatecznie otrzymałam opowieść z samych wyżyn fanastyki, chociaż i tak „Czas żniw” zdecydowanie góruje nad swoją kontynuacją. Paige Mahoney powraca do SajLo wraz z garstką jasnowidzów, którzy przetrwali ucieczkę z kolonii karnej Szeol I. Każdy z nich musi ukrywać się przed nieznającym litości dla odmieńców Sajonem. Paige pragnie powiedzieć wszystkim o mordach w kolonii i bezlitosnych rządach Refaitów, jednak nikt nie bierze jej słów na poważnie. Dopiero wtedy dziewczyna dowiaduje się, że większość mim-lordów martwi się jedynie o zyski i reputację. Dotychczasowe bezpieczeństwo zapewniane przez syndykat okazuje się być dla wszystkich odmieńców złotą klatką. Londyn potrzebuje nowego przywódcy, nowego Zwierzchnika, który położy kres władzy Refaitów, handlowi ludźmi i politycznym spiskom. A kto, jak nie Paige, lepiej sobie z tym poradzi? Akcja „Zakonu mimów” rozpoczyna się we wrześniu 2059 roku, praktycznie w tym samym miejscu, w którym z bohaterami rozstaliśmy się w poprzednim tomie. Widzimy tragiczny finał spektakularnej ucieczki z Szeolu I, ale powrót Paige powinien oznaczać ostateczne zwycięstwo. Niestety, kolejne karty powieści rozszarpują nasze nadzieje na drobne kawałeczki. Spokój, poukładanie spraw, zniszczenie zagrożenia – tego się spodziewamy. Tak naprawdę w tym tomie autorka ukazuje nam pewne tajniki Londyńskiego świata, niedołęstwo polityki i ogromną niesprawiedliwość. Pozornie poukładane życie jasnowidzów zostaje przekształcone w dobrowolne więzienie, a władza w obliczu zagrożenia, jakim jest Paige, posuwa się do najbardziej nieetycznych poczynań. „Zakon mimów” jest bowiem książką o poszukiwaniu wolności, o uzyskiwaniu nowej tożsamości na skutek buntu wobec świata, któremu powinno się być za wszystko wdzięcznym. Problem w tym, że wdzięczność dla świata a oddanie jemu swojego życia i tożsamości to zupełnie inne rzeczy. Wspomniałam już, że początkowo byłam lekturą zwyczajnie zawiedziona. Nie potrafiłam na nowo wciągnąć się w świat stworzony przez Samanthę Shannon, mój mózg jakby nie nadążał za wydarzeniami. Wydawało mi się, że przez pierwsze 200 stron zupełnie nic się nie dzieje, a poziom tej książki w odróżnieniu do poprzedniczki spadł na dno oceanu i pocałował muł. Może to moje wrażenie spowodowane właśnie niemożnością ponownego wniknięcia do historii z odpowiednią dawką dociekliwości, a może faktycznie fabuła potrzebowała w tym wypadu czasu aby rozkręcić się na dobre. Po przebrnięciu przez prawie połowę lektury, nagle coś się zmieniło i nie potrafiłam się od niej oderwać. Zaczęłam w końcu łączyć fakty, czuć napięcie i niepewność. Zrozumiałam sens politycznych intryg, jej związek z Refaitami i gangiem Szmacianych Kukieł. Akcja znacznie przyśpieszyła i już do końca nie pozwalała się nudzić. O końcówce już nawet nie wspomnę. Zamknięciu książki towarzyszyło wybałuszenie oczu. To był właśnie ten moment, kiedy twój mały świat się wali i masz ochotę spotkać się czołem z własnym biurkiem. No cóż, z jednej strony niezadowolenie i szok – z drugiej strony ogromna satysfakcja, że autorka odważyła się tak zaskoczyć czytelnika. Ja nie chcę, ja POTRZEBUJĘ kolejnej części, jak najszybciej. „Zakon mimów” to bardzo dobra książka, choć trochę słabsza od swojej poprzedniczki, nadal zasługuje na ogromne wyróżnienie wśród tego typu literatury. Moim skromnym zdaniem, „Miasto kości” do „Czasu żniw” się nawet nie umywa, chociaż każdy może mieć co do tego odmienne zdanie. Zdecydowanie polecam tą serię, świat stworzony przez Shannon to miejsce, które powinien odwiedzić każdy zwolennik obfitującej w zaskoczenia i emocjonującej lektury
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
07-08-2017 o godz 22:53 dodał recenzję:
Jestem zadowolona z poziomu drugiej części. Pomimo grubości, czyta się szybko, choć, podobnie jak 1 tom, jest dość skomplikowana. Na ogromny minus jednak zasługuje wydanie. Ilość błędów redakcyjnych, w tłumaczeniu, ale też i ortograficznych (!) zapiera dech w piersiach... Tak naładowanej błędami książki chyba jeszcze nie widziałam - na miejscu wydawnictwa zapadlabym się ze wstydu pod ziemię. Jeśli nie znając oryginału jednoznacznie z tekstu wynika, że nie została użyta poprawna forma czasownika i zdanie nie ma kompletnie sensu, to ktoś naprawdę nie przyłożył się do swojego zadania. Wielka szkoda, bo czytanie takiego tekstu tylko wkurza!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
09-07-2017 o godz 10:50 agaaa112 dodał recenzję:
Druga część jest jeszcze lepsza niż pierwsza. Zazwyczaj jest tak, że druga część jest gorsza od pierwszej i to dopiero w trzeciej części powraca akcja i zachwyt z pierwszej. Jednak ten schemat nie jest dla tej książki. Zakon Mimów jest o niebo lepszy od Czasu Żniw. Akcja zaczyna się tam, gdzie skończyła się w poprzednim tomie. Styl Shannon jest lekki i przyjemny. W tej części jest mega dużo zwrotów akcji. Jeśli już się gdzieś wydaje, że dzieje się coś dobrego autorka skutecznie zaciera to wrażenie. Akcja książki tez dzieje się szybko i jest ciągle stopniowo nakręcana. Mimo iż coś się dzieje niebezpiecznego później i tak akcja trzyma w napięciu do samego końca. Shannon nie spoczęła na laurach. Po mocnym uderzeniu z Czasem Żniw idzie za ciosem i dodaje nam więcej tej wspaniałej akcji w wykreowanym przez siebie światem. Londyn już nie jest taki piękny. Zrobiła z niego brutalny świat, który idealnie oddaje charakter książki. Oczywiście nie mogło się obyć bez zakazanego romansu, który nadawał jeszcze większe napięcie akcji, która się działa. Reszta recenzji już na blogu : http://ilovetravelingreadingbooksandfilms.blogspot.com/2017/07/39-recenzja-zakon-mimow-samantha-shannon.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
13-04-2017 o godz 18:14 ola0034 dodał recenzję:
Paige Mahoney udaje się uciec z kolonii karnej Szeol I i powrócić do Sajon Londyn,pod opiekę swojego mim-lorda Jaxona. Jest najbardziej poszukiwaną osobą w Londynie.Dziewczyna oczekuje,aby świat dowiedział się o istnieniu Emmitów i Refaitów,jednak jej pan nie zgadza się,co do tego pomysłu...Jest to początek wojny.. W książce ciągle się coś działo,akcja pędziła do przodu,ale niestety zdołała mnie zanudzić.Bardzo ciężko było mi się wgryźć i dopiero w połowie zaczęłam się wkręcać i nie miałam ochoty jej odkładać.Styl pisania autorki jest lekki i przyjemny,ale uważam,że opisy są czasami za długie i przynudzające.Zdecydowanie bardziej lubię dialogi(szczególnie Paige z Naczelnikiem). Bohaterowie są świetnie wykreowani i bardzo przyjemnie śledziło mi się losy głównej bohaterki.Najbardziej do gustu przypadł mi Naczelnik(lubię go od pierwszej części,ale jeszcze bardziej go pokochałam). Książka jest ładnie wydana,jednak Czas Żniw podoba mi się bardziej.Właściwie to sam pierwszy tom wywarł na mnie większe wrażenie i lekko się zawiodłam na drugim,lecz uważam,że tak czy inaczej warto przeczytać tę powieść.Zakończenie wprawiło mnie w osłupienie i nie mogę się doczekać trzeciego tomu. Myślę,że seria Czasu Żniw jest warta przeczytania i jest to naprawdę dobra fantastyka.Drugi tom był dla mnie słabszy,ale zakończenie było takie świetne!Świat,który wykreowała autorka jest bardzo ciekawy,ale myślę,że wzorowała się na Harrym Potterze i Igrzyskami Śmierci.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
07-04-2017 o godz 10:07 redgirlbooks dodał recenzję:
Paige Mahoney wraz ze swoimi przyjaciółmi i ocalonymi z koloni karnej Szeol I, wraca do Londynu. Niestety tylko garstce udaje się przeżyć. Dziewczyna zamieszkuje noclegownię I - 4, bo nie zdecydowała się wrócić do swojego mim - lorda Jaxona Hall. Nashira Sargas, która pociąga za sznurki w rządzie Sajonu za wszelką cenę chce odnaleźć dziewczynę. Wkrótce w całym Londynie są wyświetlane jej zdjęcia, a ona zostaje wrogiem publicznym. Paige, aby ochronić swoje życie jest zmuszona wrócić do Jaxona. Wie, że mężczyzna zapewni jej ochronę tylko w zamian za jej uległość. Dziewczyna wbrew jego woli nie zamierza siedzieć cicho. Sajon zamierza podwoić liczbę stróżów na londyńskich ulicach. W przygotowaniu jest Tarcza Czuciowa, która może być zagrożeniem dla jasnowidzów i świata. Rozpoczyna się również plan budowy kolejnej kolonii karnej. Paige chce, aby ludzie dowiedzieli się o zagrożeniu jakim są Rafaici i Emmici. Postanawia zwołać zebranie Eterycznego Stowarzyszenia, oraz wystąpić jako kandydat na stanowisko Zwierzchnika Syndykatu. Władza jaką niesie ze sobą ta ranga daje jej nadzieję na to, że społeczność jasnowidzów połączy się w obliczu zagrożenia. Do miasta dociera również Naczelnik i inni Rafaici, którzy są przeciw rodzinie Sargas. Czy połączą siły i uda im się usunąć zagrożenie? Jak rozwinie się relacja pomiędzy Paige, a Naczelnikiem? Jeśli ktoś myślał, że debiutancka autorka zawiedzie przy kolejnym tomie, to grubo się pomylił! Początek książki jest jakby kontynuacją poprzedniego tomu. Zaczyna się jeszcze w momencie, gdy grupa uciekinierów zmierza pociągiem do Londynu. Postać Jaxona Hall, która wcześniej była jedynie tłem, w tej części została wysunięta na pierwszy plan. Nadal poznajemy go tu jako nieodgadnionego faceta i tak będzie również przy końcu książki. I zapewniam Was, że jego postać jeszcze dużo namiesza. Paige to nadal dziewczyna, która troszczy się o siebie i o innych. Walczy o lepszy świat i nie jest bierna przed ewidentnym zagrożeniem. Jest silna i niezłomna. I tak jak każdy z nas ma swoje słabości i lęki. Jej postać jest taka ludzka, że nie da jej się nie lubić. No i teraz przejdę do mojej ukochanej postaci - Naczelnika. Chyba nikogo nie zdziwi, że uwielbiam tę postać! Twardy facet, który na co dzień ubiera maskę obojętności. Przez jego uczucia i myśli nie da się przeniknąć. Wciąż pozostał dla mnie wielką zagadką i obawiam się, że tak będzie nadal. Nie ukrywam, że z niecierpliwością czekałam, aż się pojawi. Autorka w tej części poprowadziła nas przez samo centrum Syndykatu. Pokazała nam zwykły dzień jasnowidzów, oraz ich lęki i strach przed zmianą swojego losu. ''Zakon mimów'' to drugi tom niesamowitego cyklu. Samantha postawiła wysoką poprzeczkę samej sobie, bo ten tom jest zdecydowanie lepszy od pierwszego. Akcja od początku prze do przodu, fabuła jest opleciona tajemnicami. Trzyma w napięciu, a czytelnikowi nie pozwala się oderwać. Wszystko dzieje się powoli, aby za chwilę nabrać dynamiki. Końcówka za to pozostawia wielki apetyt na kolejną część. Dla mnie to mistrzostwo. Z niecierpliwością czekam na trzeci tom, którego premiera już niedługo. Jestem ciekawa co dalej będzie z Paige i z Naczelnikiem. Czy znajdą sposób na bycie razem? Czy dziewczynie uda się zlikwidować zagrożenie? Do przeczytania!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
02-04-2017 o godz 22:29 magical_reading dodał recenzję:
Po wspaniałym debiucie „Czasu Żniw” - Samantha Shannon nie osiadła na laurach. Przygoda Paige wciągnęła mnie bardzo, że jak tylko dostałam Zakon w swoje ręce to przeczytałam ją niemal naraz. Ta seria to gratka dla niejednego fana literatury fantastycznej. Jeśli chcecie wiedzieć co sądzę na temat tej książki, zapraszam do recenzji. Ucieczka z kolonii karnej Szeol I na tragiczny finał. Tylko garstce ludzi udaje się ukryć w podziemiach Londynu. Sajon nie śpi. Każdy z uciekinierów musi mieć się na baczności. Paige jest najbardziej poszukiwaną osobą w Londynie, pragnie za wszelką cenę przekazać społeczności jasnowidzów informacje o Emmitach i Refaitach. Chce zwołać zebranie Eterycznego Stowarzyszenia. Ale czy wpływowi przywódcy odpowiedzą na wezwanie? Czy może pogrążeni we własnej sieci intryg nie będą chcieli wysłuchać o rzekomych wytworach wyobraźni dziewczyny. Refaici zdają sobie sprawę, że ich sekret przestał być bezpieczny. Paige musi się ukrywać, nikomu nie może zaufać. Z każdej strony czai się niebezpieczeństwo i wrogowie pragnący ją wyeliminować. Świat stworzony w Zakonie mimów jest równie skomplikowany jak w pierwszym tomie serii. Postaci, które kreuje Shannon są tak rewelacyjne, że brakuje słów na opisanie ich. Niebanalna fabuła sprawia, że czytelnicy nie mogą się oderwać od lektury. Czytając Czas żniw jak i Zakon mimów niesamowite rzeczy dzieją się z wyobraźnią. Nie jest to kolejna lekka książka, którą czyta się i odstawia w kąt. Ta książka skłania do myślenia, bowiem trudne słownictwo, rasy obcych pojawiające się w powieści. Żeby zrozumieć kto jest kim trzeba się wysilić i czytać ze zrozumieniem. Bardzo mi się to podoba, że autor stawia przed czytelnikiem wyzwanie. To bardzo intrygujące. Ale wiecie co najbardziej mi się podoba? Główna bohaterka wreszcie nie jest niedojrzałą, rozhisteryzowaną nastolatką. To budujące, że są jeszcze autorzy, którzy potrafią kreować bohateria, który mimo przeciwności losu nie użala się nad sobą i robi swoje. Samantha wykonała kawał dobrej roboty. Chociaż odnoszę wrażenie, że pierwszy tom bardziej mi się podobał. Nie czuję się zawiedziona ani trochę, jednak nie opuszcza mnie takie przeświadczenie. Fabuła, bohaterowie i dojrzały styl autorki (chociaż Samantha jest bardzo młoda) to niepowtarzalna mieszanka wybuchowa z przepisem na sukces. Tak sądzę. Dla wielbicieli serii mam ciekawą informację: Jesteście wielbicielami serii „Czasu Żniw”? Marzycie o autografie autorki? Macie do Niej jakieś pytanie? Mieszkacie w Warszawie lub Poznaniu? A może nie znacie jeszcze Paige oraz Naczelnika i czujecie, że to odpowiedni moment, aby ich poznać? Jeżeli choć na jedno pytanie odpowiedzieliście twierdząco, nie możecie przegapić tych wydarzeń! Taka okazja może się już nie trafić. Samantha Shannon wybierze się w tournée ze swoją najnowszą powieścią. 26 kwietnia autorkę będziecie mogli spotkać w warszawskim Empiku na premierze „Pieśni jutra” i 28-30 kwietnia na Festiwalu Fantastyki „Pyrkon”. Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu SQN. Agnieszka
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
29-03-2017 o godz 13:05 Kasiaczyta dodał recenzję:
"Rzadko kiedy opowieść zaczyna się od początku. Bywa jednak, że to właśnie koniec jest początkiem. Historia Refaitów i Sajonu zaczęła się przecież niemal dwieście lat przed moimi narodzinami-zatem dla Refaitów ludzkie życie jest równie krótkie jak pojedyncze uderzenie serca. Niektóre rewolucje zmieniają świat w ciągu jednego dnia. Inne trwają dziesiątki, setki lat, albo i dłużej, jeszcze inne nigdy nie dochodzą do skutku. Moja rewolta zaczęła się w jednej chwili od wyboru. Od zakwitnięcia kwiatu w ukrytym mieście na granicy światów. Potrzeba czasu, aby się przekonać, jaki będzie jej finał. Witajcie ponownie w Sajonie." Uciekając z Szeolu I i wsiadając do pociągu, który miał zabrać jasnowidzów do domu, żaden z nich nie wiedział, że ta ucieczka powiedzie się jedynie garstce. Wśród nich oczywiście znajduje się Paige, osoba dzięki której udało się rozbudzić wolę walki i nadzieję w jasnowidzach, którzy byli pod niewolą Nashiry. Mimo, że jedynie kilku osobom udaje się uciec i przeżyć , stają się oni najbardziej poszukiwanymi przestępcami w całym Londynie. Czy wszystkim uda się ukryć ? Cały Sajon, a także Refaici na czele z Nashirą polują na Śniącego Wędrowca. Jedyną osobą mogącą dać schronienie Śniącej jest jej Mim-lord - Jaxon. Paige chce zawiadomić całą społeczność jasnowidzów, że są oni w niebezpieczeństwie. Zagrożeniem nie jest Tarcza Czuciowa i Sajon, ale ktoś, kto pociąga za sznurki i stoi za okropnymi wydarzeniami, a także za powstaniem Szeolu I- rodzina Sargas. W tym celu zwołuje- wbrew woli Jaxona - zebranie Eterycznego Stowarzyszenia. Ma nadzieję, że jeśli najbardziej wpływowi przywódcy przestępczego podziemia Londynu zechcą wysłuchać jej historii o Refaitach i Emmitach, będą w stanie zjednoczyć się i stanąć do wspólnej walki. Niestety do żadnego spotkania nie dochodzi. Paige - zdeterminowana i zbuntowana, nie chce stracić szansy, którą dostała uciekając z piekła. Chcąc chronić innych, zaczyna walkę na własną rękę. "-Obojętność jest zabójcą. Większość ludzi rozumie to w taki sposób, że przeżyjemy, jeżeli nie będziemy się w to mieszać." Jeśli podobała mi się pierwsza część, to nie wiem co mam powiedzieć o drugiej.. To, że autorka trzyma poziom, to za mało. Czas żniw był wprowadzeniem w ten niesamowity świat, a Zakon Mimów ukazuje jego zepsucie. Zepsucie całego podziemia, a także rządu. Fabuła naszpikowana jest ogromną ilością intryg i nawet jeśli wszystko rozgrywa się wolniej niż w Czasie żniw to nie jest to nudna historia i w odpowiednich momentach przyśpiesza tak, że nie chciałam się od niej oderwać. Moim zdaniem dopiero w Zakonie Mimów Samantha Shannon rozwija skrzydła i zabiera nas w zapierającą dech w piersiach rzeczywistość w której przyszło żyć Paige. Ukazuje funkcjonowanie Kohort, role jaką każdy spełnia w swojej sekcji, pokazuje jak wygląda zwykły dzień jasnowidza na którego polują wszyscy, a także uwydatnia podział między siedmioma kategoriami jasnowidzów. Dla mnie to majstersztyk w czystej postaci. Czy Paige uda się coś zmienić w syndykacie? Kto odpowiedzialny jest za morderstwo, które przypisuje się Śniącej? Jak bardzo skorumpowany jest świat jasnowidzów? Jak daleko sięgają możliwości Nashiry? Ilu sprzymierzeńców ma Mahoney ? Czy Białemu Spoiwu zależy na Paige, czy jedynie na jej darze ? Jak potoczy się dalej historia z Naczelnikiem ? Czy dane jest im zbliżyć się do siebie tak bardzo jak tego chcą ? Czym jest Zakon Mimów ? Najlepszymi postaciami, które budzą jeszcze więcej pytań i sprawiają, że trzeba pokochać tą książkę są : - Paige, która naprawdę mimo, że cała historia opisana jest z jej perspektywy umie wyrwać nas z butów ;) - Jaxon, który w końcu nabiera wyrazistości, za czym idzie kompletny brak możliwości rozszyfrowania go . - Naczelnik, który dla mnie stał się jeszcze większą zagadką ! A byłam pewna, że już większą być nie może.. - Ivy, która zupełnie Was zaskoczy swoją opowieścią. Jedyne co mogę dodać, to wiadomość, że z niecierpliwością czekam na kolejny tom serii.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
26-03-2017 o godz 15:33 Natalia Katanowska dodał recenzję:
Samantha sprzedaje mi ogrom informacji za każdym razem, gdy sięgam po kolejne książki. Co jest plotką, a co fałszem? Jak odróżnić jeden spisek od drugiego? Najwyższy poziom gry w politykę gangów w jaką miałam przyjemność zagrać. Zabawa w zbieranie informacji i haków na przeciwników niekiedy sprawiała, że zarywałam noce. Czasami byłam tak blisko wskazania podejrzanego, że prawie omijałam swoją stację. W pośpiechu uciekałam przed zabójcami, tylko po to, by omal nie wywalić się jak długa na schodach w pociągu. Powiesz mi, że to tylko książka, dla mnie do gra. Gra w kto dłużej utrzyma się przy życiu. Wszystko narasta, akcja tworzy schodek po schodku piramidę wydarzeń i powiązań, by za moment zwalić mnie z samego czubka i zaserwować kaca. Czy czytanie tej książki jest przyjemne? Zdecydowanie, ale czy bezpieczne? Dla mnie niekoniecznie. Ale lubię ryzyko. A Ty? Nie spodziewałam się, że drugi tom może być lepszy od pierwszego, przecież Samantha już pokazała się z najlepszej strony - dała nam, czytelnikom, schemat kategorii jasnowidzenia, słowniczek pojęć i eteryczną listę piosenek do całej historii! A jednak myliłam się, bo poprowadziła mnie przez ciemne ulice Londynu, pokazywała mi najgorsze szumowiny, które mają władzę nad jasnowidzami. Miałam wrażenie, że szeptała mi wprost do ucha; "Czytaj szybciej, już zaraz na następnej stronie Ci wszystko wyjaśnię! Na następnej stronie się tyle dzieje, że to dziwne, że jeszcze Cię tam nie ma!". Czy polecam książkę? Jak najbardziej, o ile macie cały dzień, by ją czytać. Ona nie pozowli Wam odłożyć się na półkę. Natu
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
14-09-2016 o godz 10:28 kastepien dodał recenzję:
Nieczęsto zdarza się, że kolejny tom serii jest zupełnie inny od poprzedniego. Zazwyczaj autorzy poruszają się wokół tych samych problemów, w tym samym świecie i na tym samym tle. Tak nie zdarzyło się w przypadku kontynuacji bestsellerowego Czasu żniw. Co było inaczej? Czy Samantha Shannon zdołała utrzymać stworzony w pierwszej części magiczny klimat?

Po ucieczce z kolonii karnej, Szeolu I, Paige wraca do Siedmiu Pieczęci. Jest poszukiwana w całym Londynie, a jej mim-lord może zapewnić jej pozycję i bezpieczeństwo. Dziewczyna stara się pogodzić obowiązki faworyty z chęcią udowodnienia wszystkim jasnowidzom, że Refaici istnieją i stanowią ogromne zagrożenie. Czy jej się to uda?

W pierwszej części serii Samantha Shannon skupiła się na prezentacji wykreowanego przez siebie świata. Ukazała wielu bohaterów, podzieliła je na "grupy" według ich zdolności, przedstawiła złożony system klasowy społeczeństwa wróżbitów i jasnowidzów. Akcja pędziła przed siebie już od pierwszej strony, rzadko pozwalając czytelnikom na złapanie dłuższego oddechu. W Zakonie mimów natomiast jest już spokojniej. Na pierwszy plan wychodzi polityka i intrygi. Główna bohaterka, choć nie pragnie władzy i sławy, chce zapewnić wszystkim bezpieczeństwo. Odkrywa kolejne niesprawiedliwości władz i licznych spisków. I choć w książkach fantasy jestem zwolenniczką szybkiej, porywającej akcji, takie poprowadzenie fabuły również mi się spodobało. Choć jest spokojniejsza, zachowała dynamikę Czasu żniw. Razem z główną bohaterką odkrywamy kolejne punkty ogromnej układanki. To powieść dopracowana w najdrobniejszych szczegółach, nieprzewidywalna, zaskakująca na każdym kroku.



Brakło tu jednak magii, która wylewała się ze stron Czasu żniw. Autorka mniejszą uwagę poświęciła samym wróżbitom i jasnowidzom, posiadanym przez nich umiejętnościom. Przez to książka nieco traci. Nie mamy okazji przypatrywać się, jak wykorzystują swoje zdolności, jak je rozwijają.

Poza dominującym, politycznym wątkiem, autorka poruszyła temat oddania, przyjaźni i miłości. Najbardziej skupiła się na lojalności wobec mim-lordów, na tworzących się więziach pomiędzy członkami jednego gangu. Skontrastowała ze sobą różne relacje, np. samą kwestię wierności - tej ślepej i bezgranicznej z tą kierującą się rozsądkiem i niewychodzącą poza wyznawane wartości. Wszystkie związki pomiędzy postaciami są przemyślane.


Na uwagę zasługuje również samo wydanie książki - od pięknej, przyciągającej wzrok czerwonej okładki, po dodatki w środku. Znajdziemy tu mapkę ułatwiającą poruszanie się po świecie wykreowanym przez Shannon, słowniczek pojęć nie pozwalający na zgubienie się wśród nowych nazw oraz rozbudowana tabela Siedem kategorii jasnowidzenia przedstawiająca rodzaje jasnowidzów i wróżbitów.

Zakon mimów to świetna kontynuacja Czasu żniw. Pozbawiona przewidywalności i luk w fabule. Złożona, dopracowana i zaskakująca. To powieść o pozostawaniu wiernym wyznawanym wartościom, o przyjaźni i oddaniu - państwu, władcy, ale przede wszystkim - sobie. Polecam!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
23-03-2016 o godz 13:08 Emilia dodał recenzję:
Shannon trzyma fason 1 tomu. Kocham tą serię, niecierpliwie czekam na 3 tom. Bardzo wciąga, pomimo szkoły pochłonęłam w jedną dobę.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
03-12-2015 o godz 15:56 beemyangel dodał recenzję:
"Nadzieja to fundament rewolucji. Bez niej jesteśmy tylko prochem, który czeka, aż porwie go wiatr"

To właśnie dzięki nadziei i niezwykłej determinacji Paige wraz z innymi jasnowidzami ucieka z koloni karnej Szeolu I i powraca jeszcze silniejsza do Londynu. Jej celem staje się ujawnienie całej prawdy o Refaitach i Emmitach. Usiłuje więc zwołać spotkanie Eterycznego Stowarzyszenia, aby ochronić Londyn. Jednak nic nie idzie po jej myśli. Z braku dowodów nikt nie chce uwierzyć dziewczynie. Sprawy nie ułatwia również fakt, że jej mim-lord, Jaxon Hall, sprawia wrażenie niezainteresowanego całą sprawą a nawet zabrania Paige mówić o tym co ją spotkało. Na domiar złego Blada śniąca jest najbardziej poszukiwaną osobą w całym Sajon Londyn, którym kieruje rozwścieczona Nashira. Największy wróg Paige. Zbuntowana Mahoney nie zważa na to i postanawia zacząć walkę na własną rękę.

Początek Czasu Żniw chyba każdemu dał się we znaki. Żeby wbić się w książkę musiałam czekać prawie do jej połowy. Jadnak na tym kończą się minusy pierwszego tomu, którym Samantha Shannon podbiła moje serce. Natomiast w Zakonie Mimów cudownie wykreowany świat, niesamowici bohaterowie i rozwijający się talent pisarki od samego początku nie pozwala na oderwanie się od książki.

W pierwszej części oglądaliśmy tylko zarys Sajonu. Teraz o wiele jaśniejsze staje się funkcjonowanie "podziemnego" świata jasnowidzów, ich życia codziennego, podziału i roli. Coraz bardziej widoczna staje się także ogólna wymowa serii mocno odnosząca się do władzy, polityki i podziału klas społecznych. Nie da się ukryć że atmosfera drugiego tomu jest dużo mroczniejsza od poprzedniego, która swoje źródło ma właśnie w rozgrywkach politycznych – zarówno tych wielkich, państwowych; jak i związanych z poszczególnymi kohortami i sekcjami.

Bohaterzy książki zaskakują i intrygują na każdym kroku. Paige to twarda dziewczyna, która nie czeka na ratunek tylko walczy o swoje. Jej spontaniczność zaradność a także zimna krew sprawiają, że nie da jej się nie kochać. Postać Jaxona także nabiera barw. Przeraża i fascynuje jednocześnie a co najważniejsze do końca nie da się go rozszyfrować. Jednak największą zagadką tej serii stanowi dla mnie Naczelnik, którego oczywiście pokochałam. Jego motywy działań są niejednoznaczne i ciągle nie do końca wiadomo w jaką grę próbuje on grać z Paige. Tak ten idealny wątek miłosny. Pomimo że stanowi drugie tło tej książki śledzę go z przejęciem.

Podsumowując Zakon Mimów to świetna kontynuacja serii, którą polecam każdemu z całego serca. Autorka imponuje kreacją świata i dbałością o detale , dobrze skonstruowaną fabułą i zaskakującym zakończeniem, które sprawia, że natychmiast chce się więcej. Pozostaje więc jedynie czekać na trzeci tom serii ("The Song Rising"), którego premiera przewidziana jest na listopad przyszłego roku.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
20-11-2015 o godz 21:49 musicJackob dodał recenzję:
http://nieortodoksyjny.blogspot.com/2015/11/zakon-mimow-recenzja.html

Paige Mahoney po ucieczce z koloni karnej Szeol I powraca do Londynu, gdzie decyduje się dalej pracować dla swojego mim-lorda Jaxona. Po tragicznych wydarzeniach, jakie miały miejsce w po porwaniu, Paige postanawia poinformować świat o istnieniu Refaitów, a także o krwiożerczych bestiach zwanych Emmitami, jednak niektóre osoby z jej otoczenia nie dają wiary w opowieści o tych niezwykłych stworzeniach i starają się, by informacje te nie ujrzały światła dziennego. Paige będzie musiała zawalczyć o prawdę i stawić czoła wielu innym wyzwaniom, bowiem dochodzi do tragicznego morderstwa, które rzuca na nią podejrzenia. Dodatkowo nasza mała Śniąca (czyli Paige) poszukiwana jest przez cały Sajon. Czyżby Nashira maczała w tym palce?

Tym razem nie ma już wstępów i zapoznawania z poszczególnymi bohaterami. Akcja od samego początku mocno prze do przodu, a sama atmosfera jest napięta niczym struna w dobrze nastrojonej gitarze. "Zakon Mimów" w przeciwieństwie do poprzedniej części pozwala czytelnikowi zwiedzić Sajon i to jest właśnie element, którego zabrakło mi w Czasie Żniw, w którym mogliśmy zaledwie uszczknąć tego niezwykłego miejsca. Tym razem każda ulica i każdy ciemny zaułek staje przed nami otworem. Londyn, który został obrócony przez autorkę o sto osiemdziesiąt stopni jest czymś tak intrygującym, że możliwość jego bliższego poznania go stanowi niezwykłą przyjemność. Przy okazji o wiele jaśniejsze dla czytelnika staje się funkcjonowanie "podziemnego" świata jasnowidzów, ich życia codziennego, podziału i roli. Coraz bardziej widoczna staje się także ogólna wymowa serii mocno odnosząca się do władzy, polityki i podziału klas społecznych na lepsze i gorsze i chociaż "Zakon Mimów" zgrabnie wpisuje się w kanon modnych obecnie młodzieżówek, nadal zaskakuje, podsuwając nietuzinkowe rozwiązania i zakończenie, które mówiąc wprost... zlasowało mi mózg. Ta obszerna powieść oferuje coś innego niż "Czas Żniw" w wyniku czego nie nudzi, lecz elektryzuje w taki sposób, że ciężko się od tej książki oderwać.

O ile "Czas Żniw" miał za zadanie zbudowanie twardego gruntu pod nogami, o tyle "Zakon Mimów" pozwolił autorce rozwinąć naprawdę pokaźnych rozmiarów skrzydła i mam dzięki temu ogromną nadzieję, że kolejne tomy utrzymają tendencję wzrostową i pozwolą Samanthcie Shannon wzbić naprawdę wysoko. Jeżeli czytaliście już "Czas Żniw", koniecznie musicie sięgnąć po jego kontynuację. Nawet jeśli pierwszy tom Was nie porwał to gwarantuję, że "Zakon Mimów" mimów nadrobi wszelkie braki, bowiem w porównaniu do poprzednika jest jeszcze lepsza część, dojrzalsza i przy tym treściwsza. Pozostaje jedynie czekać na trzeci tom serii ("The Song Rising"), którego premiera ponoć dopiero w listopadzie przyszłego roku.

Ocena książki: 9/10

Plusy:
-całość lepsza od Czasu Żniw
-niesamowite zakończenie
-rozbudowana fabuła
-możliwość lepszego poznania Sajonu

Minusy:
-brak
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
01-11-2015 o godz 08:03 mamnamyszy dodał recenzję:
Nastanie mrocznej przyszłości to dosyć specyficzny temat, który ma bardzo wielkie grono odbiorców zachwyconych czarnymi scenariuszami pisarzy, niemniej jednak nie wszystkim przypada do gustu powieść przedstawiająca tak nierealne "jutro" naszego świata. Pomimo to, na półkach księgarni wciąż przybywa lektur, które obrazują kolejne lata bytowania człowieka na Ziemi, ukazując każdy element przyszłej wizji miast, życia, szarej rzeczywistości oraz różnego rodzaju dodatków fantastycznych, co naprawdę może zainteresować niejednego wymagającego czytelnika poszukującego szczypty wrażeń. Samantha Shannon to jedna z tych przewodniczek, która zaprasza na wycieczkę do mrocznego Londynu, miasta zmieniającego się na przestrzeni lat w ogromy dom dla jasnowidzów, którzy wcale nie są w nim mile widziani...

"Zakon Mimów" to kolejna powieść pióra Brytyjki, Samanthy Shannon, która rozpoczęła swoją karierę w świecie literatury od wydania bestsellerowego tomu zatytułowanego "Czas żniw", zyskując tym rzesze fanów i sławę godną najbardziej doświadczonych artystów powiązanych z rynkiem książkowym. Już na samym wstępie muszę zaznaczyć, że jestem całkowicie zachwycony wszystkim, co przedstawia czytelnikom ta młoda pisarka, która w tak umiejętny sposób manipuluje wyobraźnią i emocjami ludzi, że dokładnie każdy powinien zapoznać się z jej twórczością. "Zakon Mimów", kontynuacja serii Czas żniw, znów zabiera nas do Londynu, w którym główna bohaterka powraca do sił po dosyć ciężkich przeżyciach w jednym z obozów dla jasnowidzów. Trzeba tutaj zaznaczyć, iż historia ta po raz kolejny zaczyna się z zadziwiającym tempem. Właśnie to jedna z tych istotnych kwestii, która znacznie wyróżnia tę powieść od innych. W wielu powszechnie nam znanych kontynuacjach serii można dostrzec małe notatki pomagające czytelnikowi przypomnieć sobie dane kwestie z poprzedniego tomu. W tym przypadku autorka nie miała czasu na tego typu zabieg, fakt, zdarzały się sytuacje, w których główna bohaterka nawiązywała bezpośrednio do sytuacji wydarzonych w pierwszym tomie, aczkolwiek było to idealnie wkomponowane w cały zarys i kompozycję fabuły oraz nie charakteryzowało się to sztucznością ani nie było streszczeniem. Co więcej, budowa schematu powieści jest dla mnie totalną zagadką i muszę stwierdzić, że to właśnie takich książek od dawna poszukiwałem, by zaspokoić swoją wygłodniałą wyobraźnię. Po pierwsze, kreowanie napięcia i zastosowanie pewnego rodzaju "supła" z postrzępionych zagadek było, według mnie, istnym strzałem w dziesiątkę, bowiem posmakowało to lekką nutą kryminalnego schematu, który zawsze jest nie do rozszyfrowania. W tym przypadku było tak samo. Pomimo moich szczerych prób domyślania się, tworzenia własnych teorii wyjaśnienia zabójstw, kompletnie nic się nie ziściło. "Zakon Mimów"to lektura, która cała przepełniona jest po brzegi wartką akcją, porywającą czytelnika i trzymającą go w napięciu. To właśnie kolejna sprawa, wyróżniająca tę powieść, nie jest ona wcale nudna, ale także nie jest przesycona prawdziwą nawałnicą intryg. Wprost przeciwnie, z biegiem stronic wciąż żąda się więcej i pojawia się swego rodzaju uzależnienie. Natomiast przedstawiając sytuację głównej bohaterki w drugiej części przygód, Paige Mahoney, można prędko zauważyć, że znów powraca do szarej rzeczywistości Londynu, która z każdym dniem nabiera kolorytu. Z jednej strony ciągła sprawa dotycząca Refaitów nie daje jej spokoju, musi znaleźć Naczelnika, zdecydować o pobycie w Siedmiu Pieczęciach, a także musi sprostać kolejnym problemom, które doprawdy wyrastają przed nią spod ziemi. W tej kwestii przyznaję, że naprawdę każdy element, bądź zabieg zastosowany w książce jest tak przemyślany i precyzyjny, iż czystą przyjemnością jest przeczytać 544 strony, a w rzeczywistości po ich przewertowaniu mamy ogromny głód dalszych przygód, który chcielibyśmy jak najszybciej zaspokoić. Jedno jest pewne, "Zakon Mimów" to istna bomba, której eksplozja jest niesamowicie piękna.

Reasumując, "Zakon Mimów" to naprawdę idealna kontynuacja serii Czas żniw, w której możemy spodziewać się wszystkiego, bowiem autorka wciąż bombarduje nas intrygami, które pomimo swojej natury burzenia planów, są naprawdę wspaniałe i pomysłowe. Zestawienie szybkiej akcji i naprawdę wspaniałej historii jasnowidzów Londynu z dodatkiem fantastycznej woni czyni tę powieść naprawdę wyjątkową, która od początku hipnotyzuje i uzależnia czytelnika. Serdecznie polecam!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
26-10-2015 o godz 20:59 Maadziuulekx3 dodał recenzję:
Po sześciomiesięcznym więzieniu w kolonii karnej Szeol I nastąpiła spektakularna ucieczka. Odmieńcy połączyli siły, tak by wydostać się z nienawidzonego miejsca. Wszyscy pokaleczeni, zranieni, postrzeleni, ale w miarę szczęśliwi bo w końcu wyrwali się z niechcianego i złego Szeolu. Jednak szczęście w nieszczęściu otrzymuje nieliczna garstka, której udaje się ukryć na ulicach Londynu. Ale to jeszcze nie koniec kłopotów w życiu ocalałych. Każdy z nich musi się mieć na baczności, Sajon nie dopuści do tego by ktoś dowiedział się o Szeolu I. Będą próbowali za wszelką cenę odnaleźć Paige, oraz innych jasnowidzów, którzy uciekli, by w końcu sprzątnąć ich z powierzchni ziemi. Dlatego strach nie spędza im snu z powiek, boją się wyjść poza mury swoich schronień, paraliżujący lęk nie pozwala im zapomnieć o tym co się wydarzyło.

Paige, najbardziej poszukiwany jasnowidz w całym Londynie nie chce siedzieć spokojnie i pozwolić Sajonowi decydować jak ma wyglądać jej życie. Dlatego postanawia za wszelką cenę przedstawić społeczności jasnowidzów informację o Refaitach, Emmitach, jak byli traktowani w niewoli i co skutkuje, gdy pozwolą im sobie wejść na głowę. Postanawia zwołać zebranie Eterycznego Stowarzyszenia. Nie chce się poddać bez walki, bo gdyby się tak stało to ,,oni" wygrają. Nie wie, czy jasnowidze mogą walczyć z Refaitami i w jaki sposób, ale jedno było pewne, nie poddadzą się tak łatwo i wytępią pasożyty. Czy im się uda? Czy najbardziej wpływowi przywódcy przestępczego syndykatu stawią się na wezwanie? Czy w ogóle zechcą wysłuchać tego co Paige ma im do powiedzenia? Uwierzą jej? Nie dowiecie się jeżeli nie przeczytacie.

Czy pamiętacie Paige, która potrafiła dostać się do zaświatów przez senny krajobraz? Nie? To wam przypomnę. Główna bohaterka wraz z innymi jasnowidzami trafiła do Szeol I. Tam przez sześć miesięcy żyje pod czujnym okiem Naczelnika. Szeol I to miejsce do którego nikt nie chciałby trafić. Jednak, gdy się to już stanie, bardzo trudno się z niego wydostać. Cały teren jest zaminowany, a w niektórych miejscach stacjonują nieznane stwory Emmity, z którymi nikt nie chciałby mieć styczności. Żeby przeżyć trzeba robić to co każą Refaici, kto się sprzeciwi otrzymuje kary cielesne, wstrzyknięcie fluxu do organizmu, albo co gorsza- śmierć. Jednak Paige nie poddaje się, walczy z przeciwnościami losu i pomaga wydostać się nie tylko sobie, ale także nielicznej grupce z okropnego miejsca. Teraz dopiero zaczyna się zapierająca dech akcja. Trzeba przekonać innych do istnienia Szeolu tak by go w końcu obalić jak i Refaitów, nie dać się Sajonowi omamić i walczyć o swoje prawa. Jednak nie będzie łatwo. Czy Paige sobie poradzi?

Kolejny raz mogłam powrócić do cudownie wykreowanego świata, który znowu zaskarbił sobie moje serce. Nie zabrakło bogatych opisów, zaskakujących detali, dopracowany w najmniejszych szczegółach, pełnych emocji i niekończącej się akcji. Wciąż zaskakuje mnie wyobraźnia autorki, stworzyła coś niesamowitego. Nowy świat, który z przejęciem i dokładnością chce nam przekazać, zobrazować, tak byśmy wraz z nią przeżywali coś niezwykłego. ,,Zakon Mimów" to kolejna cudowna część trzymająca w napięciu, pełna akcji, niekończącej się adrenaliny. Autorka utrzymała taki sam poziom. Zaskakuje, zadziwia, szokuje, doprowadza do złości. Czytelnik nie jest w stanie oderwać się od powieści. To istny kalejdoskop wydarzeń, który od pierwszej karki pochłania do reszty.

Większość osób wspominała mi, że książka ,,Zakon Mimów" jest bardzo słaba i nie ciekawa tak jak pierwsza część, jednak ja się nie mogę z nimi zgodzić. Moim zdaniem autorka dalej utrzymuje wysoki poziom. Obie części są bardzo ciekawe i dopracowane w detale. Przyjemnie i szybko się je czytało, chęć poznania co się wydarzy dalej popychała czytelnika coraz bardziej w głąb powieści. Książka mnie nie nudziła, nie sprawiła zawodu, zachęciła mnie do wyczekiwania na dalszą część, która mam nadzieję szybko się niebawem pojawi. Jednym słowem autorka sprawiła, że mam książkowy niedosyt i pragnę więcej. Powieść gorąco polecam i zachęcam do zapoznania się z niezwykłym światem Sajonu, który zaskoczy i zadziwi każdego.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
05-10-2015 o godz 18:54 Clevleen dodał recenzję:
Ludzie starają się ukryć swoją inność. Udają zupełnie przeciętne osoby, prowadzące przeciętne życie, mające przeciętne umiejętności. Nie wychylają się z tłumu. A może czasami warto zawalczyć o swoją inność? O wolność bycia sobą.

Po widowiskowej ucieczce z kolonii karnej, Peige jest najbardziej poszukiwaną osobą w Londynie. Ponadto londyńska społeczność jasnowidzów - Syndykat - przeżywa kryzys wewnętrzny. Czy Peige uda się w tym wszystkim odnaleźć siebie? Czy jasowidzowie będą w końcu pełnoprawnymi obywatelami?

Słowa dodają skrzydeł nawet tym zdeptanym, załamanym i pozbawionym nadziei

Od razu po przeczytaniu pierwszego tomu chciałam przeczytać drugi. Dlatego też od razu sięgnęłam po Zakon Mimów. Spodobał mi się on jednak trochę mniej niż pierwszy tom. Dlaczego? Tego dowiecie się niżej.

W tym tomie poznajemy dokładniej społeczność Londynu oraz zasady w nim panujące. Autorka wyjaśnia to dosyć dokładnie, ale nie nudzi czytelnika opisami prawa, które przeplatają się z pędzącą do przodu akcją. Jest to idealnie wyważone połączenie. Czytelnik poznaje świat, a jednocześnie ciągle coś się dzieje, ciągle jest czymś zaskakiwany i nie ani chwili na odpoczynek. Wielki plus za to.

Jednak, z przykrością, muszę stwierdzić, że Shannon trochę pogubiła się z postaciami, a właściwie tylko z jedną - moją ulubioną. Z inteligentnego, honorowego, borykającego się ze śladami przeszłości Naczelnika zrobiła tkliwego i wrażliwego chłopczyka. I jak w pierwszym tomie go kochałam, tak w tym szczerze znienawidziłam. Ujęło to w moich oczach tej powieści. I była to jedyna wada jaką zauważyłam.
Inne postaci były wykreowane bardzo dobrze.. Peige przeszła ogromną przemianę, a charakter Siedmiu Pieczęci został oddany perfekcyjnie. Tym bardziej nie rozumiem sposobu stworzenia Naczelnika.

-Czasem zastanawiam się co jest gorsze. - Nick się zadumał - Nieświadomość czy zostanie przez nią pokonanym"

Język,którego użyła Shannon jest lekki. Wplotła treść słowa ze slangu jasnowidzów. Na szczęście są one łatwe do zrozumienia, a jeżeli nawet ktoś by się w tym wszystkim pogubił, z tyłu książki znajduje się słowniczek.

Wydawnictwo przyłożyło się do wydania tej książki. Okładka jest minimalistyczna i prosta, a jednocześnie światnie oddaje klimat powieśći i intryguje. Czcionka sprzyja szybkiemu czytaniu, a na końcu jest pakiet dodatków, dzięki ktorym dużo łatwiej jest nam zrozumieć świat wykreowany przez autorkę.

Jeżeli masz ochotę na kilka godzin pełnych nieprzewidywalnych zwrotów akcji, wątpliwości i intryg sięgnij po tą książkę jak najszybciej!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
24-09-2015 o godz 15:05 Triskel dodał recenzję:
"Zakon Mimów" od razu przyciąga krwiście czerwoną okładką, która została wykonana bardzo ciekawie i z pomysłem. Powracamy do cyklu "Czas Żniw", głośnego debiutu Samanthy Shannon, Londyńskiej powieściopisarki, która zaczarowała wielu czytelników niemal na całym świecie. Prawa do ekranizacji wykupiło 20th Century Fox, więc jest szansa, że doczekamy się ekranizacji. Wierni czytelnicy czekali z niecierpliwością na kolejne losy Paige Mahoney. Czym tym razem zaskoczy nas autorka?

Z okrutnej kolonii karnej Szeol I ucieka Paige Mahoney, stając się najbardziej poszukiwaną osobą w Londynie. Po ciężkich przeżyciach, zmęczona i przestraszona musi uciekać, czując na plecach oddech pogoni. Mim-królowe i mim-lordowie dostają zaproszenie na niecodzienną uroczystość, a Sajon patrzy swym czujnym okiem na Paige Mahoney. Intrygi, podstępy i knowania mnożą się jak robactwo. Sprawiając że, z posępnych cieni zaczynają wyłazić Refaici. Jakby tego było mało w społeczności jasnowidzów dochodzi do rozłamu, a Siedem Pieczęci wraz z Jaxonem Hallem postanawiają zrobić coś iście spektakularnego.

Kontynuacja trzyma poziom, a akcja nie zwalnia ani na moment. Wciągając czytelnika w opisywane perypetie Paige Mahoney, która z każdą przewróconą stroną wplątuje się w coraz większe tarapaty. Niektóre wątki zostają wyjaśnione aby rozpocząć kolejne, sprawiając jeszcze większą ciekawość czytelnika. Dowiemy się nowych faktów o Refaitach oraz Sajonnie. Książka pisana jest jak i w poprzednim tomie, językiem barwnym i bogatym. Czyta się szybko i z przyjemnością. Wciągające wątki fabularne rozkręcają się z biegiem opisywanej historii, aby w końcówce zaskoczyć czytelnika. Zakończenie, które otwiera drogę do części trzeciej daje zapowiedź tego czego będziemy mogli się spodziewać w kolejnym tomie. Nie mogę się już doczekać kolejnych losów Paige i jasnowidzów. Autorka z pewnością nie raz nas jeszcze czymś zaskoczy. Fabuła zawarta w powieści jest zaskakująca i wciągająca, z całą pewnością sięgnę po kolejny tom z pod pióra Samanthy Shannon.

"Zakon Mimów" to znakomita kontynuacja, świat wykreowany przez autorkę zaskakuje i wciąga. Cykl "Czasu Żniw" dostarcza powiewu świeżości na rynku oraz dostarcza miłośnikom fantasy i dystopii mocnych wrażeń. Młoda bohaterka przyciąga autentycznością, a inni bohaterowie zaskakują różnorodnością charakterów. Jak choćby Naczelnik Refaita przypominający z wyglądu wampira. Miłość, walka, intrygi i knowania emocjonują z każdą przewróconą stroną. Jak najbardziej polecam.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
20-09-2015 o godz 15:34 Karolina Matecka dodał recenzję:
Drugi tom zaczyna się w momencie zakończenia pierwszego. Autorka wrzuca nas w sam wir akcji i nie daje odetchnąć aż do końca! Akcja, akcja i jeszcze raz akcja! ,,Zakon Mimów" utrzymuje genialny klimat z pierwszego tomu. Samantha Shannon stworzyła bardzo dopracowany świat i w tym tomie możemy bardziej go poznać i zrozumieć panujące w nim zasady. Pomimo ogromnej ilości akcji pojawia się też wątek miłosny, który jest idealnie wpleciony w całą historię. Delikatny, ale wciąż ważny. Gdy doszłam do momentu kulminacyjnego, czyli ostatniej strony po prostu nie mogłam się pozbierać i dalej nie mogę! W głowie pojawiło mi się milion pytań!JAK?!

Paige ewoluowała. Stała się bardziej dorosła i odpowiedzialna. Jej postępowanie coraz mniej mnie irytowało i nawet ją polubiłam! Naczelnik dalej jest cudowną postacią. Zdecydowanie moją ulubiona. Relacja pomiędzy nim, a Paige stopniowo się rozwija i intryguje. W tej części poznajemy bliżej Jaxona, czyli mim-lorda Paige, który także bardzo mnie zainteresował i ciągle próbuję go rozgryźć.Każda z postaci w Zakonie Mimów ma swoją rolę i nie jest w żaden sposób pominięta.

Pióro Samanthy Shannon jest za razem lekkie i dojrzałe. Autorka tworzy bardzo plastyczne opisy, dzięki którym w wyobraźni maluje nam się bardzo realistyczny obraz Sajonu. W ogóle nie czuć tych ponad 500 stron, a wręcz chce się by było ich jeszcze więcej i więcej!

Krwisto czerwona okładka idealnie oddaje to co dzieje się w powieści, bo krwi jej nie brakuje. Okładka przyciąga i intryguje czytelnika.W środku znajdziemy mapy Sajonu, listy jasnowidzów, słowniczek trudnych pojęć i wiele innych dodatków pomagających nam wkręcić się w serię i jeszcze bardziej zrozumieć jej zasady. Cudo!

Drugi tom okazał się jeszcze lepszy od pierwszego. Samantha Shannon sprawiła, że oczekiwanie na następny tom będzie bardzo,bardzo trudne. Bierzcie się za tę serię jak najszybciej. Nie pożałujecie!

Za egzemplarz serdecznie dziękuję wydawnictwu Sine Qua Non!

Recenzja z bloga: http://love-ksiazki.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
15-09-2015 o godz 14:32 Agnieszka Mazur dodał recenzję:
Jeśli czytaliście "Czas Żniw" wiecie, że tę książkę trzeba przeczytać. Ale chyba nie jesteście sobie w stanie wyobrazić, co znajdziecie w "Zakonie Mimów". Ta książka jest po prostu perfekcyjnie dopracowana, a fabuła wciska w fotel. Polecam!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
11-09-2015 o godz 14:10 recenzent.com.pl dodał recenzję:
Zawilec wieńcowy to biblijny symbol krótkiego życia człowieka. U Shannon stanowi także arsenał przeciwko nieśmiertelnym Refaitom. Chwila przeciwko wieczności. Tak sugestywny i bogaty znaczeniowo kontrast nie mógł pozostać niewykorzystany. To on, jak sądzę, stał się podstawą dla okładki „Zakonu mimów”. Złoty szkic przedstawia, moim zdaniem, zawilca właśnie, a owady (biały i czarny) to symbol przemiany bohaterki, jasny dopiero po zakończeniu lektury. Intensywnie czerwone tło nie może być niczym innym jak przelaną krwią, wznieconym buntem i subtelną, acz ważną, przemianą niektórych sennych krajobrazów. Obwoluta, która jest czymś więcej, niż tylko ładną fotografią – czy można w tej materii zapragnąć czegoś więcej?
Ból, strach, cierpienie, bezsilność, głód i działanie wbrew temu wszystkiemu. Szukacie lekkiej, łatwej i przyjemnej lektury z happy-endem? Nie ten adres. Tutaj na każdym kroku czai się zagrożenie. Twoja twarz jest twoim przekleństwem, twoja pozycja to jednocześnie zbawienie i powód do obaw. Mrok stanowi kryjówkę, ale nie tylko dla ciebie; może cię ochronić, ale i zgładzić. Wpatrują się w ciebie tysiące oczu. Więcej niż połowa pragnie twojej śmierci. Chciałbyś się schować, ale nie wiesz gdzie; chciałbyś prosić o pomoc, ale nie wiesz kogo. Tak wygląda życie Paige po powrocie do Londynu. Shannon udowadnia, że brutalne wydarzenia z getta dla jasnowidzów, to był jedynie łagodny wstęp do prawdziwie dramatycznej i trzymającej w napięciu historii.
Jednak „Zakon mimów” to nie tylko doskonale skonstruowana fabuła i misterne intrygi, a przede wszystkim nastrój. Skryte pod warstwą chłodu, spowite mgłą ulice Londynu. Kohorty i ich sekcje, jedna bardziej zepsuta od drugiej, pełna szlamu, smrodu i skrytych pod warstwą brudu wychudzonych ciał i chciwych twarzy. Wokół unoszą się zmarli, gotowi przyjąć nieostrożnych w swoje szeregi. Nie wiadomo, czy zimno powoduje pogoda, czy to wyjątkowo wściekły duch dybie na swoją ofiarę. W końcu nie wszyscy są widzący.
Nie da się ukryć – chociaż to nieco zaskakujące biorąc pod uwagę fakt, iż poprzedni traktował o rodzaju getta – że drugi tom serii Shannon jest dużo mroczniejszy od poprzedniego. Tym razem ta ciemność swoje źródła ma w rozgrywkach politycznych – zarówno tych wielkich, państwowych; jak i związanych z poszczególnymi kohortami i sekcjami. Cieniem na fabule kładą się jednak przede wszystkich rozterki z kręgów etyki i moralności. Próżno szukać na stronicach „Zakonu mimów” postaci jednoznacznych. Wciąż powracają pytania o poświęcenie, wierność, działanie w imię wyższej idei, wartość życia w zależności od pozycji. Egoizm przeplata się z altruizmem, chciwość z bezinteresownością.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
02-09-2015 o godz 06:50 Wkp dodał recenzję:
Ucieczka z Szeolu I to dopiero początek. Pociąg, którym Paige wraz z pozostałymi zbiegami zdołała wymknąć się z kolonii karnej, a więc i z rąk pewnej śmierci, nie prowadzi wprost do wolności – ostatnim przystankiem jest Archon, gdzie roi się od wrogów. Ci, którym uda się zbiec do Sajon Londynu, staną się najbardziej poszukiwanymi z ludzi, a w szczególności Paige, która stara się za wszelką cenę przekonać przywódców przestępczego świata do wiary w Refaitów, Emmitów i wszystko, co się z nimi wiąże. Refaici zaś, nie mając nic do stracenia, gotowi są na wszystko, by tylko osiągnąć swoje cele. Zaczyna się zabawa w kotka i myszkę, w której stawką jest życie mnóstwa ludzi…

Hide ‘n’ seek to najlepsze określenie „Zakonu mimów”. Ukrywanie się, poszukiwania, ciągła ucieczka i walka. Walka o wolność, ale wolności nie ma nigdzie, jest tylko zagrożenie. Mimowolną ofiarą jest tu każdy, kto sprzeciwił się ustalonym normom – nie ważne, że sprzeciwieniem jest moc nadana przecież z urodzenia. Moc, której pragną Refiaci, a za którą tak łatwo jest zginąć. W takim klimacie, przepełnionym na dodatek polityką i spiskami, na tle futurystycznego Londynu, dzieje się akcja drugiego, równie dobrego jak pierwszy, tomu „The Bone Sesaon”.

Stylistycznie rzecz jest bez zmian – to samo lekkie pióro, takie same poprowadzenie akcji, i choć fabuła zasadniczo uległa zmianie, nadal jest to ten sam stary dobry „Sezon Żniw”. Akcja atakuje czytelnika od pierwszych stron, nie brak jednak też spokojniejszych momentów, rozbudowana została również mechaniki świata, a i kilka nowości także znalazło tu dla siebie miejsce. Efekt jest taki, że książki tej nie czyta się, a pochłania. Lekko, szybko i z przyjemnością. Bo choć to stricte rozrywkowa seria, stanowi zarazem rozrywkę na znakomitym poziomie. Rozrywkę bliższą dawnej fantastyce niż obecnym trendom, a zarazem świetnie się w te trendy wpasowującą.

Kto lubi takie klimaty, będzie więcej niż zadowolony i nie pożałuje czasu spędzonego nad „Zakonem Mimów”. A czas ten wcale nie będzie krótki – powieść liczy bowiem niemalże 550 stron. Co ważne, przy takiej objętości, wydano ją w bardzo atrakcyjnej cenie. Jeśli więc chętnie czytacie fantastykę, nie wahajcie się. I pamiętajcie, że autorka zapowiada jeszcze pięć tomów przygód buntowniczej Paige, więc jest na co czekać.

Polecam, a wydawnictwu Sine Qua Non składam serdeczne podziękowania za udostępnienie mi egzemplarza do recenzji.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
29-08-2015 o godz 17:10 hasacz93 dodał recenzję:
Nasze czasy minęły. Teraz w 2059 roku wszystko wygląda zupełnie inaczej i nie ma czegoś takiego jak „normalność”. Przynajmniej nie w takim znaczeniu jakie jest nam znane. Paige Mahoney pracuje w kryminalnym podziemiu Sajonu Londyn. Na zlecenie swojego szefa Jaxona Halla, pozyskuje informacje, włamując się do ludzkich umysłów. Jako senny wędrowiec, w świecie w jakim przyszło jej żyć już sam fakt, że oddycha jest zdradą. Choć stara się ze wszystkich sił nie ujawnić tego kim jest ,pewnego dnia w skutek fatalnego dla niej splotu wydarzeń, zostaje przetransportowana do tajemniczej kolonii karnej, której istnienie było tajemnicą od ponad dwustu lat. Do Oksfordu. Trafia pod protektorat tajemniczego naczelnika, który jest nie tylko jej panem i trenerem ,ale przede wszystkim – naturalnym i śmiertelnym wrogiem. Paige musi dostosować się do zasad panujących w tej kolonii jeśli chce odzyskać wolność, jednak czy uda się jej przeżyć? Wielka ucieczka z kolonii karnej Szeol I ma tragiczny w skutkach finał – nie tylko dla Paige.Każdy kto przeżył musi mieć się na baczności, bo Sajon nie śpi. Czuwa. Dziewczyna staje się najbardziej poszukiwaną osobą w Londynie. Chce przekazać wszystko co wie o Refaitach i Emmitach swoim pobratymcom i jednocześnie nie dać się zabić. Refaici już wiedzą, że ich sekret nie jest bezpieczny. Wychodzą z ukrycia, by znów być bezpiecznymi. Rozpoczyna się polowanie. Polowanie na śniącego wędrowca.

Pierwszy raz przyszło mi usłyszeć o Samancie Shannon przy okazji zapoznawania się z vlogiem Marty z Secret Books. Nie było nic dziwnego w tym, że naturalnie mnie przekonała. Książkę zaczęłam czytać tego samego dnia, kiedy dotarła do mnie od samego wydawnictwa – GOD BLESS Pana Oskara – i nie dowierzałam. W miarę zagłębiania się w świat jaki wykreowała Samantha Shannon, miałam wrażenie, że ta kobieta musi być niesamowicie inteligentna i o wiele starsza ode mnie. A tu psikus. Okazało się, że geniusz tej książki możemy – my czytelnicy – zawdzięczać właśnie temu jak młoda jest Samatha Shannon i jej nieograniczonej wyobraźni. Dawno żadna książka nie wywołała u mnie tylu emocji i takiego kaca książkowego – mam na myśli książki z tego gatunku ( eh, ta Ekspozycja ). Konstrukcja dialogów, prowadzenie i rozwijanie akcji, pojęcia stworzone przez samą autorkę. Po prostu zapiera dech i człowiek nie wie czy zwariował, czy po prostu zakochał się w tym co przeczytał. Doskonałym zabiegiem jest też czytanie książek jedna po drugiej. O ile w Czasie Żniw mamy sporo wprowadzenia, różnych wyjaśnień i tak dalej, tak w Zakonie Mimów…po prostu woah. Pierwszy raz przeczytałam książkę pisaną z narracją pierwszoosobową, – która niestety drażni mnie okrutnie, bo używają jej autorzy/ autorki o potwornych stylach pisania w tym co nieudolnie usiłuje się nazywać książkami. – która nie denerwowała, a zachwycała.

Książki – OBIE – są wręcz mistrzowsko napisane, świat genialnie skonstruowany od samych podstaw. Wciąga to może nie od pierwszych stron, ale jeśli ktoś jest cierpliwy i potrafi przedrzeć się przez wprowadzenie, która nawet jest ciekawe, dostanie wielką nagrodę w postaci niesamowitej lektury i przeżyć godnych doskonałych powieści przygodowych. Dajcie się porwać Samancie Shannon i jej geniuszowi. Nie będziecie żałować ani minuty, którą poświęcicie na przeczytanie obu tych książek.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
26-08-2015 o godz 20:57 Wąchając książki dodał recenzję:
Paige Mahoney uciekła z Szeol I, żeby wyzwolić wszystkich spod brutalnej władzy obcych istot. Nikt, nawet przyjaciele, którzy byli obecni razem z nią w koloni karnej, nie wierzą w istnienie Refaity'ów. Jax, który próbuje zdobyć władzę wśród wszystkich odmiennych gangów w Londynie, wcale nie widzi prawdziwego zagrożenia. Paige zostaje zwrócić się o pomoc do tych, do tego, który więził ją przez pół roku. Czas zaufać i stracić zaufanie. Czas zabijać i dawać życie. Ale czy Paige przeżyje?

"Literatura jest naszym najpotężniejszym narzędziem. Narzędziem, którego Sajon nigdy nie dopracował."

Denerwowałam się, może nawet bałam się, że drugi tom Czasu żniw okaże się dnem, totalnym niewypałem. Jeśli seria ma mieć siedem tomów, to pomysły mogą się wyczerpać już po pierwszej części, prawda? Ale ona jest zupełnie inna. Shannon pokazała, już po raz drugi, prawdziwą klasę i jeszcze to w tak młodym wieku.

Wykreowanie świata, zmienienie historii, która jest autentyczna, ale czasem zastanawiałam się jak to wyglądało i musiałam zaglądać do internetu, żeby uzmysłowić sobie jak było naprawdę. Wciągnęłam się w powieść tak bardzo, że nie mogłam się ani na sekundę oderwać. Zwlekałam kilka miesięcy, żeby przeczytać Zakon mimów i nie żałuję, ponieważ teraz muszę czekać znacznie mniej na trzeci tom.

"Słowa dodają skrzydeł nawet tym zdeptanym, załamanym i pozbawionym całej nadziei."

Paige jest tak barwną postacią, myślącą, czującą i gotową zabijać w imię wolności. Uwielbiam ją za jej sposób bycia oraz za dalekosiężne myślenie. Dawała szansę tym co nie zasłużyli na nią oraz broniła najsłabszych. Nie spodziewałam się również ujrzeć w Zakonie mimów Naczelnika, ale uwielbiam jego postać, więc byłam bardzo zadowolona. Na kartach powieści poznajemy również Nicka, Elizę i resztę gangu Pagie, którzy urozmaicają, ale również dają nam szansę na lepsze poznanie bohaterki oraz wydanie lepszego osądu wobec moich ukochanych kreatur.

"- Dzięki, Nick - powiedziała Danica.
- No co?
- Długo szukałam kogoś, kto jest bardziej nudny niż ja. Cieszę się, że wreszcie znalazłam."

Shannon nie spoczęła na laurach po Czasie żniw i chwała jej za to! Ciekawy język, wprowadzenie własnego słownictwa i udoskonalenie tego co było już genialne. Ona ma talent i jeśli utrzyma swój poziom, to już nie mogę doczekać się ekranizacji. Polecam, polecam i jeszcze raz polecam. Wszystkim, bez ani jednego wyjątku!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
21-08-2015 o godz 10:42 Książkomaniacy dodał recenzję:
"Zakon Mimów" to kontynuacja wychwalanego przeze mnie w ostatnim czasie "Czasu Żniw". Nie mogłam wręcz doczekać się kiedy następny tom serii trafi mi w ręce. Młoda Samantha Shannon i tym razem nie zawiodła, a książka okazała się nawet dużo lepsza od poprzedniczki. Kompozycja utworu kolejny raz oparta na pomyśle przezwyciężania przez główną bohaterkę przeciwności losu, strachu - Paige cały czasz szlifuje swoje umiejętności i dąży do uparcie do celu.

"Lubimy myśleć, że jesteśmy odważni, ale przecież jesteśmy tylko ludźmi."

Po ucieczce z kolonii karnej Szeol I Paige ponownie wraca do pracy u swojego mim-lorda Jaxona, ale mimo wszystko musi się ukrywać. Zmiana wizerunku początkowo pomaga, ale wraz z kolejnymi kłopotami staje się coraz bardziej rozpoznawalna.

"Nigdy nie można chcieć za bardzo. Właśnie w taki sposób oni nas uciszają- odrzekłam.- Powiedzieli nam, że mamy szczęście zginąć od NitKindu, a nie od stryczka. Mamy szczęście, że żyjemy, nawet jeśli nie jesteśmy wolni. Kazali nam przestać chcieć więcej, niż nam dali, ponieważ dali nam więcej, niż na to zasłużyliśmy."

"Odetnę sznurki marionetkom."

Okrucieństwo, którego Paige była świadkiem w kolonii karnej zmotywowało ją do działania, do przeciwstawienia się tyranii. Jej wrogiem jest cały Sajon, ale niebezpieczeństwo grozi jej na każdym kroku - Refaici wiedząc, że ich sekret nie jest bezpieczny pragną wyeliminować zagrożenie.

"- Aby wygrać rozgrywki, poddasz się naszemu szkoleniu. Errai, Pleione, poinstruujcie śniącego wędrowca, jak spełnić standardowe wymagania.
Sądząc po spojrzeniu, jakie posłał mi Errai, można by pomyśleć, że poprosiła go, a by wylizał podłogę."

Śniący wędrowiec zostanie poddany próbie. W rozgrywkach nie liczy się tylko dar, liczą się umiejętności walki fizycznej, spryt i siła.

Czy Paige uda się przeżyć?
Czy jest w stanie zdradzić bliskich?
Czy Śniący Wędrowiec jest w stanie zmienić świat?

Czerwonokrwista okładka doskonale odzwierciedla ilość krwi przelanej w książce. Zbrodnia za brodnią, coraz więcej krwi, intrygująca powieść z rozmachem. Wykorzystanym przez pisarkę chwytem artystycznym organizującym fabułę jest powiązanie prostego języka z językiem typowym dla powieści (np. zgniłek, śniąca forma, zimny odczyt - najważniejsze znajdziecie w słowniku na końcu książki). Kompozycja utworu od początku do końca trzyma w napięciu. Wszystko jest idealnie przemyślane i konsekwentnie realizowane - nie ma ani jednego potknięcia. Dialogi między bohaterami wzbogacają akcję i trzymają w napięciu. Jedyną rzeczą, nad którą ubolewam okropnie jest mało rozwinięty wątek miłosny. Po zakończeniu "Czasu Żniw" liczyłam na dużo więcej, ale jednak się zawiodłam.W zestawieniu z innymi powieściami fantastycznymi ta seria jest naprawdę wysoko a Samantha Shannon mimo młodego wieku stworzyła fantastyczne dzieło i jest wyjątkowo oryginalnym twórcą fantasy.

Za możliwość zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwo Sine Qua Non

Izabela Nestioruk

https://www.facebook.com/pages/Ksi%C4%85%C5%BCkomaniacy/822672187794113?ref=ts&fref=ts
http://recenzjeksiazkomaniacy.blogspot.com/
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
21-08-2015 o godz 08:36 erka dodał recenzję:
I niby nie jesteśmy od nich lepsi, my Odmieńcy?...Jesteśmy Dowodem Pomocniczego Istnienia.Jesteśmy Katalizatorem ostatecznej Energii, wiecznych Zaświatów.Ujarzmiamy samą Śmierć.Zrzucamy z konia Rozpruwacza. -Mało znany pisarz, O wartościach odmienności. Nasza bohaterka ucieka z kolonii karnej Refaitów, wraz ze sporą grupą innych jasnowidzów i powraca do Londynu. Jednak jej życie nie jest przez to łatwiejsze, czy prostsze. Doświadczenia z kolonii, wspomnienia i dramatyczne przeżycia odcisnęły na niej swoje piętno. Nie potrafi wrócić do swojego poprzedniego życia. Uważa, że powinna rozgłosić wszem i wobec czym są osławione kolonie. Ma sprzymierzeńców, ale i wrogów, którzy czyhają na jej najmniejszy błąd. Czy nasza bohaterka ma szanse i czy potrafi przeciwstawić się systemowi? Tego już musicie dowiedzieć się sami. Podsumowując książka rewelacyjna. Nie sądziłem, że do tego dojdzie, ale pod wieloma względami przebija tom pierwszy.Dowiadujemy się więcej o świecie i zasadach rządzących tym światem.Stanowi zwielokrotnioną mieszankę tego co w pierwszym tomie było najlepsze i jeszcze więcej. Akcja pędzi na łeb, na szyję, każda strona przynosi coś nowego i prowadzi nas do efektownego zakończenia, które daje nam smaczek tego, czego możemy się spodziewać w kolejnych tomach. Gorąco polecam. Dziękuję Wydawnictwu SQN za udostępnienie mi tej pozycji.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
19-08-2015 o godz 18:15 Cynamonkatiebooks dodał recenzję:
Kontynuacja bestselerowej serii "Czas żniw"

Po 6 miesiącach walki o przetrwanie, Paige wraz ze swoimi przyjaciółmi, opuszcza mury koloni. Jasnowidze nie wiedzą jednak, że Sajon tylko czeka na ich powrót. Rząd, który od ponad 200 lat pracował w zmowie z Refaitami nie spocznie dopóki nie odnajdzie wszystkich uciekinierów. Dlatego każdy z ocalałych musi mieć się na baczności. Refaici wiedzą, że ich sekret nie jest już bezpieczny, ale mimo tego Szeol nadal prowadzi swoją działalność. Paige nie pozwoli na dalsze okrucieństwa wywołane przez "Czasy żniw" - zbiory niewinnych jasnowidzów, służących głównie za posiłek dla bestialskich dowódców koloni. Dziewczyna za wszelką cenę pragnie ujawnić społeczeństwu prawdę o pozaziemskich istotach. W tym celu zwołuje Eteryczne Stowarzyszenie. Liczy na ich pomoc i wsparcie przeciwko Refaitom, ale czy najbardziej wpływowi jasnowidze uwierzą w bajki młodej dziewczyny? Nashira wraz ze swoimi sprzymierzeńcami nie odpuści dopóki nie dorwie w swoje ręce zdrajczyni stanu. Rozpoczyna się polowanie na śniącego wędrowca.

"Wiedz, że słowa, mój wędrowcze, słowa są wszystkim. Słowa dodają skrzydeł nawet tym zdeptanym, załamanym i pozbawionym nadziei."

Jak wiecie, pierwszy tom tej serii, bardzo przypadł mi do gustu, dlatego szybko zabrałam się za jego kontynuację. Tym razem autorka przedstawiła świat z nieco innej perspektywy. Akcja rozgrywa się w Sajonie, kiedy to główna bohaterka wróciła do "domu". Razem z nią próbujemy zaznajomić się z nowym otoczenie, bo jednak po półrocznej rozłące ciężko jest się z powrotem przyzwyczaić do starych śmieci. Mamy tutaj bardzo dużo opisów z jej życia przed Szeolem, a także streszczeń z pierwszego tomu. Jak się czyta tak jeden po drugim to może to trochę przeszkadzać. Nie będę owijać w bawełnę, gdyż tak jak mówiłam w recenzji pierwszego tomu, styl Pani Shannon jest niesamowity przy czym niezwykle trudny. Na pewno nie każdemu przypadnie do gustu. Na szczęście do tej pory zaznajomiłam się z tym światem na tyle, że już w tej części nie musiałam ani razu zaglądać do słowniczka :D.

"Życie, jakkolwiek wspaniałe, jest jednak na końcu trochę marne"

Zdecydowanie ta część podobała mi się dużo bardziej od poprzedniej. Więcej akcji, więcej działania no i główna bohaterka, która niesamowicie zmieniła się w tej części (ale o tym powiem później). W "Zakonie mimów" autorka poruszonych wiele aspektów politycznych, dzięki czemu możemy lepiej poznać wykreowany świat oraz prawa jakimi się on posługuje. Pomysł na zwierzchników, mim-lordów, faworytów, jest moim zdaniem niezwykle oryginalny. Do tego wspaniale wykreowani bohaterowie, do których zapałałam sympatią dopiero w tym tomie.

Paige Mahoney jest bardzo twardą główną bohaterką. Potrafi zawalczyć o swoje i nie czeka na wybawienie przez kogokolwiek. Wie doskonale, że tak naprawdę jest zdana na siebie i w ostatecznej walce o przetrwanie nikt nie może jej pomóc. Muszę przyznać, że bardzo zmieniła się przez ostatnie tomy. Z przyjemnością obserwowałam jak "nabierała kręgosłupa". Jej zawziętość, spontaniczne decyzje, sprawiły, że jeszcze bardziej ją polubiłam. W tej części mamy również szansę nieco bliżej poznać Jaxona, najbardziej cenionego mim-lorda w całym Sajonie. Możemy przyjrzeć się jego różnym odsłonom, wychwytywać jego motywy i plany działania. Jego osoba nabiera barw i intryguje, nie ukrywam, że przez całą część zastanawiałam się która z jego twarzy jest prawdziwa. Ta postać nadal pozostaje dla mnie zagadką.

"Lubimy myśleć, że jesteśmy odważni, ale przecież jesteśmy tylko ludźmi."

Oczywiście, dla fanów romansu nie zabraknie tutaj wątku miłosnego. Z resztą bardzo specyficznego. Paige i Naczelnik. Ludzka rasa na zawsze związana z rasą Refaitów. Nie typowe połączenie, ale od początku było wiadomo, że ta dwójka musi być razem. Sam Naczelnik również jest nietypowy jak na Refaitę, ale w pozytywny sposób. Nie wiem czemu, ale jakoś darzę go ogromną sympatią. Wysoki, dobrze zbudowany, jak dla mnie trochę za sztywny, mimo to i tak bardzo go lubię :).

Podsumowując: Cudowna, pełna napięcia opowieść, która poruszy każdego. Genialnie wykreowany świat, zabawne dialogi no i oczywiście wątek romantyczny. Czego chcieć więcej? Specyficzny styl pisania Samanthy Shannon sprawi, że w historii odnajdą się zarówno młodzież jak i dorośli. Polecam szczególnie fanom fantastyki, bo to jest właśnie bardzo, bardzo dobra fantastyka :).
ze zniecierpliwieniem wyczekuję trzeciego tomu....

cynamonkatiebooks.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
19-08-2015 o godz 15:06 Książkoholiczka Czyta dodał recenzję:

Paige Mahoney uciekła z kolonii karnej w Szeolu I, ratując przy tym nie tylko swoje życie, ale także innych jasnowidzów. Staje się jednocześnie najbardziej poszukiwaną osobą w całej cytedli. Pragnie przekazać społeczeństwu jasnowidzów informacje o Refaitach i Emmitach, lecz nikt nie chce jej wysłuchać. Nawet Jaxon Hall, przywódca jej gangu, nie chce, żeby dziewczyna o wszystkim powiedziała, chce utrzymać sprawę w tajemnicy. Paige postanawia zwołać zebranie Eterycznego Stowarzyszenia. Jednakże i oni nie stawią się na wezwanie. Czy zdecydują się wysłuchać rzekomo wymyślonej historii młodej dziewczyny?
Refaici wiedzą już, że nie są bezpieczni. Zaczynają działać, by wyeliminować zagrożenie. Paige musi się ukrywać. Nie może nikomu zaufać.

Po "Czasie Żniw", który był niesamowity, przyszła pora na "Zakon Mimów", co do którego z początku miałam wiele zastrzeżeń. Akcja rozwijała się powoli, tak naprawdę przez pierwszą połowę książki nie działo się nic ciekawego, mrożącego krew w żyłach. Dopiero później rozwinęła się bardzo szybko, za szybko. Nie mogłam odciągnąć się od czytania, ponieważ cały czas wszystko działo się nagle. Mogliśmy domyślać się, co się wydarzy, lecz i tak autorka wymyśliła coś zupełnie innego, coś, czego nigdy byśmy się nie spodziewali.

Samantha Shannon ponownie przenosi nas do 2059 roku, do Londynu, gdzie władze miasta próbują wyeliminować jasnowidzów, żyjących na ich ziemi. To, w jaki sposób autorka potrafi stworzyć klimat tajemnicy i jednocześnie wywołać u nas strach jest niesamowite. Świat wykreowany na kartach tej powieści jest dopracowany w każdym szczególe. Stworzony jest nawet dokładny podział jasnowidzów, który skłócił ich między sobą.

Styl pisania Samanthy Shannon jest prosty i przejrzysty. Opisy miejsc, są jak obrazy, dzięki słowom, które używa autorka, możemy z dokładnością wyobrazić sobie, gdzie znajdują się nasi bohaterowie. Warto zaznaczyć, że Samantha ma 26 lat i w tak młodym wieku stworzyła coś tak niesamowitego. Jak już pisałam, akcja w "Zakonie Mimów" rozkręca się bardzo powoli, ale kiedy już się rozkręci, jest szybka i pełna akcji. Na kartach tej powieści możemy znaleźć wszystko, czego potrzebujemy: akcja, romans, wszelkiego rodzaju tajemnice i zagadki, które rozwiązujemy wraz z główną bohaterką. Podczas czytania "Zakonu Mimów" wiele spraw nie potrafimy pojąć, lecz w pewnym momencie wszystko zaczyna nam się układać w całość, zaczynami rozumieć, dlaczego dani bohaterowie mieli takie zachowanie itp. Po ukończeniu książki zastanawiałam się, dlaczego wcześniej nie zwracałam uwagi na szczegóły, nawet te najmniejsze, ledwie dostrzegalne.

Bohaterowie są dobrze wykreowani, każdy ma inny charakter, nawzajem się dopełniają. Paige znacznie bardziej polubiłam. Po lekturze pierwszej części doszłam do wniosku, że była zbyt niezdecydowana i działała pochopnie. Wyraźnie widać jej metamorfozę, która zachodzi na kartach tej powieści. Wszystko dokładnie planuje, jest stanowcza i zawsze postawi na swoim. Jednakże denerwowało mnie w niej to, że jedyne, o czym myślała, to zmiana świata na dobre. Pojawia się tutaj ponownie Naczelnik Arcturus Mesarthim, którego uczuć nie potrafię odczytać. Zdecydowanie moją ulubioną postacią jest Jaxon Hall. Jego czyny są niespodziewane, Samantha Shannon naprawdę postarała się przy wykreowaniu tak ciekawego bohatera. Dla mnie osobiście był zagadką, której do samego końca nie potrafiłam rozwiązać.

Całość wydana jest przepięknie. Śliczna, krwisto-czerwona okładka idealnie nawiązuje do treści książki. W środku możemy znaleźć również mapy, które są bardzo pomocne. Jak w poprzednim tomie, znajdziemy również słowniczek.

Reasumując: "Zakon Mimów" jest mniej więcej na tym samym poziomie, co "Czas Żniw" Pierwsza część była wprowadzeniem do całej historii, poznawaliśmy świat i bohaterów, ale w drugiej tak naprawdę akcja się rozkręca. To wspaniała lektura, którą można pokochać już od pierwszych stron. Jeśli kolejne pięć części również takie będzie, to jestem zdecydowanie na tak!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
22-07-2015 o godz 20:35 Julia Alaska dodał recenzję:
Paige Mahoney uciekła z brutalnej kolonii karnej Szeol I, ale jeśli myślała, że to koniec jej problemów, to bardzo się pomyliła. Od teraz jest bowiem najbardziej poszukiwaną osobą w Londynie. Kiedy Sajon zwraca swoje wszystkowidzące oko w stronę Paige, mim-lordowie i mim-królowe gangów miasta zostają zaproszeni na bardzo rzadkie wydarzenie. Jaxon Hall i jego Siedem Pieczęci są gotowi na pojawienie się w samym centrum uwagi. W społeczności jasnowidzów pojawia się jednocześnie coraz więcej gorzkich oskarżeń, a za każdym rogiem czają się mroczne sekrety. Z cieni wypełzają Refaici...

Akcja powieści ma miejsce dosłownie kilka minut po ucieczce Paige i jej towarzyszów. Jednak powrót do Londynu, "normalnego" życia nie jest taki łatwy jak się wydaje. W Syndykacie nie dzieję się dobrze. Za każdym rogiem na Bladą Śniącą czyha niebezpieczeństwo. Jak to się skończy dla Pale Dreamer? Kto okaże się dobry, a kto zły?

Często zdarza się, że drugi tom serii jest gorszy od pierwszego. Nie tym razem. Powrót do świata wykreowanego przez autorkę, wciągnięcie się w fabułę nie było już takie trudne. Po zapamiętaniu kto jest kim bez najmniejszego problemu rozpoczęłam drugi tom przygód Paige Mahoney - jednej z najbardziej poszukiwanych osób w całym Londynie.

Cały czas nie mogę wyjść z podziwu. Jak ktoś tak młody (24 lata) mógł stworzyć coś czego nie wymyślił jeszcze nikt inny. Nie oszukujmy się, na naszym rynku wydawniczym pojawia się co raz więcej książek bardzo do siebie podobnych. Z kolei Pani Shannon udało się wykreować tak wspaniałe uniwersum Dopracowała Ona wszystkie szczegóły, nawet te nieistotne na pierwszy rzut oka detale sprawiały, że cała historia łączyła się w całość.


Czas Żniw skupiał się głownie na przedstawieniu nam Sajonu oraz jego historii. Akcja także pędziła, ale to nic w porównaniu z Zakonem Mimów. Tutaj mamy znacznie więcej kłamstw, intryg. Cały czas myślałam tylko o tym kto faktycznie jest dobry, a kto tylko udaje dobrego.
Poza tym mamy szanse lepiej poznać współpracowników Paige. Jaxona Hilla, bezwzględnego mim-lorda, którego szczerze nienawidzę od początku. Nicka, przyjaciela Śniącej. Wraz z główną bohaterką poznajemy ich inne strony, cechy charakteru mogące zaskoczyć, i to bardzo. Musze poruszyć jeszcze kwestię Naczelnika. Było go stanowczo za mało. Nadal uważam, że jest najlepszą postacią. Mimo, że poznajemy część jego historii, to jest owiany tajemnicą. Jax był także fascynującym bohaterem. Nigdy nie było wiadomo co akurat zrobi. To chodzący człowiek-zagadka. Co nie zmienia faktu, że go nie lubię.

Zakon Mimów przypadł mi do gustu bardziej niż tom pierwszy. Zakończenie, które zaserwowała autorka jest tak straszne, że aż wspaniałe. Powieśc na pewno przypadnie do gustu fanom dobrego fantasy, dystopii. Kłamstwa, zdrady, tajemnice. Do tego jasnowidzowie mogący zabić swoim duchem, Refaici, którzy zachowaniem mogą przypominać krwiożercze bestię. Czego chcieć więcej niż tylko następnego tomu?


http://moje-buki.blogspot.com/ <------------- ZAPRASZAM :)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
21-07-2015 o godz 16:13 Klaudia Mordarska dodał recenzję:
Czasami życie rzuca kłody pod nogi. A nawet cały las. Los płata figle i nawet wtedy, gdy jest się na dobrej drodze do szczęścia, wszystko w jednej chwili zaczyna się walić, jak domek z kart. Rzeczywistość jest nie do zniesienia, każdy kolejny dzień jest walką o życie. Czasami jedynym sposobem na przeżycie jest ucieczka od tego wszystkiego. A czasami trzeba wyjść z ukrycia i walczyć o swoje.

Paige Mahoney udało się uciec z piekła, jakim była kolonia karna Szeol I. Ale nawet na ulicach Londynu żaden z uciekinierów nie może czuć się bezpieczny. Refaici wiedzą, że ich tajemnica może wyjść na jaw i pragną jak najszybciej wyeliminować zbiegów. Paige, najbardziej poszukiwana osoba w londyńskiej społeczności, musi ostrzec wszystkich przed Refaitami i Emmitami. Jednak to wcale nie jest takie proste. Musiałaby przekonać do siebie cały syndykat. Ale przywódcy nie chcieliby słuchać opowieści, która zdaje się być wyssana z palca. Blada Śniąca musi znaleźć sposób, by uchronić Londyn, zanim będzie za późno. Do czego będzie zdolna, by to osiągnąć?

Po wciągającym "Czasie Żniw" byłam bardzo ciekawa dalszych losów Paige. Dlatego też do drugiego tomu podeszłam podeszłam z wielką chęcią, jednocześnie mając nadzieję, że autorka utrzyma wysoki poziom. I nie zawiodłam się. Już "Czas Żniw" był bardzo dobry, ale "Zakon Mimów" przebił wszystko. Już od pierwszych stron zostałam wciągnięta w intrygujący świat jasnowidzów i tworów mogących łączyć się z zaświatami. Samantha Shannon bardzo sprytnie to wszystko sobie obmyśliła. Nie raz byłam zaskakiwana w trakcie lektury. Niektórych zdarzeń po prostu nie dało się przewidzieć.

Trzeba przyznać, że autorka miała genialny pomysł i naprawdę bujną wyobraźnię. Zadbała o każdy, nawet najdrobniejszy szczegół. A żeby ułatwić czytelnikowi połapanie się w tej rzeczywistości, w książce zamieszczono słowniczek pojęć, mapki i szczegółowy podział jasnowidzów. Uważam, że to bardzo przydatny dodatek.

Wielkim plusem są bohaterowie. Barwni, intrygujący i przede wszystkim różnorodni. W tej książce można spotkać całą gamę przeróżnych postaci. W poprzedniej części tak średnio polubiłam Naczelnika, ale teraz, w zupełnie innych okolicznościach, zaczęłam się do niego przekonywać. Ale to Jaxon Hall najbardziej mnie interesował. Był dla mnie jedną wielką zagadką i za nic nie mogłam odgadnąć prawdziwych motywów, które nim kierowały w danej chwili.

Ciekawy był także wątek romantyczny. Zakazana miłość, czyli coś, co lubię od czasu do czasu. Po lekturze pierwszej części zastanawiało mnie, jak to dalej się potoczy. I jestem w pełni usatysfakcjonowana dalszym rozwojem relacji pomiędzy główną bohaterką, a Refaitą. Nie będę wiele zdradzać, ale powiem jedno: tego oczekiwałam.

Podsumowując, "Zakon Mimów" to bardzo dobra kontynuacja serii. Autorka utrzymała poziom poprzedniej części, a nawet postawiła sobie poprzeczkę jeszcze wyżej. Jestem po wielkim wrażeniem jej talentu. Ta powieść wyglądała, jak dzieło kogoś z wieloletnim doświadczeniem, a nie młodej pisarki. Ten intrygujący i niesamowity świat wciągnął mnie całkowicie. Wprost nie mogłam się oderwać! A zakończenie było dla mnie jednym wielkim zaskoczeniem. Zapragnęłam więcej i więcej... Niestety na kolejną część trzeba będzie jeszcze poczekać. "Zakon Mimów" powinien się spodobać osobom, które lubią ambitne i pomysłowe książki fantastyczne na wysokim poziomie. Polecam!
___________
http://zagubiona-wslowach.blogspot.com/
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
15-07-2015 o godz 14:00 FunVirtualnaJa dodał recenzję:
Wiele poświęcenia wymaga rozpętanie rebelii. Przekonała się o tym główna bohaterka Paige. Ta droga, którą obrała dziewczyna pozostawia za sobą trupy, poświęcony czas, oraz wysiłek fizyczny
jak i psychiczny. Czy Paige będzie wstanie zdradzić swoich bliskich aby zmienić coś w skorumpowanym świecie jasnowidzów? Czy dziewczyna podoła swoim celom?

"Nadzieja to fundament rewolucji. Bez niej jesteśmy tylko prochem, który czeka, aż porwie go wiatr."

Przenosimy się do brutalnego świata, w którym Paige próbuje coś zmienić. Lecz nikt nie chce jej słuchać. Spoiwo zabrania o tym mówić, zabrania jej działać, reszta ekipy woli ignorować problem jak gdyby nigdy nie widzieli wynaturzonych stworzeń. Nigdzie nie ma Naczelnika aby mógł jej pomóc udowodnić, że mówi prawdę, że jeszcze nie zwariowała. Historia, w której intryga goni intrygę, a ludzie przed swoimi nosami mają tylko dobro własne oraz to ile mogą zarobić.

"Odetnę sznurki marionetkom."

Książka opowiada o przeszkodach jakie mogą nam się wydawać nie do pokonania. Daje nam nadzieję, że jeżeli bardzo czegoś chcemy, jeżeli postaram się o to, jeżeli będziemy walczyć całym sobą możemy osiągnąć wszystko. Wystarczy chcieć. Wystarczy walczyć. I tak właśnie nasza Paige robi. Nie poddaję się mimo tego, że mogłaby stracić wiarę, mogłaby się poddać przerażona ogromem zła jaki wycieka od ludzi, jasnowidzów Reafitów. Jednak wierzy, że może jeszcze to naprawić, że zasługują na więcej niż to co dostali.

"Nigdy nie można chcieć za bardzo. Właśnie w taki sposób oni nas uciszają- odrzekłam.- Powiedzieli nam, że mamy szczęście zginąć od NitKindu, a nie od stryczka. Mamy szczęście, że żyjemy, nawet jeśli nie jesteśmy wolni. Kazali nam przestać chcieć więcej, niż nam dali, ponieważ dali nam więcej, niż na to zasłużyliśmy."

Gdy czytamy książka pozwala nam wgłębić się w swój świat. Dokonuje tego stopniowo, powoli jednak gdy wchodzimy głębiej i głębiej to przepadamy. Zaciska na nas swe papierowe palce i nie chce wypuścić. A gdy zbliża się jej koniec karmi nas oczekiwaniami co do jej trzeciego wcielenia.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
13-07-2015 o godz 11:05 Magdalena Senderowicz dodał recenzję:
„Zakon mimów” to książka, na którą czekałam z niecierpliwością! Do tej pory mam w głowie ten dzień, gdy skończyłam czytać „Czas żniw”, a moje serce rozsypało się na kawałki. Historia Paige Mahoney pochłonęła mnie całkowicie i do tej pory nie jestem w stanie uwierzyć, że debiuty literackie mogą być tak dobre! Twórczość Samanthy Shannon to coś niesamowitego i z góry ostrzegam, że ta recenzja nie będzie recenzją, a raczej odą pochwalną.
Ucieczka z kolonii karnej Szeol I nie zakończyła się tak, jak Paige by oczekiwała. Zaledwie garstce uciekinierów udaje się ukryć na ulicach Londynu, reszta nie ma tyle szczęścia. Nikt nie może liczyć na chwilę wytchnienia, muszą pozostać czujni i mieć się na baczności. A zwłaszcza Paige Mahoney, gdyż staje się ona najbardziej poszukiwaną osobą w Sajonie – rozpoczyna się polowanie na Bladą Śniącą. Dodatkowo wie, że nie tylko Sajon będzie ją ścigał… Nashira nigdy nie wybaczy jej tego, co Paige zrobiła. A czy może liczyć na pomoc Jaxona i przyjaciół? Nikt nie wydaje się być skory do ujawnienia prawdy o Refaitach i Emmitach, a Naczelnik gdzieś zniknął. Śniący wędrowiec znajduje się w sytuacji kryzysowej, ale kimże byłaby Paige, gdyby się poddała?
I od czego ja mam zacząć moje pochwały? Ja kocham ten cykl całym swoim sercem, uwielbiam twórczość autorki, a z drugiej strony nienawidzę jej za to, że muszę tak długo czekać na kolejne tomy… Ale doskonale wiem, że Samantha Shannon robi to tylko i wyłącznie dla swoich fanów – nie odda w nasze ręce książki niedopracowanej i jestem przekonana, że naprawdę wkłada w pisanie całe swoje serce. To się widzi i czuje. Jej pomysł jest oryginalny i niepowtarzalny, a co więcej – idealnie przelała na papier swoją wizję, zachwycając nie tylko mnie, ale i całe mnóstwo innych czytelników. Jej powieść jest dopracowana, doszlifowana i nie można tutaj znaleźć żadnego błędu – czy to w chronologii, czy to w logice rozgrywających się wydarzeń. Pani Shannon nie pozwoliła sobie na ani jedno potknięcie!
Paige Mahoney jest bohaterką, z którą całkowicie się zżyłam. Myślałam to, co ona, czułam to, co ona, moje ciało reagowało tak samo, jak jej. To naprawdę niesamowite, że można aż tak bardzo wejść do świata jakiejś powieści. I mimo że zdarzyło mi się odłożyć książkę na półkę, aby zająć się czymś innym, to w momencie, gdy otwierałam ją na nowo, potrzebowałam ułamków sekund, aby ponownie całkowicie zagłębić się w tym świecie – jakbym miała w głowie przełącznik. A swoją drogą „Zakon mimów” nie leżał zbyt długo na tej półce, bowiem nie byłam w stanie skupić się na niczym innym – pragnęłam czytać i czytać, chociaż z drugiej strony obawiałam się tego, że szybko skończę – bo ja nie chciałam się ponownie żegnać z tym światem. A zakończenie ponownie rozdarło moje serce na kawałki, sprawiło, że przed dłuższą chwilę siedziałam z książką na kolanach, patrząc w jeden punkt i myśląc: „Co ja mam teraz ze sobą zrobić?”.
Rozwój wydarzeń jest po prostu niesamowity! Autorka wciąż potrafi zadziwić swoich czytelników i zasiać w ich sercach niepewność. Fabuła jest wciągająca i nieprzewidywalna, a ja zostałam całkowicie wchłonięta przez tę książkę. Zapomniałam o tym, co mnie otacza, żyłam w świecie wykreowanym przez panią Shannon. A jest on naprawdę niezwykły, a wszystkie dodatki wspomagają tylko zrozumienie go i zatracenie się w nim. Mapki, schematy, definicje – wyszlifowane do granic możliwości! Książka wzbudza również całe mnóstwo skrajnych emocji – żałuję, że nie nagrywałam się podczas czytania, bo jestem przekonana, że wyraz mojej twarzy ulegał niesamowitym zmianom. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, jak moje ciało reagowało w poszczególnych sytuacjach, bowiem chwilami nawet pozwoliłam sobie na krzyki, łzy i komentarze – nic dziwnego, skoro po prostu przez dobrych parę godzin żyłam życiem Paige.
„Zakon mimów” jest powieścią cudowną, wspaniała, nieprzewidywalną, wciągającą, zachwycającą, niepowtarzalną i jedyną w swoim rodzaju. To istna bomba, obok której nie można przejść obojętnie. To powieść, która wywołuje w duszy czytelnika obrażenia. To powieść, która na długo pozostaje w pamięci, wżera się w umysł, ciało i duszę. Nie pozwala myśleć o niczym innym, tylko całkowicie pochłania. Ekscytująca, trzymająca w napięciu i pełna zaskakujących zwrotów akcji – trzyma nas w swoich sidłach od początku do końca, a my nie chcemy, aby nas kiedykolwiek wypuściła. Czy książki idealne istnieją? Tak. I „Zakon mimów” jest tego najlepszym przykładem.
bookeaterreality.blogspot.com
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
07-07-2015 o godz 00:51 Książkoholiczka w sieci dodał recenzję:
Na pewno znacie to uczucie, gdy po przeczytaniu genialnej książki chcecie jak najszybciej sięgnąć po jej kontynuację. W takiej sytuacji znalazłam się po przeczytaniu Czasu Żniw. Z jednej strony chciałam jak najszybciej sięgnąć po Zakon Mimów, jednocześnie odkładałam ten moment, bo wiedziałam, że na trzecią część serii będzie trzeba czekać kolejny rok. Pragnienie poznania dalszych losów Paige wzięła jednak górę i z wielkim zapałem zabrałam się za drugi tom.

Akcja Zakonu Mimów rozpoczyna się w momencie zakończenia pierwszego tomu. Nie mamy żadnych przerw, ani przypomnień, po prostu wracamy do momentu, w którym autorka postanowiła zakończyć Czas Żniw. Odnosimy wrażenie, że czytamy jedną i tę samą książkę. Nie będę się rozpisywać o fabule, ponieważ nie chcę nikomu spoilerować, Ci co czytali wiedzą, gdzie znajdą się w chwili rozpoczęcia lektury.

Już na samym początku Samantha Shannon rzuca nas w wir akcji. Nie jesteśmy tym jednak przytłoczeni, taka po prostu jest kolej rzeczy. Akcja całej powieści rozgrywa się w Londynie, poruszamy się po większej powierzchni, przemierzamy miasto, pełne niebezpieczeństw, gangów i strażników, w którym nikt nie jest bezpieczny. Pierwszy tom skupiał się głównie na przetrwaniu Paige w koloni karnej Szeol I. W Zakonie Mimów skupiamy się na polityce, na relacjach panujących pomiędzy członkami Eterycznego Stowarzyszenia. Nie jest to jednak w żadnym stopniu nudne. Intrygi, zdrady napędzają tę książkę, nadają jej tempo, które zwalnia w odpowiednich momentach, jednak nigdy się nie wlecze.

Bohaterowie stworzeni przez autorkę są niesamowicie dobrze wykreowani. Każdy z nich ma inny charakter, każdym kierują inne uczucia. Mamy okazję poznać postacie, które w pierwszym tomie pojawiły się przelotnie, odkrywamy ich nowe cechy i uświadamiamy sobie, że bez przerwy nas zaskakują. Najbardziej intrygującym i pociągającym bohaterem był dla mnie Jaxon Hall. Zwrócił moją uwagę już w Czasie Żniw, w którym nie pojawiał się często z wiadomych przyczyn. Jax to postać niesamowicie wyrazista i tajemnicza. Bezustannie odkrywany kolejne jego cechy, dlaczego podejmuje takie, a nie inne decyzje.

Cała seria Czasu Żniw jest niesamowicie oryginalna, ponieważ nie można jej porównać do żadnej innej książki. Świat, bohaterowie, postacie wszystko jest nowe, wszystko jest niebezpieczne, interesujące i pociągające. Gdy zaczęłam Czytać Zakon Mimów nie mogłam się oderwać i skończyłam go w ciągu jednego dnia. Każda kolejna strona pochłania, sprawia, że nie możemy się oderwać od lektury, a po jej zakończeniu odczuwamy niedosyt. Samantha Shannon wie, w którym momencie zakończyć akcję, aby czytelnik nie mógł myśleć o niczym innym, by nieustannie wyobrażał sobie dalsze losy bohaterów.

Pierwszy tom pokochała i tak samo jest w przypadku Zakonu Mimów. Uważam, że seria Czas Żniw jest prawdziwym mistrzostwem i jeśli nie czytaliście jeszcze pierwszego tomu, to jak najszybciej to nadróbcie. Nadal nie potrafię wyjść z podziwu dla autorki, która stworzyła tak skomplikowany, a jednocześnie spójny i logiczny świat, zaskakujący i wciągający od samego początku. Teraz trzeba tylko czekać i cieszyć się, że przed nami jeszcze pięć tomów tej niesamowitej siedmiotomowej serii.

http://someculturewithme.blogspot.com/2015/06/czas-odzyskac-co-nasze-zakon-mimow.html
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
19-06-2015 o godz 13:22 MarreS dodał recenzję:
Paige Mahoney udaje się zbiec z Szeolu I i powrócić do Sajonu Londyn, pod opiekę swojego mim-lorda Jaxona. Dziewczyna zdaje sobie jednak sprawę, że pragnie czegoś więcej, szczególnie, że jej pracodawca zamierza zataić informacje o Refaitach i Emmitach. Od teraz Paige będzie musiała grać na dwa fronty i odkryje skorumpowanie na najwyższych szczeblach organizacji jasnowidzów. A Sajon czuwa.

Bardzo rzadko zdarza się, żeby kontynuacja przerosła tom pierwszy. Nawet jeśli są na równym poziomie, to i tak część drugą odbiera się słabiej, ponieważ znamy już ten świat, nie ma tego powiewu świeżości. Po za tym zdarza się, tutaj chodzi akurat o najpopularniejszy chyba [i niestety] rodzaj serii, czyli trylogie, że tom drugi jest tylko przystankiem na złapanie oddechu pomiędzy dwoma pozostałymi. Tak więc bardzo ciężko napisać dobry sequel. Ale Samanthie Shannon się to udało.

Przede wszystkim, jak można wywnioskować już z opisu, mamy tu do czynienia z zupełnie innym otoczeniem niż w przypadku Czasu żniw, a więc i z nowymi możliwościami, które zostały świetnie wykorzystane. Autorka zagłębiła się w skorumpowane zakamarki londyńskiego Syndykatu. Strasznie spodobał mi się pomysł na swoiste "getto" dla nikczemnych augurów, Posłańców Literackich i nie tylko. Za sprawą Naczelnika czytelnik może również poznać nieco historii Międzyświatów. Tak więc Samantha Shannon nadal mnóstwo "wyciąga" ze szczegółowo wykreowanego przez siebie świata i wciąż dodaje kolejne szczegóły. Wciąż brakuje trochę tych opisów, które nie są chyba najmocniejszą stroną pisarki. Ale nie można mieć najwyraźniej wszystkiego?

Dużym minusem jest korekta. Leży i kwiczy. W dialogach myślniki często zupełnie pomieszane, dodane "entery" przez co wypowiedź nie ma sensu. Błędy w nazwach własnych, takie jak "Zwierzchniuk" przede wszystkim bawią, ale kiedy zobaczyłam "niewidzieliśmy" to zalała mnie zwyczajnie krew.

W tym tomie Autorka postawiła szczególnie na akcję. Miałam wrażenie, że było jej więcej niż w tomie pierwszym, a i nie umknęło mi nigdzie parę miesięcy. Dzieje się naprawdę dużo - szczytem były trzy "przygody" jednego dnia - ale jednocześnie nie odczuwa się przesady. Zmniejszyła też rolę wątku romantycznego, tak że z ulgą mogę wywalić etykietkę "paranormal romance". Samantha Shannon zafundowała nam kilka ciekawych zwrotów, w tym jeden... na sam koniec. I wtedy też odkryłam, że potrafię przeżywać książkę. TAK WIĘC BŁAGAM WSZYSTKICH TYCH, KTÓRZY MAJĄ LEKTURĘ ZA SOBĄ: TO NIE BYŁ NACZELNIK, PRAWDA?!

No dobra, powinnam się uspokoić. Mam nadzieję, że był to ten tani chwyt, aby czytelnik nie mógł się doczekać następnego tomu, w którym okaże się, iż to był taki specjalny chwyt i tak naprawdę będzie to kto inny... Nie wspomniałam jeszcze o Paige, ale... nie ma tu za dużo do wspominania. Typowa bohaterka young adult. Wiecie o czym mowa? Uwielbiam jednak Jaxona za bycie totalną świnią, I Ivy za jej drugą tożsamość [nie, to nie spoiler, ona nie jest szpiegiem].

Zakon mimów naprawdę pozytywnie mnie zaskoczył. Jest to przede wszystkim szybkie czytadło, ale bazujące na oryginalnym pomyśle oraz niezwykłym świecie. Kwestia siedmiu tomów nadal pozostaje dla mnie zagadką, ale o ile przyjaciółka będzie kupować, to z pewnością po nie sięgnę. Polecam.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
18-06-2015 o godz 19:04 kate627 dodał recenzję:
Autor: Samantha Shannon

Tytuł: Zakon Mimów

Seria: The Bone Season #2

Wydawnictwo: Sine Qua Non

Narracja: pierwszoosobowa – Paige

Główny bohater: Paige Mahoney – 20 lat

Ogumienie: Okładki do tej serii są niezwykle proste, ale hipnotyzujące i zapadające w pamięć. Gdy po raz pierwszy ujrzałam ją, przemówił do mnie przede wszystkim ten krwistoczerwony kolor, który mógł być symbolem ilości przelanej krwi w tej części. Podoba mi się również to, że wszystko obecne na okładce idealnie ze sobą współgra. Zarówno tytuł przeplatający się pomiędzy płatkami kwiatu, obecne tam ćmy i cała fabuła tworzą nierozerwalną całość.

UWAGA! RECENZJA MOŻE ZAWIERAĆ SPOILERY Z PIERWSZEJ CZĘŚCI [CZAS ŻNIW]! CZYTASZ NA WŁASNĄ ODPOWIEDZIALNOŚĆ!

Najlepsze zastosowanie: Paige wróciła z piekła, które spotkało ją w Szeolu I. W sumie z kolonii karnej uciekło ponad 20 osób, jednak nie wszystkim udało się przeżyć. Została niewielka garstka, która teraz bez przerwy musi się ukrywać przed Sajonem. Jednak to twarz Paige pojawia się najczęściej w telewizji i jest ona najbardziej poszukiwanym zbiegiem. Nashira nie pozwoli jej żyć. Nie po tym, co zrobiła w Szeolu i jak zabrała jej Naczelnika. Dziewczyna stara się za to przekonać swojego mim-lorda, Jaxona, aby przekazać światu wiadomość, o tym, że istnieje coś takiego jak Refaita i Emmita. Że Sajon tak naprawdę jest pod wpływem ich władzy. Że to oni rządzą całym światem. Mężczyzna pozostaje jednak nieugięty i Paige zamiast przyjąć to do wiadomości zaczyna się zastanawiać nad innymi wariantami pozwalającymi przekazać prawdę prostemu, szaremu człowiekowi. Wtedy wśród jasnowidzów powstaje zamieszanie, gdyż zostaje zabity ten, który stał u szczytu władzy. Jednak nikt nie jest w stanie powiedzieć, kto jest za to odpowiedzialny. A dziewczyna zaczyna podejrzewać najgorsze.

Tykać to kijem?: Bałam się zabierać za tę książkę, ponieważ myślałam, że niezbyt dobrze pamiętam Czas żniw i wszystko mi się pomiesza. Jednak czekanie tak długo na następne części jest straszne i przez to czasami zapominamy, co się działo w poprzednim tomie. Zwłaszcza, gdy książki są tak zawiłe, jak w przypadku tej serii. Na szczęście jednak jakoś się odnalazłam, choć przyznać trzeba, że nie było tak łatwo.

Bohaterowie: Paige jest stanowczą, zdeterminowaną i zdecydowaną dziewczyną. Czasem zachowuje się na tyle, ile ma lat, jednak częściej można się nabrać i jej zachowanie wydaje się być dorosłe i przemyślane od początku do końca. Wie, czego chce i stara się osiągać swoje cele. Nic nie jest w stanie jej przeszkodzić w tym, czego pragnie najmocniej. I to mi się w niej podoba. Jest zdeterminowana i uparta. Brakuje jej jednak takiej małej zadziorności, co powodowałoby większy dreszczyk emocji, ale mimo tego jest naprawdę interesującą postacią, potrafiącą o siebie zadbać nawet w najbardziej kryzysowej sytuacji.

Pióro: Najbardziej w tej serii podoba mi się, że cały świat w niej ukazany jest dopracowany do najmniejszego szczegółu. W kwestii technicznej zupełnie nie ma się do czego przyczepić, ponieważ nie można znaleźć ani jednej nieścisłości. Wszystko jest opisane i zrozumiałe. Pod tym względem po prostu cudowne.

Całokształt: Jako całość Zakon Mimów jest naprawdę dobrą kontynuacją. Trudno jednak jest mi powiedzieć, czy jest lepszy czy gorszy do jedynki, ponieważ dzieją się całkiem inne wydarzenia, a przede wszystkim w całkiem innym otoczeniu. Teraz Paige jest „u siebie” i może postępować tak jak chce i nikt nie jest jej w stanie kontrolować. Dzięki temu w książce jest więcej akcji i jest ciekawsza. Więcej się dzieje, co sprawia, że człowiek czeka na kolejne wydarzenia ze zniecierpliwieniem zastanawiając się, co się za chwilę wydarzy. Ciągłe napięcie i niepewność sprawiają, że czytelnik ma ochotę jak najszybciej ją przeczytać i sprawdzić jak to wszystko wygląda. A ostatnie słowa sprawiają, że zamiera ze zdziwieniem na ustach, żądając jak najszybciej kolejnej części.

Jedynym mankamentem jest korekta. A właściwie jej brak. Kilkakrotnie zdarzało się, że brakowało przecinka czy myślnika. Czasami bywało męczące odnajdowanie kolejnych błędów, przez co lektura trochę traciła na wartości. Najgorsze jednak było to, co pojawiło się na stronie 236, czyli słowo ‘niewidzieliśmy’. Tak, napisane było tak jak powyżej, czyli razem ;-;

Artemis radzi: Jeśli Czas żniw Ci się spodobał myślę, że Zakon Mimów również przypadnie Ci do gustu. Ta lekko pogmatwana historia, opowiadająca nam niestworzone bajki o istotach potężnych i niezwyciężonych jest naprawdę niesamowita, mimo że mocno i głęboko zawiła. Mimo wszystko polecam, bo cóż innego mi pozostało.

Mój osąd: Potężny heros – 8/10
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
12-06-2015 o godz 17:40 AmeliaGrey dodał recenzję:
W końcu nadszedł ten czas. W końcu mogłam powrócić do świata wykreowanego przez Samanthę Shannon. Świata, gdzie każdy drobiazg jest dopracowany. Gdzie wszystko ma swoje miejsce, a jedno logicznie wynika z drugiego. Po skończeniu poprzedniej części nie mogłam się wprost doczekać, kiedy będę mogła w końcu sięgnąć po kolejny tom. I stało się. Przeczytałam go. A teraz znowu muszę cierpliwie czekać...

Paige udało się uciec z kolonii karnej. Koniec jednych kłopotów staje się początkiem kolejnych. Dziewczyna jest teraz najbardziej poszukiwaną osobą w Londynie. Ma jednak zadanie do wykonania. Świat musi dowiedzieć się o istnieniu Rafaeitów i Emmitów. Dowiedzieć się i podjąć walkę przeciw nim. Proste z pozoru przedsięwzięcie przysporzy Paige wielu problemów. W samym Syndykacie zaś wszystkich czekają bardzo poważne zmiany, w które zostaną wplątani nasi bohaterowie.

Nigdy chyba nie wyjdę z podziwu wyobraźni, jaką dysponuje autorka. Ona nie wymyśliła pierwszej lepszej fantastycznej historii. Ona stworzyła wszystko od nowa. Wykreowała cały świat w najdrobniejszych szczegółach. Siedem kategorii jasnowidzenia, dziesiątki różnych jasnowidzów, podział podziemia, gangi, władze, nawet uzasadnienie opowiadanej historii w przeszłości. Wszystko to stworzyła wyobraźnia Pani Shannon. Może to co prawda powodować wrażenie chaosu, tym bardziej, jeżeli od czytania poprzedniej części minęło trochę czasu, jak w moim przypadku. Nie ukrywam, momentami ciężki mi się było odnaleźć, ale wierzcie mi, dla możliwości znalezienia się w tym fantastycznym świecie i poznania kolejnych pomysłów autorki, naprawdę warto poświęcić czas!

W tym tomie akcja ani na moment nie ustępuje tej z Czasu Żniw. Tym razem nie toczy się już w kolonii karnej. Przybliżone mamy tu bardziej metody działania samego Syndykatu i Sajonu. Fabuła skupia się na nowych wątkach związanych właśnie z tymi organizacjami. Nie zabraknie też kontynuacji tematów z poprzedniej części. Wszystko to ładnie się ze sobą przeplata, także nie ma mowy o nudzie. Nie można też narzekać na powierzchowne skonstruowanie bohaterów czy na to, że nas irytują. Wszystko tu jest tak, jak być powinno. Jest akcja, jest tajemnica, magiczny świat i element zaskoczenia. Książka jednak nie należy do tych, które się połyka od razu. Może to przez nagromadzenie wątków czy wszystkie fantastyczne nowości wykreowane przez autorkę. Warto jednak posmakować tego, co zostało dla nas stworzone, bo całość zachwyca do głębi!

Zakończenie natomiast sprawia, że oczekiwanie na kolejny tom staje się niesamowicie trudne. Po tym wszystkim, co się wydarzyło, chciałoby się od razu sięgnąć po kontynuację i przeczytać dalszy ciąg historii. A tu znów trzeba czekać. Jeżeli chcecie poznać wszystkie drobiazgi, które dla swoich czytelników wykreowała Samantha Shannon, a potem dotrzymać mi towarzystwa w oczekiwaniu na kolejną część, sięgnijcie koniecznie po tę serię!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
28-05-2015 o godz 22:56 Agnesja dodał recenzję:
"Nadzieja to fundament rewolucji. Bez niej jesteśmy tylko prochem, który czeka, aż porwie go wiatr."


„Zakon mimów” to długo wyczekiwana kontynuacja niesamowitego „Czasu żniw”, który zmieszał niepokojącą wizję przyszłości z całkiem nowym wątkiem fanastycznym i światem starannie wykreowanym od samej podszewki. Przyznam, że miałam wobec drugiej części serii spore oczekiwania, które niestety początkowo były powodem mojego zawodu. Całe szczęście, w porę wszystko wróciło do normy i ostatecznie otrzymałam opowieść z samych wyżyn fanastyki, chociaż i tak „Czas żniw” zdecydowanie góruje nad swoją kontynuacją.

Paige Mahoney powraca do SajLo wraz z garstką jasnowidzów, którzy przetrwali ucieczkę z kolonii karnej Szeol I. Każdy z nich musi ukrywać się przed nieznającym litości dla odmieńców Sajonem. Paige pragnie powiedzieć wszystkim o mordach w kolonii i bezlitosnych rządach Refaitów, jednak nikt nie bierze jej słów na poważnie. Dopiero wtedy dziewczyna dowiaduje się, że większość mim-lordów martwi się jedynie o zyski i reputację. Dotychczasowe bezpieczeństwo zapewniane przez syndykat okazuje się być dla wszystkich odmieńców złotą klatką. Londyn potrzebuje nowego przywódcy, nowego Zwierzchnika, który położy kres władzy Refaitów, handlowi ludźmi i politycznym spiskom. A kto, jak nie Paige, lepiej sobie z tym poradzi?

Akcja „Zakonu mimów” rozpoczyna się we wrześniu 2059 roku, praktycznie w tym samym miejscu, w którym z bohaterami rozstaliśmy się w poprzednim tomie. Widzimy tragiczny finał spektakularnej ucieczki z Szeolu I, ale powrót Paige powinien oznaczać ostateczne zwycięstwo. Niestety, kolejne karty powieści rozszarpują nasze nadzieje na drobne kawałeczki. Spokój, poukładanie spraw, zniszczenie zagrożenia – tego się spodziewamy. Tak naprawdę w tym tomie autorka ukazuje nam pewne tajniki Londyńskiego świata, niedołęstwo polityki i ogromną niesprawiedliwość. Pozornie poukładane życie jasnowidzów zostaje przekształcone w dobrowolne więzienie, a władza w obliczu zagrożenia, jakim jest Paige, posuwa się do najbardziej nieetycznych poczynań. „Zakon mimów” jest bowiem książką o poszukiwaniu wolności, o uzyskiwaniu nowej tożsamości na skutek buntu wobec świata, któremu powinno się być za wszystko wdzięcznym. Problem w tym, że wdzięczność dla świata a oddanie jemu swojego życia i tożsamości to zupełnie inne rzeczy.

Wspomniałam już, że początkowo byłam lekturą zwyczajnie zawiedziona. Nie potrafiłam na nowo wciągnąć się w świat stworzony przez Samanthę Shannon, mój mózg jakby nie nadążał za wydarzeniami. Wydawało mi się, że przez pierwsze 200 stron zupełnie nic się nie dzieje, a poziom tej książki w odróżnieniu do poprzedniczki spadł na dno oceanu i pocałował muł. Może to moje wrażenie spowodowane właśnie niemożnością ponownego wniknięcia do historii z odpowiednią dawką dociekliwości, a może faktycznie fabuła potrzebowała w tym wypadu czasu aby rozkręcić się na dobre. Po przebrnięciu przez prawie połowę lektury, nagle coś się zmieniło i nie potrafiłam się od niej oderwać. Zaczęłam w końcu łączyć fakty, czuć napięcie i niepewność. Zrozumiałam sens politycznych intryg, jej związek z Refaitami i gangiem Szmacianych Kukieł. Akcja znacznie przyśpieszyła i już do końca nie pozwalała się nudzić. O końcówce już nawet nie wspomnę. Zamknięciu książki towarzyszyło wybałuszenie oczu.

To był właśnie ten moment, kiedy twój mały świat się wali i masz ochotę spotkać się czołem z własnym biurkiem.

No cóż, z jednej strony niezadowolenie i szok – z drugiej strony ogromna satysfakcja, że autorka odważyła się tak zaskoczyć czytelnika. Ja nie chcę, ja POTRZEBUJĘ kolejnej części, jak najszybciej.

„Zakon mimów” to bardzo dobra książka, choć trochę słabsza od swojej poprzedniczki, nadal zasługuje na ogromne wyróżnienie wśród tego typu literatury. Moim skromnym zdaniem, „Miasto kości” do „Czasu żniw” się nawet nie umywa, chociaż każdy może mieć co do tego odmienne zdanie. Zdecydowanie polecam tą serię, świat stworzony przez Shannon to miejsce, które powinien odwiedzić każdy zwolennik obfitującej w zaskoczenia i emocjonującej lektury.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
28-05-2015 o godz 11:58 Kamila Idziaszek dodał recenzję:
Zakon Mimów to kontynuacja wspaniałego Czasu Żniw, czyli pierwszej części serii o tej samej nazwie. Jeśli śledzicie mojego bloga to zapewne wiecie, że pierwszy tom zrobił na mnie ogromne wrażenie, a historia jaką przedstawiła autorka skradła moje serce. Od kiedy tylko skończyłam czytać początek tego niezwykłego cyklu, czekałam z niecierpliwością na jakiekolwiek wzmianki o kontynuacji. Wreszcie doczekałam się tej pięknej chwili i w moje ręce wpadł Zakon Mimów. Nie zwlekając zbyt długo zabrałam się za czytanie i muszę przyznać, że... po prostu przepadłam. Samantha Shannon wciągnęła mnie do swojego świata i nie pozwalała mi jeszcze długo go opuścić. Jednak o tym wszystkim dowiecie się już za chwilę. W pierwszej kolejności postaram się przybliżyć Wam co nieco tą niezwykle rozbudowaną fabułę. Zapraszam do dalszego czytania!

Po ucieczce z kolonii karnej Szeol I, nic nie jest już takie samo jak przedtem. Zaledwie kilku osobom udaje się ukryć na ulicach Londynu. Żadne z nich nie jest bezpieczne. Każdy kto ocalał musi mieć się na baczności i pod żadnym pozorem nie tracić czujności. Wszyscy toczą walkę o dalsze życie. Paige chce, aby wszystko co wie o Refaitach i Emmitach ujrzało światło dzienne. Pragnie, aby wszystkie tajemnice zostały wyjawione i społeczność jasnowidzów dowiedziała się o tym co przez lata było skutecznie ukrywane. Czy ktokolwiek wysłucha młodą dziewczynę? Czy ktokolwiek w ogóle jej uwierzy?

Autorka już od samego początku wrzuca czytelnika na głęboką wodę i bardzo szczegółowo przedstawia stworzony przez siebie świat. Muszę przyznać, że pierwsze rozdziały były dla mnie dosyć trudne do zrozumienia, ale to tylko i wyłącznie dlatego, że pierwszą część tej serii czytałam już dosyć dawno i wiele szczegółów po prostu uciekło z mojej pamięci. Jestem pewna jednak, że każdy kto ma jakiekolwiek problemy ze zrozumieniem autorki, bardzo szybko sobie z nimi poradzi, ponieważ Samantha Shannon tak dokładnie wszystko opisuje, że prędzej czy później zrozumie całą fabułę.

Nadal nie potrafię przywyknąć do tego, że tak młoda osoba jak Samantha Shannon może stworzyć tak niezwykły świat i dopracować go do nawet najmniejszego szczegółu. Uwierzcie mi, że pisząc tę recenzję wcale nie przesadzam. Autorka wzięła pod uwagę najdrobniejsze, pozornie nic nieznaczące detale i sprawiła, że stały się one niezwykle istotne. Uwielbiam wszystko co wykreowała Pani Shannon i mogę śmiało stwierdzić, że Czas Żniw to jedna z lepszych serii jakie kiedykolwiek powstały. Zazdroszczę autorce tak ogromnej wyobraźni i już nie mogę doczekać się co takiego wymyśli ona w kolejnej części przygód Paige.

Bohaterowie - tak jak w pierwszej części - są świetnie dopracowani. Każdy z nich ma inny charakter i posiada szereg zalet, ale także wiele wad. W świecie Samanthy Shannon nic nie jest czarne ani białe. Nawet najlepszy przyjaciel może okazać się wrogiem, a największy wróg - sprzymierzeńcem. Uwielbiam Paige, która jest niezwykle odważna, sympatyczna oraz mądra. Nie wyobrażam sobie lepszej głównej bohaterki i cieszę się, że jeszcze kiedyś będę mogła poznać jej dalsze losy. Oczywiście moją drugą miłością w tej serii jest Naczelnik i chyba nic już tego nie zmieni. Żeby zrozumieć moje odczucia koniecznie musicie poznać twórczość tej autorki.

Zakończenie całkowicie mnie zaskoczyło i do tej pory nie mogę uwierzyć w to co się stało. Nie mam pojęcia jak wytrzymam do premiery kolejnej części, ale czuję, że muszę jak najszybciej poznać dalsze losy Paige. Autorka pozostawiła mnie w takiej niepewności, jakiej już dawno nie zaznałam. Z jednej strony ją za to uwielbiam, z drugiej natomiast - nienawidzę.

Podsumowując - Zakon Mimów to idealna kontynuacja, dopracowana w najmniejszych detalach. Myślę, że Samantha Shannon już lepiej nie mogła tego napisać. Seria Czas Żniw jest dla mnie po prostu mistrzostwem i na pewno jeszcze długo będę się nad nią zachwycać. Jeśli jeszcze nie czytaliście pierwszej części, to w sumie nie wiem na co tak naprawdę czekacie. KONIECZNIE musicie poznać Paige i jej losy. Wszyscy Ci, którzy pierwszy tom mają za sobą mam nadzieję, że już zaopatrzyli się w kontynuacje i mają zamiar jak najszybciej ją przeczytać. Gwarantuję, że się nie zawiedziecie.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
26-05-2015 o godz 18:52 Izabela dodał recenzję:
Londyn to niebezpieczna mozaika ulic. Wróżbici, augurzy, media i sensorzy to jedynie wierzchołek góry lodowej jaką jest społeczeństwo Sajonu. Dzieli się ono na Kohorty i Sekcje, gdzie samotna jednostka nie jest w stanie przetrwać. Powstają więc grupy, lepsi i gorsi lordowie, a wkrótce powstanie i całkowity nadzór. To świat, gdzie solidarność jest rzadkością, a ludźmi rządzi desperacja, chęć władzy czy przetrwania i mim-lord wiecznie wstrzymujący wypłatę. Tu nie jest bezpiecznie. Uciekaj, lecz nieustannie oglądaj się za siebie.

Pamiętasz pewien listopadowy dzień, około półtora roku temu? No pewnie, że pamiętasz, czytelniku. Wtedy to oficjalną premierę miał „Czas Żniw”, debiut młodej i piekielnie utalentowanej Brytyjki. Książka ta była swego czasu niemalże na każdym blogu czy literackim portalu, a i nieco wcześniej można było się w nią zaopatrzyć na krakowskich Targach, o ile mnie pamięć nie myli. „Czas Żniw” powoli dezorientował czytelnika skomplikowanym obrazem i strukturą Londynu przyszłości, następnie wzbudzał falę ochów i achów, by na sam koniec pozostawić go głodnego dalszych przygód. Może to nudne, ale… „Zakon Mimów” powiela ten schemat.

Ucieczka Paige i jej grupy z Szeolu I zakończyła się powodzeniem, lecz teraz na ich głowy spływają kolejne problemy. Priorytetem stało się ukrywanie przed władzami i możliwe niewychylanie się. Paige ma do powiedzenia więcej niż niektórzy chcą, by powiedziała, jej stosunki z Jaxonem Hallem, mim-lordem I Kohorty stają się napięte, odwieczny wróg całkiem pomocny, życie w cieniu nużące, a prawda coraz bardziej uciążliwa. Twarz Paige znajduje się w każdym zakątku Londynu, a dziewczyna poszukiwana martwa lub żywa wdaje się w grę, w której pozycja faworyty jej absolutnie nie ratuje.

„Zakon Mimów” to porządny kawał literatury. Ta ponad pięciusetstronicowa powieść okazała się jedną z najlepszych przygód, przez które przebrnęłam w ostatnich miesiącach. Przyznam, że początek nie należał do najłatwiejszych. Trochę czasu od lektury pierwszego tomu minęło, lecz wraz z pojawianiem się kolejnych postaci, pewne zakamarki mojej pamięci zaczęły się odblokowywać i już w okolicach trzech czwartych „Zakonu Mimów” wciągnęłam się na dobre. W drugim tomie „The Bone Season” spotykamy starych dobrych bohaterów. Paige wciąż ta sama, odważna i szybka, lecz moim zdaniem o nieco gorącej głowie. Faworyta Jaxona Halla chce wciąż więcej i nie boi się po to sięgać, lecz o konsekwencjach myśli nieco później. Jaxon Hall, jedna z ulubionych i fascynujących mnie postaci w tym cyklu. Ekscentryczny, niedoskonały i o nieodpartym uroku osobistym. To w moich oczach najlepsza kreacja w tej powieści, ale ja zawsze miałam słabość do czarnych charakterów, nie zaprzeczę. I w końcu Naczelnik, postać budząca ciekawość i odrazę społeczeństwa, potwór wśród ludzi, który tutaj pokazuje twarz o wiele bardziej ludzką niż ci, od których jest to oczekiwane.

Paige dojrzała. Nie pragnie zemsty, lecz sprawiedliwości. Przelała wiele krwi, ale nie jest to machiavellistyczna wizja „po trupach do celu”, a ofiary sytuacji, w której się znalazły. Samantha Shannon zrobiła spore zamieszanie „Czasem Żniw”, lecz nie odczuwam, by następczyni była lepsza czy gorsza w jakimkolwiek stopniu. Jest to płynna kontynuacja, czasem myślę, że nawet zbyt doskonała na stworzenie tak skomplikowanej historii w tak młodym wieku, o czym oczywiście muszę napomknąć.

Dwudziestoczteroletnia Shannon ma zaskakującą łatwość w operowaniu dialogami i akcją, niewymuszenie, niewyczuwalnie. Groza, napięcie, namiętność, wątpliwości i intrygujące postaci. Choć tu mam ból co do niektórych kreacji. Bohaterowie nie są biali i czarni, autorka przejawia pewne odcienie szarości w poszczególnych postaciach, lecz mogłoby być ich więcej. Nie przepadam za przylepianiem komukolwiek etykietki tyrana, lecz ciekawa jestem jak rozwinie się to w następnej części.

Czytelniku, jeśli masz za sobą lekturę pierwszego tomu, doskonale wiesz o czym mówię, jeśli nie, nie masz powodu by po niego nie sięgnąć. Sajon to fascynujące i niebezpieczne miejsce, to dystopijna wizja Londynu w całkiem niedalekiej przyszłości. Już „Czas Żniw” wzbudził we mnie ciekawość i zachwyt, „Zakon Mimów” utwierdził mnie jedynie w przekonaniu, że czekanie na kolejne i kolejne tomy będzie tego warte. Na rynku wydawniczym debiutuje mnóstwo młodych autorek i autorów, którzy w swoich powieściach idą w antyutopię i fantastykę, co czasem daje mi się we znaki i ostrzeżenie, że tematy te już mi się przejadły. Samantha Shannon tworzy świat, który wciągnął mnie bez reszty, to mój konik, ot co. Teraz pozostaje mi wyczekiwać trzeciego tomu i marzyć, że kiedyś, może kiedyś, będę w stanie sama stworzyć coś takiego. Marzyć przecież można, prawda?
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
17-05-2015 o godz 15:53 Marta Jac dodał recenzję:
Z pewnością mogę stwierdzić, że ta książka - dla mnie - była najbardziej wyczekiwaną premierą tego roku. Ale to przecież takie oczywiste. Po takiej pierwszej części? Nie można tak po prostu odpuścić sobie tej serii. Sięgnęłam czym prędzej po "Zakon mimów". Często mówi się, że jeśli pierwszy tom jest wspaniały, to drugi nie da rady mu dorównać. "Czas żniw" zdecydowanie zalicza się do tych serii, których wszystkie części są tak samo niesamowite i zaskakujące.
Zacznijmy od tego, że "Zakon mimów" jest wspaniale skonstruowany, szybka akcja, ciągle coś się dzieje, autorka nie daje czytelnikowi chwili wytchnienia. To nie jest jakiś tam zwykły styl pisania. Wszystko co wychodzi spod pióra pani Shannon jest po prostu piękne i bardzo, bardzo zawiłe. Okay, może na początku trzeba do tego przywyknąć, ale następuje to już po kilku rozdziałach. Później już czytelnik wbija się na dobre i nie może skończyć czytać. To jest to co przyciąga czytelników w bardzo dużym stopniu.
Kurczę, ja naprawdę nie rozumiem tego jak cały ten świat Sajonu mógł się zrodzić w głowie tak młodej autorki i nic, a nic jej się nie miesza. To jest po prostu niesamowite! Ta seria już od początku zapowiadała się świetnie i jestem stuprocentowo pewna, że kolejne tomy będą utrzymane na tym samym poziomie co poprzednie. Po prostu nie potrafię nawet wyrazić mojego zachwytu słowami. Zdecydowanie ta seria wpada na listę trzech ulubionych serii, a autorka powiększa listę ulubionych autorów do czterech. Szaleństwo!
Wszystkie zaskoczenia jakie mnie spotkały podczas czytania "Zakonu..." często po prostu rujnowały moją psychikę. To nie było coś zwykłego. Ot, ktoś tam z kimś tam, o kimś tam, po czymś tam, pomyślałam 'wow' i czytałam dalej. To nie ta książka. Tutaj każdy prawie rozdział kończyłam z szeroko otwartymi oczyma i niedowierzaniem. Jakim cudem? To nie realne? Co się właściwie stało? Autora zaserwowała nam miliony niezwykłych sytuacji, ale to co zrobiła na końcu książki po prostu mną wstrząsnęło. Tak nie kończy się książek! Jeśli ktoś czytał wie, jak się teraz czuję. A najgorsze, że uświadomiłam sobie, iż na następną część czekać będę musiała rok. Rok! O nie. Chyba naprawdę się pogniewam na panią Shannon. Zero wyjaśnienia, rozdział urwany można powiedzieć w środku dialogu. O kurczę.
O KURCZĘ.
Bohaterowie, bo bez tego nie może się obyć żadna recenzja! Przecudowni, prawdziwi, żywi! Rzadko spotykam się z tak dobrze wykreowanymi postaniami, w których zakochałam się po uszy i, o których ciągle pamiętam nawet po zakończeniu książki. Paige mnie nie denerwowała - wręcz przeciwnie. Kibicowałam jej z całych sił i właściwie to zawsze wybrałabym te same rozwiązanie co ona. Spodobało mi się to, że w tej części lepiej poznałam przyjaciół Paige z Siedmiu Pieczęci z Jaxonem na czele. Wszystko idealnie napisane, a te postacie to po prostu wspaniałe zwieńczenie. Wisienka na torcie. Wątek miłosny, bo przecież można się go spodziewać, spodobał mi się t tego względu, ze był także takim dopełnieniem, a nie skupiał na sobie całej uwagi. Pięknie.
Czy ja jeszcze muszę coś pisać? Ta seria zapowiada się naprawdę wspaniale, nie wiem jak przeczekam ten rok, bez kolejnej części, ale jakoś dam radę. Jestem pewna tego, że "Zakon..." oraz "Czas żniw" stuprocentowo zasługują na wszystkie pochwały jakie są kierowane pod ich kierunkiem. A pani Samantha Shannon powinna zbierać pokłony za to, że potrafi stworzyć coś tak pięknego i skomplikowanego, że ja nawet w snach bym tego nie potrafiła wymyślić, a co dopiero napisać. Pełen podziw i dużo miłości! :)))
Moja ocena: 6/6!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
16-05-2015 o godz 19:40 gabaokey dodał recenzję:
„Zakon Mimów” poziomem dorównuje pierwszej części, gwarantując szybką i zaskakującą akcję, skomplikowany, pełen szczegółów świat oraz brutalne prawa, jakimi się on rządzi. Ucieczka z Szeolu I nie kończy się dobrze, tylko garstce udaje się uzyskać schronienie w Londynie. Paige, a właściwie Blada Śniąca, faworyta Białego Spoiwa z I-4 powinna odzyskać swoją pozycję wśród gangów i stworzyć plan zmierzenia się z Sajonem oraz Nashirą Sargas. Aby zniszczyć Szeol I – obóz, gdzie więzieni i traktowani z wielkim okrucieństwem są jasnowidze, musi przekazać społeczeństwu informację o istnieniu Refaitów oraz Emmitów. Jedynym wyjściem jest zwołanie Eterycznego Stowarzyszenia składającego się na przywódców przestępczego Syndykatu. Na swojej drodze napotyka wiele problemów, w tym same gangi, cały czas knujące, chcące pieniędzy i władzy. Trudno jej wyrwać się spod rządów swojego mini-lorda, Jaxona. Dodatkowo Refaici próbują ją powstrzymać. Z zewsząd ktoś na nią poluje, ulice są niebezpieczne, dawne kryjówki także. Paige musi podjąć decyzję, czy podoła jako liderka rebelii przeciwko Sajonowi? Tym bardziej, że wrogów ma wiele, jest także najbardziej poszukiwaną osobą w całym Londynie. Ta walka będzie naprawdę trudna.

Jestem pod ogromnym wrażeniem tego, co stworzyła Shannon. Czekałam dwa lata na tę książkę – na jej temat przeprowadziłam wiele dyskusji, wyczekiwałam na informacje odnośnie premiery i sama jestem zdziwiona tym, jak bardzo wsiąkłam w mroczny i niebezpieczny Londyn, świat Jasnowidzów, posągowych Refaitów oraz wojny o wolność. „Zakon Mimów” to niesamowita przygoda, autorka stworzyła tak wyrazisty obraz tego uniwersum, że bez problemu możemy sobie je wyobrazić. Pomysł, szczegóły, jak ukazanie Londynu, jego ulic i sekretów, Eterycznego Stowarzyszenia i zasad na podstawie, których działa, drobne zwyczaje, czy zwroty po irlandzku wplecione w fabułę, nazwy wymyślone przez autorkę lub też zapożyczone z dziewiętnastowiecznego slangu podziemia przestępczego Londynu, jak i wiele więcej – to wszystko sprawia, że książkę czyta się z szeroko otwartymi oczami, nie bacząc na późną porę i zmęczone oczy.

Początek książki to płynna kontynuacja zakończenia pierwszego tomu. Akcja wraz z pędzącym pociągiem od razu nabiera tempa. Znowu powracamy na ulicę Londynu, a Paige powtórnie przyjmuję rolę Bladej Śniącej. Jednak wszystko się zmienia. Pierwsza część to snucie planów, wyczekiwanie bohaterki na znak ze strony Naczelnika oraz ponowne ukazanie nam reguł, którymi rządzi się Sajon. Poznajemy więcej jasnowidzów, wchodzimy w mroczny świat Syndykatu, w którym toczy się brutalna i pełna intryg gra. Autorka przedstawia nam jeszcze raz to uniwersum, dając możliwość poznać postaci, które w pierwszym tomie zeszły trochę na dalszy plan. Istotna staje się więź Paige z jej mini-lordem, to jak wygląda hierarchia gangów i czym dokładnie jest Eteryczne Towarzystwo. Przyznam, że czekałam na większy rozwój akcji, a właściwie na pojawienie się Refaitów. I stało się! Historia nabrała rozpędu i nikt nie mógł mnie już z niej wyrwać.

Książkę czyta się szybko, mimo że jest naprawdę pokaźna, to język i lekkość pióra autorki oraz sama fabuła sprawia, że nie można się od niej oderwać. Narracja pamiętnikarska, jednak bardzo subtelna, poznajemy myśli bohaterki, jej uczucia, przy szybko toczącej się akcji, zmieniających się sceneriach oraz cały czas przemycanych informacjach odnoście Sajonu, jego historii, czy gangów. Autorka, co jakiś czas przytacza cytaty z literatury groszowej, a właściwie z broszury, którą pewnie kojarzycie z pierwszego tomu. Książka podzielona jest na trzy części, zawiera także mapy, rozpiskę członków Eterycznego Stowarzyszenia, kategorii jasnowidzenia, jak i niezwykle przydatny słowniczek, który radzę przeczytać na samym początku, aby nie pogubić się w licznych określeniach. Jeśli boicie się, że nie pamiętacie już fabuły z pierwszego tomu, a nie macie jak sobie jej przypomnieć, to w pierwszych rozdziałach Shannon sprytnie nakreśla, to, co działo się w „Czasie Żniw” – Paige opowiada swoim przyjaciołom, co ją spotkało, przez co nie gubimy się w powieści i natłoku informacji.

To jedna z książek, które bronią się same – swoją fabułą, ukazanym światem, emocjami i dreszczykiem niepokoju, który czuje się podczas jej czytania. Mroczny i nieposkromiony Londyn. Jasnowidze i ich wojna o władzę. I coś większego, co czai się cały czas z boku, ale wiemy, że zaraz, zaraz może zaatakować… Polecam „Zakon Mimów” wszystkim, którzy zafascynowali się pierwszym tomem i którzy chcą widzieć, jak dalej potoczyły się losy Paige oraz jej przyjaciół. Nie jest to łatwy świat, ale pełen goryczy i brutalności, dlatego nie spodziewajcie się też lekkiej lektury – to książka z dużą ilością akcji, krwi, zjawisk nadprzyrodzonych oraz ciągłej walki.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
14-05-2015 o godz 14:58 Heather dodał recenzję:
Tom pierwszy serii, czyli "Czas żniw" wciągnął mnie w swoją historię już jakiś czas temu i oczekiwanie na kontynuacje było dla mnie oczywistym krokiem. Jednak o ile "Czas żniw" wydał mi się książką bardzo dobrą, to "Zakon Mimów" powalił mnie na kolana.

Paige Mahoney udało się zbiec z kolonii karnej Szeol I słynącej ze swej bezwzględnej brutalności, jednak nie obyło się bez ofiar. W dodatku sukces ucieczki zagwarantował jej miano najbardziej poszukiwanego zbiega w Londynie. Gra w kotka i myszkę pomiędzy dziewczyną a ścigającymi rozpoczyna się na dobre. Ale to nie koniec walki Paige. Już czas, by ktoś w końcu odsłonił prawdę. Jednak nie wszystkim się to spodoba. Kto wygra, dobro czy zło?

"Życie, jakkolwiek wspaniałe, jest jednak na końcu trochę marne."

Pamiętam jak w pierwszym tomie nie potrafiłam odnaleźć się w świecie bohaterów. Drażniły mnie przydługie nazwy, których kompletnie nie potrafiłam zapamiętać, a o odróżnieniu ich już nie było mowy! Tym razem z wielką przyjemnością zagłębiłam się w świat stworzony przez autorkę. Nic mi nie przeszkadzało, nic nie drażniło, a z czasem zdałam sobie sprawę, że ogromnie tęskniłam za tym wszystkim. Shannon ułatwiła sprawę przypominając o rozpisce bohaterów na końcu lektury, z którą chętnie się zapoznałam.

Na największe uznanie zasługują bohaterowie, którzy stanowią główną atrakcję tej książki. Paige odzwierciedla wszystkie cechy bohaterki gotowej zaspokoić największe wymagania - chociaż paraliżuje ją strach nie boi się igrać ze złem, podejmuje walkę mimo braku sił, jest niesamowicie inteligentna i silna wewnętrznie a mimo to przebija się przez to wszystko jej kruchość, lekkość i zagubienie. Cała paleta emocji gwarantowana! Podobnie jest w przypadku Naczelnika, który potrafi złamać nie jedno serce. Jest kusząco zagadkowy, dyskretny i cała ta niejasność jego postaw jest imponująca. Autorka skupiła się na detalach, dopracowała swoje postacie tworząc im konkretne miejsce w świecie, nadając cechy charakteru i osobowości umożliwiające indywidualizm na najwyższym poziomie.

"Serca są frywolne, nadają się tylko do trawienia duszy."

Samantha Shannon pisze z lekkością, której może pozazdrościć jej nie jeden autor. Jej lekki, obrazowy i przy tym niezwykle płynny język zabiera czytelnika w podróż pełną niesamowitych wrażeń. To wiąże się też z kreacją świata, pełną i kompletną od której trudno się oderwać. Jednak autorka ma również tendencje do tworzenia cudownego klimatu tajemniczości, który uwielbiam i który zawsze mnie hipnotyzuje. Największe odzwierciedlenie baśniowej tajemniczości jest widoczne w wątku miłosnym, najlepszym z jakim się ostatnio spotkałam.

"Zakon Mimów" kryje w sobie to wszystko, czego wymagam od najlepszej historii - doskonale zakreślonych bohaterów, wciągającą fabułę i nieprzerwaną akcję. Zdecydowanie trzyma poziom pierwszej części, o ile nie jest jeszcze lepszą historią. Niezaznajomionych z przygodami Paige odsyłam do "Czasu żniw", gwarantuję, że po lekturze sami zaczniecie się rozglądać za kontynuacją. Można przepaść, naprawdę!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
12-05-2015 o godz 21:42 Elenkaa dodał recenzję:
Po przeczytaniu pierwszej części "The Bone Season" "Czas Żniw" nie mogłam się doczekać kontynuacji. Ale w końcu autorka wydała drugą część (z zaplanowanych siedmiu) a Wydawnictwo Sine Qua Non szybko wzięło się za tłumaczenie. I dzięki temu mogę podzielić się z wami moja opinią o "Zakonie Mimów".

Z Paige Mahoney, 19-letnią mieszkanką Saj-Lo będącą Bladą Śniącą (czyli jedną z najwyższych jasnowidzących) rozstaliśmy się, gdy wraz z wieloma innymi jasnowidzami zdołała wydostać się z kolonii karnej - Szeol I, w której to przeżyła prawdziwe piekło. W ucieczce pomógł jej jeden z wrogów - Refaita, zwany Naczelnikiem, który znika zaraz po tym wydarzeniu. Paige wraca do swojej cytadeli i do mim-lorda Jaxona, choć bardzo niechętnie. Jednak nie ma wyboru, gdyż musi się ukrywać przed praktycznie całym Sajonem, bo Refaici nie spoczną, dopóki jej nie znajdą. Ale nie tylko Refaici są jej wrogami, ale również... cały Sajon.

Powrót do niesamowitej wyobraźni autorki był bardzo pozytywny. Tym razem nie było już mi tak trudno przystosować się do bardzo rozbudowanego świata Paige, bo jednak w pierwszej części trochę się z nim oswoiłam. Co nie zmienia faktu, że nadal jestem pod wielkim wrażeniem wyobraźni tak młodej autorki (zaledwie 24-letniej). Zbudowała naprawdę wspaniałe uniwersum, z któego może jeszcze wiele wyciągnąć. Tym razem trochę nam urozmaiciła powieść dołączając do niej słowniczek pojęć, co jest bardzo pomocne. Ale to nie wszystko co zafundowała nam autorka. Oprócz słowniczka i dołączonego już w pierwszej części drzewa przedstawiającego "Siedem kategorii jasnowidzenia" tym razem dodała również członków Eterycznego Stowarzyszenia poprzydzielanych do Kohort oraz dwie mapki - Dzielnce I i II Kohorty. Uwielbiam takie dodatki w powieściach, zwłaszcza w seriach, które są rozbudowane.

Na pewno trzeba też wspomnieć o wielkiej różnorodności bohaterów. Znajdziemy tutaj przeróżne postaci. Od tych złych (np. Jaxon, który jest bezwzględnym mim-lordem udającym troskę o Paige) do dobrych (np. Nick, który jest bardzo oddany głównej bohaterce, troszczy się o nią i martwi). Jest również wielu bohaterów, którzy nie są jednoznacznie dobrzy, ani źli. Przykładem może być Naczelnik, który jest bardzo kontrowersyjną i jedną z najlepiej wykreowanych według mnie postaci w całej literaturze fantastycznej. Pewnym smaczkiem w tej serii jest również sposób przedstawienia historii Anglii przez Samantę Shannon, która nieco ubarwia i zmienia dawne dzieje wpasowując te wydarzenia w swoją historię.

"Zakon Mimów" to rewelacyjna kontynuacja równie dobrej pierwszej części. Jeśli szukacie niekonwencjonalnego fantasy, niekoniecznie typowej dystopii to jest to seria dla was. I co mi teraz pozostaje... Tylko czekać na dalszy ciąg historii Paige, Nicka, innych jasnowidzów i Refaitów. Gorąco polecam!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
12-05-2015 o godz 21:30 Monika Szulc dodał recenzję:
Po krwawym powstaniu i dramatycznej ucieczce z koloni Szeol I, w końcu przyszedł czas na długo wyczekiwaną kontynuacje. Zniecierpliwiona do granic możliwości, sięgnęłam po „Zakon Mimów” by poznać dalsze losy Paige i jej przyjaciół.

Autorka wykreowała całkowicie inny obraz świata i choć akcja toczy się w roku 2059, czyli nie tak dalekiej przyszłości, to paranormalny aspekt społeczeństwa jest znany znacznie dłużej. Część ludzi to ślepcy, czyli zwykli, niczym się niewyróżniający mieszkańcy, lecz wśród nich są jasnowidze, którzy są tropieni ze względu na swoje zdolności. Zepchnięci na margines, często żyją w skandalicznych warunkach, bądź parają się nielegalnymi interesami. Istnieje siedem kategorii jasnowidzenia, jedni posiadają moc silniejszą od innych, dlatego też są wyżej w hierarchii. Ich moc polega na komunikacji z zaświatami, bądź kontakcie z duchami. Jeśli ktoś sądzi, że temat duchów, często występuję w literaturze, to się z nim zgodzę, jednak nigdy nie został w tak oryginalny sposób wykorzystany. Pani Shannon stworzyła niezwykle przemyślaną i złożoną społeczność, która jest podzielona, to kolejny przejaw pomysłowości autorki. Pomysł na kategorie jasnowidzów i ich podział oraz strukturę Sojonu jest błyskotliwa. Ja wniknęłam w ten skomplikowany, nowy Londyn całkowicie.

Ucieczka z Szeolu I nie potoczyła się dokładnie tak jak miała, tylko nieliczni przeżyli. Paige jest zdeterminowana, by ostrzec mieszkańców Londynu przed Refaitami. Szybko się przekonuję, że Eteryczne Stowarzyszenie nie jest zainteresowane rozwiązywaniem problemów, gdyż skupia się na intrygach i czarnych interesach. Dziewczyna jest zmuszona działać sama i w trakcie wypełniania swojego zadania, odkrywa kłamstwa i knowania ważnych jasnowidzów. Paige wie, że zaufaniem może obdarzyć tylko nielicznych.

Główną bohaterką jest Paige, która całkowicie do mnie przemawia. Bohaterka jest twarda i kieruję się chęcią ocalenia jasnowidzów, jednak w tym dążeniu nie jest delikatna. Kiedy okoliczności stają się dramatyczne, potrafi zabić. Nie jęczy później, że źle zrobiła. Dziewczyna na ulicach Londynu przeszła prawdziwą szkołę życia i przystosowała się do brutalnych warunków. Z pewnością mogę ją zaliczyć do moich ulubionych, twardych bohaterek. W tej części poznajemy lepiej przyjaciół Paige, z którymi pracuję. Podoba mi się to rozwiązanie. Należy zaznaczyć, że każdy w tej książce ma swoje tajemnice, bohaterowie są niezwykle ciekawi i już sama możliwość poznania ich, okazało się przyjemnością. Istotną rolę odgrywają Refaici, a szczególnie jeden szczególny, czyli Naczelnik. Szkoda, że wątek romantyczny stanowi bardzo znikomą część tej historii, ale momentami było naprawdę gorącą.

Akcja początkowo jest powolna, jednak nie jest to uciążliwe, wręcz przeciwnie. Można wczuć się w historie a kiedy wydarzenia nabrały tępa, nie mogłam się oderwać. Wszystkie nowe pojęcia potrafią przyprawić o zawrót głowy, lecz było to zarazem fascynujące.

Czytając „Czas Żniw” byłam zadziwiona informacją, iż to debiut literacki, ponieważ była to zadziwiająco dobra powieść. Do „Zakonu Mimów” podeszłam z wielkimi oczekiwaniami i moje wymagania zostały całkowicie spełnione. Książkę jak najbardziej polecam, ta seria jest zaskakująca, nie zawiedziecie się na niej. Spektakularne starcia i barwni bohaterowie zapewnią wam niezapomnianą przygodę.
5+/6
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
07-05-2015 o godz 17:19 Adriana Bączkiewicz dodał recenzję:
W tym przypadku nie było możliwości, by nie sięgnąć po tę książkę tuż po premierze. Ponad rok temu, gdy przeczytałam pierwszą część Czasu Żniw, byłam po prostu oczarowana. Chociaż muszę przyznać, że wtedy jeszcze nie zajmowałam się blogowaniem, stąd brak mojej recenzji. Jednak z drugiej strony ciągle miałam przebłyski tej historii i sądziłam, że nie będę miała problemu z wkroczeniem do tomu drugiego. Jakże wielce się myliłam.

Paige Mahoney uciekając z jednego piekła, tak naprawdę wpadła do kolejnego kręgu piekielnego. Jest na ustach innych osób, stając się jednocześnie najbardziej poszukiwaną osobą w Londynie. Czy Naczelnik przeżył? Oraz jak odnajdzie siebie główna bohaterka, w tym kotle kłamstw?

Wkraczamy w tym tomie do znanego nam uniwersum, a jednak z drugiej strony, wciąż poznajemy nowe szczegóły związane z tym światem. Tym razem wtapiamy się w tłum na ulicach Londynu w 2059 roku. Kroczymy jak cień za Paige, w odmętach gangów, ich machlojek, a przede wszystkim musimy się odnaleźć w spiskach, knutych nawet przez najbliższych. Tak jak już wspomniałam, trudno było mi się przebić do historii na początkowych stu stronach. Gdzieś z tyłu głowy posiadałam blokadę, co do miejsc, zdarzeń, a przede wszystkim, co do imion bohaterów. Ot tak, wyleciały sobie z głowy przez ostatnie półtora roku. Nie dawałam jednak za wygraną i jak wspaniale się czułam, gdy wreszcie trybik wpadł w odpowiednią szczelinę. Od tamtej pory nie mogłam się od książki oderwać.

Nie jestem do końca przekonana, czy w mojej recenzji dostrzeżecie jakąkolwiek obiektywną część. W szczególności, jeżeli mówimy o Zakonie mimów, czyli drugim tomie, nie ma szans na subiektywną opinię. Nie musicie się martwić, że kontynuacja nie sprosta waszym oczekiwaniom. Ona uderzy was bezlitośnie w twarz i w dodatku będziecie błagać o więcej. Tak właśnie na czytelnika działa saga Czasu Żniw. Każda strona jest wypełniona zaskakującymi zwrotami akcji, nieprzerysowaną fabułą i co najważniejsze: bohaterami, którzy zawładną waszym życiem.

Paige Mahoney to bohaterka, jaką należy szukać ze świecą. Wie czego chce, a dodatkowo nie pozwala sobie dyktować warunków. Nie ma więc możliwości, byście nie poczuli z nią więzi. Każdy jej siniak na twarzy, kopniak w żebra, będzie odczuwalny na waszym ciele. Jesteście gotowi na taką dawkę agresji? Ostrzegam, Autorka nie oszczędza swoich bohaterów, a co za tym idzie, nie zważa na to, czy czytelnik będzie się z nią zgadzał. Oczywiście w pozytywnym znaczeniu tego słowa.

Nie lada gratką dla czytelnika, są zamieszczone w książce mapki, czy słowniczek. W szczególności polecam zaglądać do nich tym osobom, które jak przez mgłę pamiętają, z czym wiąże się uniwersum Samanthy Shannon. Z tego świata nie chce się wyjść, nawet na chwilę, a trzeba pamiętać, że nie są to czasy zbyt kolorowe.

Jeżeli macie jeszcze jakiekolwiek obiekcje przed tym, by sięgnąć po kontynuację, czy po pierwszy tom, to ja nie wiem, z jakiej planety jesteście. Obok tej serii nie możecie przejść obojętnie. Sięgajcie po nią czym prędzej, jestem pewna, że się nie zawiedziecie.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
07-05-2015 o godz 15:46 Ola C. dodał recenzję:
"Czas żniw" to była książka, którą bardzo chciałam przeczytać i jak już wpadła w moje ręce to po prostu się w niej zakochałam. Kiedy zobaczyłam na biurku paczuszkę, nie miałam pojęcia, że znajduje się tam druga część tej świetnej serii. W końcu jednak wyciągnęłam cudowny, pachnący świeżością i nowością, próbny egzemplarz "Zakonu mimów". I znów przepadłam.

Okazuje się, że ucieczka z Szeolu I to dopiero początek. Uciekinierzy muszą ukrywać się na ulicach Londynu, który cały czas jest kontrolowany przez Sajon. Udaje się przetrwać tylko garstce, co i tak jest wielkim sukcesem. Paige chce, aby jasnowidze dowiedzieli się o Refaitach i całej historii z nimi związanej. Ale niektórzy tego nie chcą. Czy Paige uda się wyjawić prawdę? Jeśli tak, to jak zareaguje na to Eteryczne Stowarzyszenie? Co będzie dalej? Kto stanie po jej stronie? Czy Śniący Wędrowiec znajdzie pomoc, której potrzebuje?

"Nie możemy biec, dopóki nie nauczymy się chodzić."*

Książkę czytało mi się na początku trochę ciężko, nie potrafiłam wczuć się w świat wykreowany przez Panią Shannon, ale myślę, że to dlatego iż od bardzo dawna nie czytałam żadnej dobrej, fantastycznej powieści. Z czasem jednak szło mi co raz lepiej, a końcówkę pochłonęłam jednym tchem. Muszę przyznać, że kolejny raz autorka ani trochę mnie nie zawiodła oraz utrzymała poziom z pierwszego tomu.

W serii Pani Shannon podoba mi się to, że miłość nie stanowi wątku, który sprawia, że wszystko inne schodzi na drugi plan. Owszem - miłość jest, ale jest jej idealnie, nie za dużo, nie za mało. Nie zawsze ta miłość jest typowa, bo jak wiemy z pierwszego tomu - znajdziemy tu również parę homoseksualną, ale to również nie jest napisane w rażący sposób, a wręcz nadaje czegoś fajnego tej książce.

Pojawia się trochę nowych bohaterów, przede wszystkich jasnowidzów z Londynu. Mamy tutaj zarówno dobre, jak i złe charaktery. Nie znajdziemy jednak dwóch identycznych postaci, za co autorce należą się brawa. Brak jest również przewidywalności w ich zachowaniu.

Kolejny raz muszę przyznać, że książka jest naprawdę oryginalna. Refaici i Emmici - tego jeszcze nie było, tak mi się przynajmniej wydaje. Te ponad 500 stron czyta się naprawdę fajnie i z dużą ciekawością, trzeba jednak poświęcić "Zakonowi mimów" trochę uwagi. To nie jest takie czytadło do autobusu, czy do szkoły. Nie. Na tą książkę lepiej znaleźć chwilę naprawdę wolnego czasu, skupić na niej - i tylko na niej - swoją uwagę, wczuć się w nią tak jakby całym sobą.

Wiecie co? Mnie Pani Shannon "Zakonem mimów" oczarowała. Całość jest świetna i niebanalna, a wbijająca w fotel końcówka wszystko idealnie dopełnia. Jeśli jeszcze nie czytaliście "Czasu żniw" to szybko to nadróbcie i zabierajcie się za drugi tom, a wszystkim tym, którzy tak samo jak ja, wręcz zakochali się w poprzedniej części - gorąco i z całego serca polecam tą pełną magii książkę.

*Samantha Shannon "Zakon mimów"
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
27-04-2015 o godz 23:41 Joanna Kamola dodał recenzję:
Kolejna odsłona Czasu Żniw nie zawodzi. To idealna lektura dla czytelników lubiących dobre fantasty i antyutopijną lekturę. W porównaniu z podobnymi publikacjami ostatnich czasów, mamy tu do czynienia z dorosłą kobietą - młodszą niż reszta bohaterów, ale nie jest to już buntownicza nastolatka. P.Mahoney nie zgadza się z systemem świata w jakim przyszło jej żyć. Postanawia więc coś zmienić i szuka nowych rozwiązań, mimo iż sama jest najbardziej poszukiwaną osobą w Sajonie Londyn.
Akcja nie staje w miejscu i wciąga jak tornado. Nie będziecie mogli się oderwać. Obiecuję :)
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
25-04-2015 o godz 00:00 Filip Lis dodał recenzję:
Ksiażka jest kontynuacją rewelacyjnej ksiażki Czas żniw. Osobiście nie mogłem doczekać się kolejnej części i muszę powiedzieć, że się nie zawiodłem. Ta sama dynamiczna akcja i sami świetni bohaterowie. Naprawdę wato przeczytać tę ksiażkę. Co wiecej ja ani razu się przy niej nie nudziłem. Polecam
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
23-04-2015 o godz 19:46 Oliwia Potocka dodał recenzję:
Kontynuacja bestsellerowego Czasu Żniw! Przygotujcie się na powrót do Sajonu Londyn. Paige udaje się uciec z kolonii karnej Szeol I. Razem ze swoimi towarzyszami z obozu, oraz pomocnym przy wyzwoleniu Siedmiu Tarczom z Jaxonem Hall'em na czele, Blada Śniąca wraca do domu. Jednak bogatsza w nowe doświadczenia traci zaufanie nawet do swoich przyjaciół. Ukrywa się, stara się unikać rozgłosu i obmyśla plan pozbycia się Nashiry razem z jej refaickimi sprzymierzeńcami. Jednak zasięg władzy Refaitów jest większy niż Paige się spodziewała.


Zakon Mimów to zdecydowanie moja najbardziej wyczekiwana książka tego roku i bardzo się cieszę, że mogłam czytać ją niemal miesiąc przed premierą. Pierwszą część tej siedmiotomowej serii Shannon, czyli Czas Żniw pokochałam całym serduszkiem i z niecierpliwością oczekiwałam na wydanie u nas drugiego tomu. Już po tych dwóch książkach można powiedzieć, że seria wyróżnia się oryginalnym ujęciem tematu jasnowidzenia, oraz genialnie wykreowanym uniwersum.

Powrót Paige do SajLo oznacza, że czytelnik będzie miał szansę nieco bardziej zgłębić świat wykreowany przez Samanthę Shannon, oraz rządzące nim zasady. Książka zajmuje się bardziej polityką: kto z kim, albo kim rządzi, jak funkcjonuje syndykat i czarny oraz szary(!) rynek. Jak dla mnie to jest najlepsze w tej książce, to, że mogłam dowiedzieć się dokładnie jak to wszystko działa w praktyce.

W tym tomie możemu dokładniej przyjrzeć się głównej bohaterce, czyli Paige Mahoney, dowiedzieć się jak mniej więcej wygląda jej codzienne życie w SajLo, jakie ma obowiązki względem syndykatu. Czytelnik ma szansę zestawić wspomnienia dziewczyny z czasów jej przebywania w Szeolu I, z tym jak to wszystko wygląda naprawdę. Jej relacje z innymi jasnowidzami, jej pozycję w syndykacie, miejsca, które odwiedza, to wszystko jest świetnie pokazane w Zakonie Mimów. Tym razem Paige musi ostrzec społeczność jasnowidzów przed Refaitami. Jak wiadomo, los rzuca jej pod nogi kłody, i dziewczyna musi naprawdę dużo przejść, a jeszcze więcej poświęcić.

I znowu, bardzo podobało mi się jak delikatnie została pokazana relacja między Paige i Naczelnikiem. Wiecie, lub nie, ale nie jestem zbytnią fanką tego związku i kiedy ci bohaterowie pocałowali się przed ucieczką dziewczyny z kolonii karnej, byłam skołowana, żeby nie powiedzieć zniesmaczona. W tym tomie przewijają się wątki Paige-Naczelnik, ale sama dziewczyna nie skupia się tylko na tym aspekcie jej życia, nie myśli cały czas o swoim uczuciu i jego obiekcie. Ma na głowie inne, przyznajmy się, ważniejsze sprawy i potrafi zrzucić sprawy sercowe na boczny tor, tak by nie przeszkadzały jej w osiąganiu postawionych sobie celów i zamierzeń.

Spośród innych bohaterów muszę, po prostu muszę wyróżnić Jaxona. Tak jak w Czasie Żniw wydawał mi się co najmniej dziwny i tajemniczy, po przeczytaniu Zakonu Mimów dalej uważam, że jest tajemniczy, ale i dość specyficzny. Wystarczy wziąć pod uwagę język jakim się posługuje i jego wyrachowanie. Coś pięknego. Takiego bohatera pobocznego potrzbuje każda dobra książka. Nie wyobrażam sobie kolejnych części bez Jaxona, z resztą, on jeszcze na pewno namiesza i nie raz przeszkodzi Paige.

Ni byłabym sobą, gdybym nie poświęciła kilku zdań przestrzeni miejskiej przedstawionej w książce. UWIELBIAM kiedy akcja powieści rozgrywa się w wielkiej metropolii, która czasami sama przyjmuje rolę pełnoprawnego bohatera. Kocham razem z bohaterami podążać mrocznymi uliczkami i przemierzać tajemnicze miejsca. Podczas lektury Zakonu Mimów nie zawiodłam się i pod tym względem. Londyn u Shannon to istna perełka i mimo, że dzieją się w nim straszne rzeczy, chciałabym na chwilkę się w nim znaleźć, żeby poczuć tą atmosferę na własnej skórze.

Czas Żniw był świetnym wprowadzeniem do serii, natomiast Zakon Mimów to wręcz idealne rozwinięcie historii o Paige Mahoney. Zwroty akcji i zaskakujące rozwiązania, to tylko niektóre elementy jakich możecie się spodziewać po Shannon. Ta seria to zdecydowanie coś nowego wśród powieści fantastycznych dla młodzieży. Niecierpliwym podpowiem, że autorka zakończyła już edycję trzeciego tomu, więc może jeszcze w tym roku odbędzie się jego zagraniczna premiera. Ja jestem zachwycona i pozostaje mi tylko czekać.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
22-04-2015 o godz 21:42 Patrycja Telega dodał recenzję:
Debiutancka powieść Samantha Shannon zrobiła wielką furorę na rynku wydawniczym. "Czas żniw" napisany wówczas przez dwudziestodwuletnią Brytyjkę, która swoją wizją i nowym światem wykreowanym tylko i wyłącznie przez nią, podbiła serca czytelników na całym świecie i zebrała masę pozytywnych opinii wśród krytyków. Uniwersum jakie stworzyła Samantha jest niepowtarzalne. W żadnej innej powstałej książce nie ma mowy o jasnowidzach, którzy są podzieleni według siedmiu kategorii i zamieszkują świat.
Autorka ma w planach siedem tomów, a druga część - "Zakon Mimów" właśnie wchodzi na rynek.

Paige nareszcie wydostała się z potwornego miejsca, jakim była dla niej i dla wielu innych jasnowidzów kolonia Karna - Szeol I. Kiedy główna bohaterka powraca do Londynu, prawie natychmiast zaczyna działanie, jakie mają na celu ujawnienie prawdy o Szeolu I i istotach zamieszkujących go.
Mahoney chce zwołać Eteryczne stowarzyszenie, Paige głowi się czy ktoś będzie chciał jej wysłuchać, skoro z Szeolu nikomu nie udało się jeszcze uciec.

Osobą, która utrudnia działania Paige jest jej mim-lord,Jaxon Hall, który w żaden sposób nie stara się pomóc dziewczynie w ujawnieniu prawdy. Czy Jaxon Hall ma jakąś korzyść w zatajeniu całej sytuacji?

Paige Mahoney z każdym dniem, ba z każdą godziną zostaje najbardziej poszukiwanym jasnowidzem w kraju. Na domiar złego Nashira wysyła za nią swoich ludzi.

"Zakon Mimów" tak samo jak "Czas żniw" ma dość skomplikowane i lekko nudnawe rozpoczęcie. Mimo wprowadzeń wielu terminów i nowych bohaterów nie zaglądałam do słowniczka z tyłu książki, starałam się sama wszystko ogarnąć i uwaga, udało mi się! Autorka po raz kolejny na kilkunastu stronach zgromadziła szeroki wachlarz terminów, których wyjaśnienia co kilka minut należy szukać w zamieszczonym w książce słowniczku, a także wprowadziła całą masę nowych postaci. W tej części nie miałam takich problemów ze skojarzeniem o co chodzi. Mając za sobą pierwszą część, przez tą przebrnęłam wzorowo, a kiedy doszłam do zakończenia, żałowałam, że tak szybko ją przeczytałam (bo przeczytałam ją już dawno, ale zepsuty komputer wstrzymał mnie w podzieleniu się moją opinią z Wami).

Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona dokładnością z jaką Samantha Shannon tworzy świat Paige Mahoney. Tak jak w pierwszy tomie i w drugim znajduje się dużo rozbudowanych opisów. Z uwagą na każdy szczegół pokazuje nam funkcjonowanie syndykatu ,a także całej cytadeli Sajon Londyn.

Samantha Shannon została moją ulubioną autorką, po jej książki sięgam z wielką przyjemnością i ciągle wyczekuje nowych. W "Zakonie Mimów" powoli buduje napięcie, by w końcowych rozdziałach mocno zaszokować czytelnika i sprawić, aby na kolejny tom czekał w napięciu.

Tę książkę polecam Wam z największą przyjemnością, a jeżeli nie czytaliście "Czasu Żniw", to teraz jest najwyższa pora by nadrobić zaległości.

"Liczy się tylko Sajon"
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
20-04-2015 o godz 17:09 Sol dodał recenzję:
Książka "Czas Żniw" według mojej oceny była najlepszą książką wydaną w 2013 roku. Bezapelacyjnie najlepszą! Nie mogłam się doczekać kontynuacji, która równie mocno uderzyła w moje gusta i serce. Kiedy trafił w moje ręce egzemplarz książki "Zakon Mimów", nie mogłam przestać się szczerzyć. Odłożyłam na bok wszystkie dotychczasowe plany czytelnicze i zabrałam się za czytanie tej cudownej kontynuacji. Niemniej jednak nie od startu wciągnęłam się w wir wydarzeń. Z początku ciężko było mi się, że tak powiem - wbić w treść. Pierwsze kilkadziesiąt stron czytałam z automatu. Przyswajając treść i bez większych emocji wdrażając się w świat Shannon. Jednak później, kiedy akcja nabrała tempa - przepadłam. Nie mogłam się oderwać. Na pewno znacie z własnego doświadczenia sytuację, w której chcecie odłożyć czytanie danej książki na później, ale zakończenie jednego rozdziału nie pozwala Wam na to i zaczynacie kolejny. Ameno! Właśnie tak było ze mną.


Autorka pięknie włada słowem pisanym. Cudnie obrazuje nam rzeczywistość świata przedstawionego, manipulując wyobraźnią czytelnika, w taki sposób, że ten (chcąc, nie chcąc) widzi wszystko tak wyraźnie, jakby oglądał film. Lekkość pisania i przedstawienia obrazu z treści jest ogromnym atutem Shannon. Jak wiecie, ja nie przepadam za obszernymi opisami, chyba, że te są nakreślone właśnie z taką precyzją, jak właśnie w Czasie Żniw. Jakby to powiedziała znana jurorka jednego z muzycznych programów: kocham, kocham, kocham.

O kolejnej perełce słów kilka, a mianowicie o kreacji bohaterów. Czy ja się już nie zachwycałam nad tym tutaj?? Ano tak. Zachwycałam się. I muszę powiedzieć, że w tej kwestii nic się nie zmieniło. Postaci są rewelacyjnie nakreślone, ale ciągle mało mi Naczelnika w tej części. Niemniej, warto było czekać (tyle stron). Oj, warto! Nie będę się więcej rozpisywała na temat postaci, bo skoro nic się nie zmieniło w moich uczuciach względem nich, to mogę Wam przytoczyć to, co już napisałam wcześniej: Postaci - tutaj również będę się zachwycać - ja uwielbiam relację damsko - męską, w takim wydaniu, jakie zaserwowała nam pani Shannon. Ta tajemniczość, które otacza Naczelnika (Arcturusa). Właśnie dzięki niej jest najbardziej atrakcyjnym i mrocznym bohaterem niniejszego dzieła. Główna bohaterka Paige już od samego początku przykuwa uwagę. Odpowiedzialna, zdeterminowana, lekko zagubiona ale odważna. Wszystko w tej postaci jest idealnie wyważone - co bardzo mi się podoba, gdyż postać nie popada ze skrajności w skrajność.
Postaci pierwszoplanowe, jak i te wyłaniające się z drugiego planu, są świetnie stworzone. Począwszy od historii każdej z nich, a skończywszy na obłędnym opisie charakterów. Już wspomniałam, że autorka skupiła się na najmniejszym detalu, co widać chociażby po postaciach.

Nie będę również zdradzała fabuły, bo nie o to chodzi, ażeby streszczać książkę, tylko - w tym konkretnym przypadku - narobić Wam na nią apetytu. Zapewne tych, co czytali pierwszy tom, nie trzeba namawiać na sięgnięcie po "Zakon Mimów". Natomiast tych, którzy jeszcze nie zapoznali się z twórczością Shannon, namawiam: kupcie, przeczytajcie, a pokochacie. Ja to wiem, a Wy się przekonacie, że mam rację. Nie pożałujecie!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
19-04-2015 o godz 11:09 Martha Oakiss dodał recenzję:
Chciałabym mieć taki mózg jak Samatha Shannon. Samatha, która w wieku dwudziestu kilku lat stworzyła opowieść tak dopracować, tak wymyślną, przemyślaną na każdym kroku, gdzie żaden detal nie jest przypadkowy, przy której czytaniu trzeba wysilić wszystkie szare komórki by pojąć skomplikowane nazewnictwo i hierarchię całego wykreowanego od podstaw świata. Samanthę, która napisała tak uwielbiany i wychwalany przeze mnie na każdym kroku Czas Żniw. A teraz Sajon znów się przebudził. Czas na zjednoczenie. Koniec czuwania. Trzeba działać. Kryptonim: Zakon Mimów.

Seria Samathy Shannon rozgrywa się w roku 2059, w świecie wypełnionym istotami o przedziwnych mocach. Wśród nich jest dziewiętnastoletnia Paige Mahoney pracująca w kryminalnym podziemiu, potrafiąca włamywać się do umysłów, do sennych krajobrazów, gdzie przechowywane są wspomnienia i w ten sposób zdobywa niezbędne informacje i niesie śmierć. W Londynie pojawiają się Emmici i Refaici, rozpoczynają się zamieszki i walki o władzę.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
18-04-2015 o godz 16:35 Paulina Topolewicz dodał recenzję:
Czas Żniw wspominam jako bardzo dobrą książkę. Chociaż czytałam ją jakiś czas temu nadal na samą myśl o tej lekturze, robi mi się bardzo miło na sercu. Byłam bardzo szczęśliwa kiedy otrzymałam przedpremierowo Zakon Mimów, czyli drugi tom tej historii, wraz z pięknym listem. W tym momencie coraz bardziej nie mogłam doczekać się lektury i miałam wielką nadzieję, że będzie tak samo fenomenalna i świetna jak Czas Żniw. Ale jednak nie była.

Od kiedy Paige uciekła z kolonii karnej Szeol I nie wszystko idzie po jej myśli. Tylko garstce uciekinierom udaje się przeżyć na ulicach Londynu. Sajon czuwa i każdy z ocalałych musi mieć się na baczności. Główna bohaterka ma jednak swoją misję - pragnie za wszelką cenę przekazać społeczności jasnowidzów informację o Refaitach i Emmitach. Jednak Paige musi sie ukrywać, ponieważ rozpoczyna się polowanie na śniącego wędrowce.

"Rzadko kiedy opowieść zaczyna się od początku. Bywa jednak, że to właśnie koniec jest początkiem."

Na wstępnie chciałabym powiedzieć, że książka nie była taka zła i chwilami bardzo miło mi się ją czytało, jednak nie powalała na kolana. Tak jak Czas Żniw naprawdę mnie wciągnął, od samego początku zaskoczył, a ostatnie strony wręcz rozbiły mnie na kawałki, to Zakon Mimów jedynie sprawił, że miło spędziłam czas. Tylko tyle. I z jednej strony czuję naprawdę wielki zawód, lecz z drugiej jest mi to obojętne.

Trochę zabrakło mi tego klimatu, który dało się odczuć w Czasie Żniw. I chociaż bohaterowie nic się nie zmienili, dalej potrafili zaskoczyć mnie swym charakterem, podejściem do życia i zachowaniem, to jednak w pierwszym tomie bardziej się do nich przywiązałam. Być może brak tego czegoś spowodowany jest tym, iż wydarzenia w Zakonie Mimów dzieją się w Londynie.

"Słowa, mój wędrowcze... słowa są wszystkim. Słowa dodają skrzydeł nawet tym zdeptanym i pozbawionym całej nadziei..."

Pomimo tego uważam, ze Samantha Shannon świetnie ukazała rzeczywistość w jakie żyła Paige. Strony tej książki przesiąknięte były prawdą o nas samych, która w każdym akapicie, rozdziale i części, aż wołały do czytelnika. Nigdy nie spotkałam się z tak świetnym przedstawieniem innego świata, w tym wypadku świata duchów i jasnowidzów. I chociaż naprawdę chwilami mnie to nudziło, to jednak dalej darzę autorkę tej serii wielkim szacunkiem, ponieważ do tej pory nie spotkałam się jeszcze z tak dobrze przedstawioną fabułą, bohaterami, którzy tak świetnie wykreowani, z wyrazistymi duszami, do razu stają się przyjaciółmi czytelników oraz z wieloma zaskakującymi wątkami, które skradają serce odbiorców. I jeśli ktoś kiedykolwiek zdobędzie się na to, aby spróbować pobić panią Shannon, z chęcią poznam jego zmagania i ocenię, czy można napisać coś o wiele lepszego.

I chociaż nadal oczarowana jestem historią Paige, jej duchem walki, wyborami i sytuacji, w której się znalazła, Zakon Mimów nie porwał mnie aż tak bardzo jak Czas Żniw. Chwilami bardzo się nudziłam, innym razem nie mogłam oddychać, ponieważ bałam się o bohaterów tej książki lub byłam zszokowana tym jak rozgrywa się akcja dzieła pani Shannon. Zdecydowanie polecam tę historię i chociaż drugi tom lekko mnie rozczarował, to dalej stoję przy tym, iż jest to godna poznania seria. Jeśli macie już za sobą Czas Żniw, to kolejny tom jest zdecydowanie obowiązkiem, jednak moim zdaniem nie pobił on debiutu Samanthy Shannon. Po prostu sami przekonajcie się co myślicie o tej książce, a możecie zrobić to w jeden jedyny sposób - pobiegnijcie 22 kwietnia do księgarni i kupcie Zakon Mimów!

MOJA OCENA: 7/10

Za przedpremierową książkę serdecznie dziękuję wydawnictwu SQN.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
13-04-2015 o godz 22:01 Beata dodał recenzję:
Ucieczka z Szeolu nie przynosi zbyt dobrych skutków. Niestety, nie udało się wszystkich uratować. Również Sajon staje się niebezpieczny. Nastają wszelkie poszukiwania Paige jak i reszty uciekinierów. Dziewczyna próbuje za wszelką cenę nie złapać się władzom. Pragnie ukazać całą prawdę o Refaitach i Emmitach, mimo tego że nie będzie łatwo. Do pomocy chciałaby zwołać zebranie Eterycznego Stowarzyszenia. Jednak przywódca nie popiera tego pomysłu, ukazując to w dość specyficzny sposób. Paige postanawia działać na własną rękę. Lecz niektórzy nie są zadowoleni z tego, co wyprawia dziewczyna. W całym Sajonie robi się coraz większe zamieszanie. Nadchodzi co innego niż kiedyś, nadchodzi wojna.


Po skończeniu "Czasu żniw" nie mogłam się doczekać kiedy w końcu u nas będzie wydana druga część. Bardzo mi brakowało dalszej części powieści, ponieważ przyzwyczaiłam się do tego klimatu czy bohaterów. A w szczególności tego momentu gdy chwycę ją w swoje ręce, otworzę na pierwszej stronie i zaszczycę się słowami. W końcu nadszedł ten dzień, w którym przybyły do mnie dwie paczki. A w jednej z nich "Zakon mimów". Radość z ujrzenia tej książki była nieskończona. Jednak moje obawy znów się pojawiły. Często w seriach jest to że pierwsza część może być genialna, następna już niekoniecznie. I lekko się bałam że niestety aż tak mocno mnie zachwyci. Przez "Czas żniw" ta poprzeczka jednak jest wysoko.



Pierwsze strony jest to ciągłość poprzedniej części. Bardzo z tego powodu się cieszę, ponieważ autorka nie ominęła tej sceny która również jest bardzo ważna. Styl pisania pozostał taki sam czyli również dobry. Na szczęście bohaterzy odbyli się bez zmian. Byli naturalni aczkolwiek nadal ciekawi. Gdzieś tam jednak było małe zamartwienie że autorka bardziej skupi się na Paige a nie na innych, i w dalszej historii zapomni o innych postaciach. Jednak tak się nie stało! Każdy z nich pojawił się choćby w najmniejszym stopniu w powieści jednak dla mnie było to idealnie wystarczające. Raczej nikt nie powinien się martwić o brak ulubionego bohatera.


Tak jak wspomniałam w poprzedniej części recenzji, czasami autor potrafi zaślepić się miłością. Tworzy wspaniałą historię którą dobrze rozwija, jednak w połowie bohater poznaję swoją wybrankę i reszta jest przepełniona jak to oni się kochają czy jak mocno za sobą tęsknią. Wiadomo że przy takiej książce nie można zbyt długo wytrzymać. Tutaj autorka postanowiła co innego. Nie zapełniła tym całej książki, tylko ukazała mały akcent miłosny. I wcale mnie nie nudził, wręcz pragnęłam jeszcze więcej. Z każdą taką chwilą, pojawiało się wzruszenie i uśmiech na mojej twarzy.


Akcja również była dobrze poprowadzona. Nie pozwoliła mi się nudzić, jeśli już miał nastać taki moment, to za chwilę był efekt zaskoczenia, co powodowało dalszą chęć czytania. Książki nie miałam ochoty odłożyć ani na sekundę. Zbyt mocno moja ciekawość mnie pożerała, dlatego jak najszybciej po odłożeniu, chciałam do niej powrócić. Akcja z jednej strony na kolejną, robiła się coraz ciekawsza. Pojawiały się elementy zaskoczenia, o którym wyżej wspomniałam, i naprawdę były genialne.


Coraz mniej stron, doprowadzało do tego że niedługo będę musiała pożegnać się z tą książką. Jednak zastanawiałam się czy będę tęsknić za tą serią? Odpowiedź czekała na końcu. Moje emocje wzrastały a strony malały. Akcja działa się niesamowicie szybko tak samo bicie mojego serca przyśpieszało z powodu ekscytacji. Aż w końcu dotarłam do ostatniej strony. I co? SZOK! Wielkie zaskoczenie i pytanie "Jak to mogło się wydarzyć?". Specjalnie przeczytałam jeszcze kilka razy ostatnie kartki i nadal nie dowierzałam. To naprawdę było niewiarygodne.


Kiedy z żalem odłożyłam książkę, po spróbowaniu uspokojeniu emocji, chciałam ją dokładnie zanalizować. Do teraz stwierdzam że po niej dostałam emocjonalnego szoku. Możecie nie wierzyć ale to było naprawdę. O pierwszej w nocy kiedy już leżałam w ciszy, cieszyłam się, byłam smutna, zdziwiona a także uroniłam kilka łez. Dosłownie wszystko! Boże, to było tak wspaniałe. To dzisiaj nie mogę dobrać słów, żeby wyrazić jak genialna jest ta książka. Naprawdę ona była dla mnie wspaniała. Autorka to mistrz! Jestem wdzięczna Shannon że stworzyła tak cudowną serię a wydawnictwu Sine Qua Non za jej wydanie. Ponieważ dzięki temu miałam okazję sama ją przeczytać. Już stwierdziłam, każdy ma swoją ukochaną książkę/serię, dla mnie to będzie seria "Czas żniw". Może wydawać się Wam że to tylko pod promocję, ja mogę tylko upewnić z ręką na sercu że to najczystsza prawda.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
12-04-2015 o godz 15:40 Czarny Kapturek dodał recenzję:
Znasz to uczucie, gdy po przeczytaniu PRZEGENIALNEJ powieści chcesz więcej i teraz? I wiesz, co ci powiem? Nie jesteś sam/sama! Po przeczytaniu Czasu Żniw byłam oczarowana historią, jaką stworzyła Samantha Shannon. Bohaterowie, wątki, zdarzenia, przeładowanie informacjami oraz całkiem nowy i oryginalny pomysł na powieść okazały się wielkim sukcesem, który dla mnie był świetną przygodą, dlatego ucieszyłam się, gdy przeczytałam o tym, że druga część będzie. Szkoda, że nie byłam przygotowana na tak długie oczekiwanie.

Gdy dowiedziałam się, że 22 kwietnia 2015 roku będzie premiera Zakonu Mimów bardzo się ucieszyłam, nareszcie błagania rzeszy fanów, w tym moje, zostały spełnione! Jeszcze bardziej ekscytowałam się, gdy otrzymałam egzemplarz przedpremierowy tejże powieści – i wiecie co? Nawet długo nie leżał na półce, bo nie mogłam wytrzymać, więc po prostu zaczęłam czytać.

Paige i kilkanaście innych osób uciekło z kolonii karnej Szeol I, teraz ich głównym celem jest powrócenie do Sajonu Londyn i ukrycie się przed władzami. Dziewczyna, kiedy była więziona, dowiedziała się prawdy o tym, w jakim świecie żyje, a teraz chce podzielić się ze swoją wiedzą z innymi. Niestety, niektórzy nieprzychylnie patrzą na jej poczyniania i wręcz zakazują ujawniania prawdy. W wyniku wielu wydarzeń, które mają powiązanie z Paige dochodzi do wielkiego przewrotu w świecie jasnowidzów, a to, co się stało będzie miało jeszcze większy wpływ na przyszłość nie tylko bohaterów.

Nie da się ukryć, że Zakon Mimów to niezła cegiełka, dlatego, gdy zaczęłam czytać miałam pewne obawy do tego, czy w ogóle warto tykać kolejną powieść Shannon. Niestety, po części moje obawy się potwierdziły, do pewnych wydarzeń historia ciągnęła się dla mnie tak, jakby skończyć się nie miała. Strasznie się nudziłam, ale pamiętałam, że w przypadku Czasu Żniw miałam tak samo, więc nie poddałam się i brnęłam dalej. Dobrze, że nie odłożyłam Zakonu Mimów z powrotem na półkę, bo okazało się jedną z lepszych powieści fantastycznych, jaką czytałam w życiu! Uwielbiam ten cykl całym sercem i aż wstydzę się tego, że chciałam odpuścić sobie czytanie drugiego tomu!

Spodobało mi się to, że autorka postanowiła umieścić bohaterów w innym miejscu, niż w pierwszym tomie. To dobrze, że nie postanowili wrócić do tamtego miejsca w celu udowodnienia sobie czegoś. Czytelnik razem z postaciami znajduje się w miejscu, które oni bardzo dobrze znają. Większość wydarzeń nie jest poświęcona tylko Paige, ale reformom, które stara się wprowadzić i dąży do tego wytrwale. Byłam pod wielkim wrażeniem tego, jak została ona stworzona. Pełna uporu i bezwzględnie dążyła do swojego, wyznaczonego celu. Odważna i dzielna. Nie poddawała się emocjom, chociaż w stosunku do pewnej osoby jej uczucia zaczęły nabierać barw. Autorka wykreowała całą plejadę fantastycznych postaci, dzięki którym lektura Zakonu Mimów nie skończyła się totalnym fiaskiem. W pewnych momentach cieszyłam się, że Paige ma wokół siebie tak wspaniałych ludzi oraz nieprzerwanie podziwiałam ją za to z jaką determinacją walczyła o prawdę. Wir wydarzeń wciąga czytelnika do świata, w którym prawdopodobnie nie chciałby żyć. Autorka, gdy już się rozkręci włada świetnym piórem oraz umiejętnością utrudniania życia swoim postaciom.

Zakon Mimów to naprawdę dobra kontynuacja Czasu Żniw oraz świetny wstęp do kolejnego tomu, którego już nie mogę się doczekać. Świetni bohaterowie, ciekawa fabuła oraz zaskakujące wydarzenia – czego chcieć więcej? Polecam!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
11-04-2015 o godz 12:28 Rosemarie dodał recenzję:
"Zakon Mimów" to jedna z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie premier w 2015 roku. "Czas Żniw" Samanthy Shannon totalnie mnie w sobie rozkochał, przez co wręcz odliczałam dni do upragnionej premiery kontynuacji. I będzie to miało miejsce już 22 kwietnia, więc całkiem niedługo. Tymczasem ja już mogę się podzielić z Wami swoimi wrażeniami. Przygotujcie się na prawdziwą jazdę bez trzymanki i na emocjonalny rollercoaster!

Dziewiętnastoletniej Paige Mahoney wraz z kilkoma innymi osobami udało się uciec z kolonii karnej Szeol I. To jednak nie koniec problemów wyjątkowej Bladej Śniącej, wręcz przeciwnie - one dopiero się zaczynają. Bohaterka wraz z innymi uciekinierami jest zmuszona do ukrywania się na ulicach Londynu i oglądania się za ramię, obserwując czyhające na nią zagrożenia. Paige pragnie za wszelką cenę ostrzec wszystkich odmieńców i poinformować ich o Refaitach i Emmitach, aby mogli oni podjąć walkę w zbliżającej się być może wojnie. Nikt jednak nie jest skłonny, aby jej w tym pomóc, a w szczególności jej mim-lord Jaxon. Nikt nie chce słuchać o wytworach wyobraźni młodej dziewczyny. Blada Śniąca jest jednak zdeterminowana, aby dopiąć swego. A za rogiem czyha na nią coraz większe niebezpieczeństwo...

Przypuszczałam, że po tak długiej przerwie ciężko będzie mi się znowu odnaleźć w mistycznie stworzonym przez Shannon świecie. Jej seria Czas Żniw choć diabelnie wciągająca i rozbudowana do granic możliwości, na początku może się jawić w niezbyt pozytywnych barwach. Ze mną tak było, gdy zaczęłam czytać prequel jej cyklu. Totalnie nie mogłam się "wbić" w przedstawioną przez nią historię, ale już gdy tylko to zrobiłam, gdy tylko przebrnęłam przez żmudny początek - dosłownie nie mogłam się oderwać od czytania i spijałam każde słowo z każdej kartki. To była niesamowita przygoda. Gdy zaczęłam czytać sequel "Zakon Mimów", historia się powtórzyła. Ponownie nie mogłam się odnaleźć w tej opowieści, jak się okazało - długa przerwa pomiędzy poszczególnymi częściami nie służy niczemu dobremu, szczególnie, że mamy tutaj do czynienia z fantastyką w swojej najczystszej postaci. Pozapominałam wiele szczegółów, wiele wydarzeń zatarło mi się w pamięci i w efekcie czułam się dosyć zmieszana. Moje obawy sięgały zenitu, ale - uff - na szczęście po około pięćdziesięciu stronach ponownie odnalazłam klimat niebezpiecznego Sajonu, poprzypominałam sobie większość akcji poprzedniego tomu i nie czułam się już tak zagubiona. Wręcz przeciwnie - atmosfera nieuniknionego zagrożenia na nowo mnie w sobie rozkochała.

Długo się zastanawiałam, czy "Zakon Mimów" jest lepszy od pierwszej części. I ostatecznie stwierdziłam, że niestety nie jest. Nie zrozumcie mnie źle - podobał mi się, jednak klimat kolonii karnej bardzo ciężko jest przebić, choć młoda pisarka niewątpliwie zadbała o to, aby nie było nudno. Dynamiczna akcja i wielowątkowość z powodzeniem sprawiły, że oderwanie się od lektury przychodziło mi z ogromną trudnością. Intryga sprytnie uknuta przez Samanthę Shannon okazała się bardzo absorbująca. Wraz z główną bohaterką, Paige, zastanawiałam się, jak dalej potoczy się ta historia. Czy Emmici w końcu zaatakują, czy, a raczej kiedy, żądna zemsty rodzina Sargas przystąpi do działania. Wszystko powoli zmierzało do nieuniknionego końca, przez co całą książkę czytałam z wypiekami na twarzy i sercem bijącym w przyśpieszonym tempie. A zakończenia i tak nijak nie mogłam przewidzieć... Jak ja wytrzymam do premiery 3 tomu, który przecież nawet jeszcze nie został opublikowany w Stanach Zjednoczonych?

Bohaterowie to jedna z wielu zalet tej serii. Są pełnokrwiści, prawie jakby wyrwani z rzeczywistości i umieszczeni na kartach powieści. Dawno już nie spotkałam się z tak porządną i szczegółową kreacją postaci. Przemiana Paige okazała się niewyobrażalnie duża, a młoda autorka nie zawiodła w jej ukazaniu. Czytelnik obserwuje, jakiej stopniowej ewolucji, której ulega Blada Śniąca. To już nie ta sama dziewczyna co na początku całej serii. Pobyt w kolonii, straty, których doświadczyła i rebelia, której dokonała wywarły na niej ogromne piętno. Naczelnik jest za to osobowością, której za nic w świecie nie potrafię rozszyfrować. Nie wiem jakie są jego intencje, zamiary. Jest on na tyle złożonym bohaterem, że w jego stosunku nie można być niczego pewnym. Bardzo urzekł mnie także wątek miłosny, który jest nienachalny, subtelny i wyważony. Przede wszystkim nie jest w centrum akcji, jest jedynie jej dodatkiem. Chemia pomiędzy Naczelnikiem i Paige została przedstawiona niesamowicie realnie, wręcz wyczuwałam panujące pomiędzy nimi napięcie.

"Zakon Mimów" pozostawił mnie zaskoczoną, ale w pozytywny sposób. Szokujące zakończenie sprawia, że czekanie na kolejny tom będzie istną torturą. Jeśli ktokolwiek jeszcze nie sięgnął po "Czas Żniw" radzę szybko to zmienić. Każdy fan fantastyki z dynamiczną akcją na pewno pokocha to dzieło. Emocje gwarantowane. Polecam!
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
09-04-2015 o godz 22:01 paulaksiazkoholiczka dodał recenzję:
„Nadzieja to fundament rewolucji. Bez niej jesteśmy tylko prochem, który czeka, aż porwie go wiatr.”


Powroty nie są proste. Tym bardziej, kiedy ciągle jest się na celowniku. Odkąd Paige uciekła z Sajonu musi uważać na każdym kroku. Śmierć czeka tuż za rogiem, a niebezpieczeństwo staje się chlebem powszednim. Paige znów musi ryzykować, igrać tuż na granicy i wykorzystać wiedzę, która jeśli tylko ktoś jej uwierzy, zmieni wszystko.

Obserwuję z uśmiechem na twarzy przemianę głównej bohaterki. To już zupełnie inna postać niż na początku „Czasu Żniw”. Ma duszę lidera i nie boi się jej ukazać. Ma także cel, pragnie wolności i zemsty… Jest kimś w rodzaju Katniss dla -rewolucji w Panem, z tym że Paige jest dojrzalsza i jej bronią nie jest zwyczajny łuk, ona ma niezwykły talent. W końcu jest Bladą Śniącą.

Jeśli chodzi o pozostałych bohaterów, to nie sposób ocenić każdego z nich bezpośrednio bo wtedy moja recenzja zajęłaby prawie tyle samo stron, co książka, a nie o to przecież chodzi. Więc skupię się na mojej ulubionej, zaraz po Paige, postaci. Oczywiście na Naczelniku! W tej części zmieniło się moje postrzeganie jego osoby. Naczelnik to takie połączenie Edwarda Cullena, ale bez wampiryzmu, z Greyem bez tego całej erotycznej otoczki. Stał się bliższy czytelnikowi i taki bardziej …ludzki. Bez najmniejszych wyrzutów sumienia przyznam, że odruchowo zaglądałam na kolejną stronę, aby zobaczyć kiedy znów się pojawi.

Wątek romantyczny między Paige i Naczelnikiem był bardzo pozytywnie przyjęty po „Czasie Żniw”. Jeśli też tak czuliście, to możecie być pewni, że tom drugi „Zakon mimów” przebije wszystko. Pośród papierowych stron czuć chemię między bohaterami. Są czymś zakazanym, a to oczywiście dodaje swojego smaczku. Nie zdradzę Wam nic więcej, po prostu nie byłabym sobą gdybym nie napomknęła choć tyle.

Nie da się porównać dwóch książek, każda z nich to odrębna historia połączona jedną wizją autora. „Czas żniw” był czymś nowym, tajemniczą historią, w której chcieliśmy gubić i jednocześnie odnajdywać odpowiedzi. „Zakon mimów” uświadamia, że nie ma już czasu na pytania, trzeba po prostu ruszyć z Paige w drogę ku wolności, nie ważne jak trudna i niebezpieczna by była. Na odpowiedzi przyjdzie czas, a chwila cierpliwości nie zaszkodzi.

Byłam naprawdę zaskoczona, że tak łatwo znów wchłonęłam w świat wymyślony przez panią Shannon. Jednocześnie nadal nie wyszłam z podziwu nad dopracowanym światem i przemyślanymi wydarzeniami choć to dopiero druga cześć z siedmiu zapowiadanych. Ostatnio naprawdę trudno znaleźć dystopię, która potrafi zaskoczyć, a seria The Bone Season póki co spełnia te kryterium.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
06-04-2015 o godz 20:23 Gabrielle dodał recenzję:
To będzie bardzo długi rok i mam szczerą nadzieję, że faza na „Zakon Mimów’ szybko mi przejdzie.W innym wypadku ciężko będzie się zabrać za czytanie czegokolwiek innego, a co dopiero docenienie. Na razie jednak skutecznie zaprząta mi głowę tak, że nie mogę się skupić na niczym innym, jeśli na widoku leży któraś z części „Czasu Żniw”. Już teraz mam pewne wakacyjno- czytelnicze plany i prawdopodobnie do serii wrócę o wiele szybciej, niż by się spodziewano. „Zakon Mimów” natchnął mnie, wlał wenę twórczą, zupełnie jakbym była medium podatnym na duchy zmarłych artystów. To w sumie dobrze, bo chęć do rysowania jak najbardziej mi się w najbliższym czasie przyda. Jeśli zaś chodzi o Shannon: nic dziwnego, że część dopatruje się w Paige odbicia autorki. Coś w tym jest. Gdyby jasnowidze istnieli, to Shannon z pewnością byłaby skoczkiem. Tak wbić się w cudzy umysł i przejąć kontrolę nad myślami może tylko śniący wędrowiec. Tej umiejętności nie pobije nawet pisarski talent psychografów, który Shannon też na pewno posiada. Ale oprócz zręcznego pióra przede wszystkim trzeba mieć bogaty senny krajobraz, a przynajmniej kompletnie „zryty” umysł, w najlepszym tego słowa znaczeniu. Nie można mieć normalnie, przeciętnie w głowie, żeby stworzyć takie coś. I bardzo dobrze, ze tacy ludzie istnieją, bo my, przeciętni czytelnicy, dzięki nim mamy szansę przeczytać coś genialnego, zaskakującego i porywającego. Naprawdę dziwię się, że tak cicho jest o "Czasie Żniw"- boom towarzyszący ekranizacji, choćby nie wiem, jak ekipa filmowa się spieszyła, przyjdzie o wiele za późno.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
03-04-2015 o godz 21:05 Pamela Janik dodał recenzję:
Samantha Shannon osiągnęła to o czym marzy każdy pisarz. Swoją debiutancką powieścią porwała tłumy, sprzedała prawa do filmu i zdobyła wierny tłum fanów, którzy tylko czekają na kolejne książki z serii „Czasu Żniw”. Absolwentka Oxfordu porwała nas w niesamowity świat pełen jasnowidzów, Refaitów i Sajonu. Czy kontynuacja dała rade dorównać części pierwszej?

Paige Mahoney wygrała. Udało jej się z grupą uciekinierów opuścić Szeol I. Na tym jednak nie kończą się wyzwania, jak po tym wszystkim mają powrócić do normalnego życia? Blada Śniąca próbuje ostrzec całe podziemie przed Refaitami jednak nikt nie chce jej słuchać. Każdy z mim-lordów widzi tylko swoje interesy, Nashira knuje intrygi, a Naczelnik zniknął. Paige nie może nikomu ufać, a wszystko leży w jej rękach.

Shannon potrafi coś czego nie potrafią inni pisarze- stworzyła świat kompletnie unikalny, który jednocześnie jest tak spójny i rzeczywisty. Każdy szczegół począwszy od funkcjonowania syndykatu, po umiejętności jasnowidzów aż do charakterów bohaterów jest dopracowany do perfekcji i obojętnie jak bardzo chcemy coś znaleźć nie uda się to nam. Każde słowo, każdy gest pojawia się nam przed oczami, chłoniemy ten świat i żyjemy w nim. Czy czytelnikowi się to spodoba czy nie książką pochłania nas bezgranicznie.

Widać zdecydowany postęp w warsztacie autorki. Sceny walki są bardziej przystępne i lepiej dopracowane, charaktery postaci jedynie się wzmocniły i nie zostały spłycone ani zmienione. Wielowątkowość którą Shannon operowała tak dobrze w tomie pierwszym i tutaj wyszła bardzo dobrze. Wątki nachodzą na siebie, pozostawiają okruszki które na koniec łączą się w całość. Wszystko co w „Zakonie Mimów” możecie przeczytać, każdy budynek, każda postać, każda umiejętność zostały dopracowane do perfekcji i urosły w wyobraźni autorki. To właśnie ta niepowtarzalność jest jej największym sukcesem.

Są rany które nigdy nie przestają boleć, blizny które nie znikają i książki których się nie zapomina. „Czas Żniw” był jedną z nich, ale to „Zakon Mimów” mnie oczarował i sprawił, że ta seria zagościła w moim świecie ostatecznie. Nie mam słów by opisać wszystkie moje odczucia, by oddać hołd autorce tak młodej z tak nieograniczoną wyobraźnią. Po prostu… Czapki z głów.
Czy ta recenzja była przydatna? 0 0
Załaduj więcej recenzji Pokaż mniej recenzji

Dostawa i płatność

Prezentowane dane dotyczą zamówień dostarczanych i sprzedawanych przez empik.

TERMIN ZWROTU

14 DNI

Z KARTĄ

30 DNI

Shannon Samantha

Samantha Shannon jest brytyjską pisarką, autorką dystopijnych powieści science fiction. Autorka urodziła się w 1991 roku w Londynie. Pierwszą powieść zatytułowaną "Aurora" stworzyła w wieku 15 lat - książka nie została jeszcze opublikowana. Najlepiej znana dzięki powieści "Czas żniw" wydanej w 2012 roku jak o pierwszej z siedmiotomowego cyklu. Książka, której fabuła osadzona jest e 2059 roku szybko stała się bestsellerem i została przetłumaczona na 28 języków świata. Powieść zostanie wkrótce również sfilmowana.

Klienci, których interesował ten produkt, oglądali też

strona produktu - rekomendacje Nibynoc Kristoff Jay
36,49 zł
45,00 zł
strona produktu - rekomendacje Illuminae Kaufman Amie, Kristoff Jay
39,49 zł
49,90 zł
strona produktu - rekomendacje Gwiezdny pył Gaiman Neil
23,99 zł
29,00 zł
strona produktu - rekomendacje Koralina Gaiman Neil
20,49 zł
25,00 zł
strona produktu - rekomendacje Gwiezdny pył Gaiman Neil
17,40 zł
21,78 zł
strona produktu - rekomendacje Czerwony alert Browder Bill
34,99 zł
39,00 zł

Opinie, uwagi, pytania

Jeśli masz pytania dotyczące sklepu empik.com odwiedź nasze strony pomocy.
Jeśli widzisz błąd lub chcesz uzyskać więcej informacji o produkcie skorzystaj z formularza kontaktowego: zgłoszenie błędu / pytanie o produkt

Twoja wiadomość została wysłana. Dziękujemy.

Wybierz temat a następnie wypełnij dane formularza:

Pole Email jest wymagane

Pole imię i nazwisko jest wymagane

Pole Twoja wiadomość jest wymagane

pola wymagane

Jeśli chcesz skontaktować się z nami telefonicznie, skorzystaj z naszej infolini:

Centrum Wsparcia
Klienta
+48 22 462 72 50

+48 22 462 72 50

Czynne całą dobę

* z wyjątkiem świąt ustawowo wolnych od pracy

Ostatnio oglądane

Podobne do ostatnio oglądanych

 zamknij  korzyści